Hocico – Signos de Aberracion

Hocico – Signos de Aberracion
2002 – Out of Line

Nowa płyta meksykańskich „rzeźników” to krok zdecydowanie we właściwym kierunku. Ci co mają płytę już od dawna pewnie przesłuchali ją już wielokrotnie. Bo zaiste warta jest tego. Jednak ci, którzy nie wiedzą o co biega powinni to jak najszybciej nadrobić. „Signos de aberracion” podoba się bowiem zgodnie prawie wszystkim, którzy lubią electro-industrial. Moim zdaniem Hocico ma potencjał znacznie większy niż zamknięty krąg miłośników dark electro. Płyta oczywiście zachowuje to co u Meksykanów było najbardziej charakterystyczne. Czyli mroczny klimat, mocno przesterowany wokal, szybki rytm, przygniatający bit. To wszystko jest i na nowym wydawnictwie. Jednak tu i ówdzie zawsze pojawiały się na płytach Meksykanów momenty wytchnienia. Takie swoiste pasażyki przygotowujące odbiorcę do dalszego ataku na umysł. I na tym albumie jest podobnie. A nawet tych pasaży jest zdecydowanie więcej i są dłuższe. Niektórych może to denerwować innym pomoże w przebrnięciu przez płytę do końca. Z drugiej strony szybsze utwory mimo całej agresji w nie włożonej są melodyjne i przebojowe. Hocico ma więc szansę zaistnieć choćby na alternatywnych listach przebojów.
Sam album zaczyna się właśnie takim „pasażykowatym” wstępem („Pandemonium”) by po pięciu minutach przejść w moim zdaniem najlepszy numer na płycie „Instincts of Pervertion”. Zaraz potem następuję znany już z zeszłorocznego singla „Untold Blasphemy”. Utwór również udany. Następnym jest „Bloodshed” – znowu agresja, pasja, szybki bit ale kompozycja ma nieco bardziej złożoną strukturę. Choć wszystko przytłacza potworny bit, który dla postronnego słuchacza może być ogłuszający. Po tym secie następuje moment wytchnienia – „Childrens Eternity”. Nieco patetyczny, podniosły pasażyk jakby przygotowanie na wojne ;]. Po pięciu minutach muzycy doszlio do wniosku, że już można ;]. No i zaczyna się „Forgotten Tears”. Mój drugi ulubiony numer na płycie (po „Instincts of Pervertion”). Później znowu pasażyk „Un Alma Y El Vacio”, znowu utwór szybszy „Twisted Lines” , kolejny pasażyk „En Otro Lado” i kolejny numer szybki „Wounds”. A na zakończenie „pasażyk” „Callate el Hocico”. Nie wiem czy te pasażyki to do końca dobre rozwiązanie. Aż pieć takich wstępów i przejściówek to trochę za dużo jak na mój gust. Biorąc do ręki płytę Hocico oczekuję zmasowanego ataku na mój umysł utrzymanego w ryzach melodii ;] ale nie takich pasaży. Jak chcę pasaże to sięgam po Tangerine Dream. No i to właściwie jedyny zarzut do płyty. Na 11 numerów tylko 6 „prawdziwych” utworów a reszta to te cholerne przejściówki. Trochę przesadzili ;]. Hocico to w końcu nie Genesis i koncept albumu raczej nie stworzą ;). Liczę na poprawę następnym razem ;] ale na razie zachęcam wszystkich, którzy nie znają jeszcze płyty do zapoznania się. Pozycja obowiązkowa. [8.5/10]

30.03.2002
Andrzej Korasiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *