H3llb3nt – Hardcore Vanilla

H3llb3nt – Hardcore Vanilla
2001 – Invisible

Po pierwszym wysłuchaniu tej płytki mówiąc szczerze byłem zdruzgotany (w pozytywnym sensie tego słowa). Myślałem, że właśnie wpadła mi w ręce płyta mojego życia. Później nieco ochłonąłem i zreflektowałem się, że jednak słyszałem już trochę lepsze płyty. Ale to i tak w niczym mi nie przeszkadza gorąco polecić „Hardcore Vanilla”. Płyta dotarła do mnie z opóźnieniem i poznałem ją już w 2002 roku ale gdybym miał dzisiaj wybierać album roku 2001 to z całą pewnością byłby nim „Hardcore Vanilla”. H3llb3nt to projekt Martina Atkinsa współpracującego wcześniej m.in. z PIL, Ministry, NIN, Killing Joke oraz Erica Powella z 16 Volt. Z zespołem współpracuje też nim m.in. Raymond Watts z Piga. A więc zespół tworzą doświadczeni muzycy. A jednak „Hardcore Vanilla” przynajmniej w Polsce przeszła chyba nieco niezauważona. Nie wiem jak mogło to się stać, bo moim zdaniem zasługuje na wzmożoną uwagę. Muzycznie „Hardcore Vanilla” trudno jednoznacznie zaklasyfikować. Na pewno przeważają elementy industrialnego rocka. Jest tam sporo industrialnego zgiełku ale też dużo rytmiki, zmian tempa i jakiegoś rodzaju w dobrym tego słowa znaczeniu przebojowości a to jest coś co chyba sporo osób lubi (w tym niżej podpisany). Tym bardziej więc dziwi fakt, że płyta przeszła niemal bez echa. Najlepszym utworem na płycie jest według mnie zdecydowanie „Jet Boy Machine”. Rewelacyjny numer. Pamiętam , że słuchałem go przez pierwszy dzień na okrągło. Zakręcony, agresywny, przebojowy. Czyli coś co sporo ludzi lubi (w tym niżej podpisany :]). Ogólnie H3llb3nt łączy w sobie sprzeczne elementy. Taneczność, przebojowość, melodię ze zgiełkiem, hałasem i elektroniką. Całość jest mocno zakręcona. Na dowód tego przytoczę fakt, że w numerze „Rubber Girls With Knives” słychać partie orkiestrowe i dam sobie głowę uciąć, że są to fragmenty „Carmina Burana” Carla Orffa. „Hardcore Vanilla” powinna spodobać się na pewno miłośnikom Nine Inch Nails (ale chyba nie tylko im, bo ja do miłośników NIN nie należę a płyta jak widać podoba mi się:]). Miejscami płyta mocno kojarzy mi się z Trentem Reznorem. Ale dla mnie to jest ulepszona wersja NIN :). Zdecydowana rekomendacja. [9/10]

30.03.2002
Andrzej Korasiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *