The Cure – Faith

The Cure – Faith
1981 – Fiction

To już trzecia płyta w dyskografii i druga część mrocznej trylogii The Cure. Muzyka pod wpływem nastrojów Smitha stawała się coraz bardziej mroczna, dołująca i „zimna”. Na „Faith” The Cure prezentuje się w swoim najbardziej intrygującym stylu – cold wave. Podobno przed nagraniem płyty Robert Smith chodził po kościołach i obserwował modlących się. Na pewno jakąś reminiscencją tego jest okładka, przedstawiająca zamglony widok opactwa Bolton w pobliżu Shipton, w północnym Yorkshire. Na płycie jest 8 nagrań. Całość trwa niecałe 37 minut. Muzyka, oparta na minimalistycznym instrumentarium – bas, gitara, perkusja i wokal Smitha, wywołuje nastrój przygnębienia. Schodzi w głąb duszy, jak w numerach: „The Holy Hour”, „Other voices” czy „All Cats Are Grey”. „Faith” przygotowuje do, zamykającego mroczny okres twórczości, opus magnum – „Pornography”. Niektórzy uważają „Faith” za niepowtarzalne arcydzieło. Na pewno nie bez racji. [9/10]

17.02.2002
Andrzej Korasiewicz

The Cure – Pornography

The Cure – Pornography
1982 – Fiction

Trzecia część trylogii – „Seventeen Seconds”, „Faith”, „Pornography” – i czwarta regularna płyta wieńczy dzieło zapoczątkowane na „Seventeen Seconds”. „Pornography” do dzisiaj przygnębia i dołuje. To jedna z najbardziej ponurych płyt w historii muzyki rockowej. Znowu osiem kompozycji, ale już nieco dłuższych. Całość trwa trochę ponad 43 minuty. Od początku schodzimy do głębin. Każdy najmniejszy odruch zadowolenia z życia musi podjąć wyzwanie rzucone przez Roberta Smitha. Kolejne utwory są jak sgwóździe wbijane w serce. Ta muzyka to prawdziwe ukrzyżowanie. Jeśli ktoś ma znajomego, który szykuje się do wyjazdu na Filipiny, by być przybitym do krzyża, koniecznie powinien najpier wysłuchać „Pornography”. To będzie niezłe przygotowanie…

To rzeczywiście pornografia. Pornografia duszy Smitha, odkrywająca także pokręcone zakamarki duszy słuchacza. Im dłużej słucham płyty, tym bardziej przekonuję się , że to pozycja wyjątkowa. Od kilku lat wracam do niej w chwilach kiedy ogarnia mnie przygnębienie. Paradoksalnie „Pornography” pomaga w odzyskaniu dobrego nastroju. U każdego reakcja może być jednak inna. To muzyka nasycona prawdą o człowieku i życiu. [10/10]

17.02.2002
Andrzej Korasiewicz

The Cure – Japanese Whispers

The Cure – Japanese Whispers
1983 – Fiction

Po nagraniu „Pornography” w The Cure zaczęło się nieco psuć. Grupa nie osiągnęła ani sukcesu komercyjnego (nic dziwnego zresztą) ani nie była specjalnie hołubiona przez krytyków. Dodatkowo doszły kłótnie w samym zespole i dołek psychiczny w jaki podobno wpadł Robert Smith (czemu również się nie dziwię). Smith zaczął grywać poza The Cure (m.in. z zespołem The Banshees) a Simon Gallup reaktywował swój wcześniejszy zespół The Cry. The Cure jednak nadal działał i nagrał kilka lżejszych piosenek, praktycznie czysto popowych. Mimo braku promocji utwór „The Walk” doszedł do 12 miejsca brytyjskiej listy przebojów. Kolejnym singlowym przebojem okazał się „Love Cats”. Muzycy zostali zaproszeni do programu „Top Of The Pops”, w którym wykonali wspomniany utwór.

Płyta „Japanese Whispers” jest właśnie zbiorem ośmiu piosenek wydanych w tym czasie na singlach. Na longpleju znalazły się więc przebojowe numery „Let’s go to bed”, „The Walk”, „The Love Cats” oraz utwory, które towarzyszyły im na drugich stronach singli. Od tej pory twórczość The Cure jest mozaiką nagrań bardziej mrocznych, melancholijnych oraz przebojowych, łatwo wpadających w ucho. Do płyty „Pornography” w takim stopniu nie będzie już powrotu. Ale The Cure ma już swój wypracowany , łatwo rozpoznawalny styl i również w tych przebojowych numerach pobrzmiewa cure’owa melancholia. Płyta „Japanese Whispers” jest jednak w całości płytą lekką i przebojową. Komuś kto nie lubi The Cure płyta raczej się nie spodoba. Niestety nie jest to „pełnoprawny” album i jako taki ułomny należy go traktować. Gdyby podejść do tej płyty na poważnie to chyba trzeba by napisać, że płyta jest niestety słaba. I to nie dlatego, że zespół zaczął grać przebojowo. Chodzi raczej o to, że poza trzema wymienionymi przebojami na płycie nie ma nic ciekawego. Szkoda… [5/10]

17.02.2002
Andrzej Korasiewcz

The Cure – Concert

The Cure – Concert
1984 – Fiction

Pierwsza koncertowa płyta The Cure wydana po płycie „The Top” jest wyborem nagrań na żywo z lat 1978-1984 dokonanym przez samego Roberta Smitha. W praktyce jednak wszystkie nagrania pochodzą z roku 1984 z koncertów w Londynie i Oxfordzie. Jeśli zacząć od którejś z koncertowych płyt The Cure to chyba właśnie od tej. Po pierwsze muzycy w dobrej formie, po drugie same klasyczne nagrania, po trzecie można poczuć tą pierwotną cure’ową atmosferę. Na longpleju znajdują się zarówno mroczne killery takie jak „The Hanging Garden” jak i te bardziej przebojowe numery („The Walk”). Mamy więc do czynienie ze swoistym przeglądem dokonań The Cure z początków kariery zespołu. Na płycie jest też oczywiście „A Forest”, jest „Primary” i jest „Charlotte sometimes” a także „Killing an Arab”.

Nieco można być tylko rozczarowanym brakiem reakcji publiczności. W końcu to nagrania koncertowe. Albo więc publiczność w ten sposób reagowała wtedy na koncertach Roberta i spółki, albo po prostu materiał został źle zmiksowany. Z drugiej strony The Cure to w końcu twórcy cold wave. A więc zimne reakcje publiczności są jakby zrozumiałe. Choć z jeszcze innej strony będąc na koncercie The Cure w Łodzi dwa lata temu publiczność reagowała spontaniczniej. Ale już z ostatniej strony na to patrząc 😉 obecnie The Cure nie jest już takie „cold”, więc to żaden argument. Generalnie płyta jest dokumentem tamtych czasów . Dziesięć klasycznych nagrań, trochę ponad 42 minuty muzyki. Nie powala, ale warto posłuchać. [7/10]

17.02.2002
Andrzej Korasiewicz