Bauhaus – Burning From The Inside

Bauhaus – Burning From The Inside
1983 – Beggars Banque

Ostatni studyjny album Bauhaus powstawał w dziwnej atmosferze. P.Murphy leżał w szpitalu chory na zapalenie płuc a pozostali muzycy pracowali w studio nad nagraniem płyty. Bynajmniej Murphy nie był z tego faktu zadowolony. W zespole zaczęło psuć się już wcześniej. Sukces jaki muzycy odnieśli piosenką „Ziggy Sturdust” i wzrastające zainteresowanie grupą zaczęło rodzić konflikty w zespole. To P.Murphy był w centrum zainteresowania mediów a przecież za muzykę był odpowiedzialny w równym stopniu cały zespół. Muzycy zaczęli więc patrzeć na siebie nawzajem krzywo. Do nagrania „Burning From the Inside” jednak doszło (na szczęście!). Murphy po wyjściu ze szpitala dograł partie wokalne (muzyka była już w całości zarejestrowana, co więcej, przygotowywano też partie wokalne dla Daniela Asha i Davida Haskinsa… pozostali członkowie Bauhaus chyba brali pod uwagę możliwość nagrania płyty bez P.Murphy’ego…) i dzięki temu mamy możliwość usłyszeć jeśli nie najlepszą to na pewno najdojrzalszą płytę Bauhaus. Otwiera ją jeden z najbardziej lubianych numerów nagranych przez Brytyjczyków – „She’s in Parties”. Później bardziej już zakręcony song o Antonim Artaud – awangardowym twórcy „teatru okrucieństwa”. Następnie coś co wcześniej nie było zbyt często spotykane na płytach Bauhaus – rodzaj akustycznych acz nieco gotyckich ballad („King Volcano”, „Who Killed Mr. Moonlight”). Następnie wspaniały „Slice of Life” (ze wstępem na akustycznej gitarze). Kolejny utwór „Honeymoon Croon” w stylu starszych numerów Bauhaus. „Kingdom’s Coming” ponownie przenosi nas w krainę , o której istnieniu dowiedzieliśmy się na płycie „Sky’s Gone Out”. Tytułowy „Burning from the Inside” potęguję atmosferę mroku i zimna. To znowu klimat „starego” Bauhaus. Wszystko kończy się jednak balladowym „Hope”. I taki klimat przebija z płyty w całości. To nie są drapieżne postpunkowe i mroczne utwory, którymi muzyka Bauhaus przybijała dotychczas. Mamy tutaj do czynienia z bardziej konwencjonalnymi utworami rockowymi. Wysmakowanymi, przemyślanymi, precyzyjnie nagranymi i dobrze zrealizowanymi. Mimo tego, że może nie jest to płyta mroczna (choć są takie momenty – np. utwór tytułowy) na pewno niesie ze sobą jakąś zagadkę, jakąś tajemnicę. „Burning from the Inside” to album dojrzały, który wszedł na stałe do kanona rocka. Gwoli ścisłości dodam, że na kompakcie dodano 4 bonusy. Tym razem warto na nie zwrócić uwage (zwłaszcza na „Legartija Nick” i świetny „The Sanity Assassin”). [9/10]

Andrzej Korasiewicz
12.02.2002

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *