Snog – Corporate Slave

Snog – Corporate Slave
1992  Machinery Rec.

Debiut australijskiego projektu niejakiego Davida Thrusella to Ep-ka zawierająca 4 utwory. 3 wersje tytułowego hitu „Corporate Slave” oraz nagranie „Evil Mother”. Samej muzyki nie ma więc wiele. Być może jednak ktoś odwiedzający Alternative Pop nie zna Snoga a to duży błąd :). Trzeba go szybko nadrobić. Snog to zespół , który działał już w końcu lat 80-tych, ale sukces odniósł dopiero przebojem „Corporate Slave” w 1992 roku co pozwoliło w roku następnym wydać debiutancką płytkę „Lies, Inc.”. Omawiany minialbum należy polecić osobom lubiącym bardziej przebojową i melodyjną stronę EBM-u. W istocie „Corporate Slave” to jeden z największych hitów w historii electronic body music. Tutaj znajduje się w 3 wersjach (jako „Club mix”, instrumentalny „Corporate Doom” oraz „Corporate Slave version 2” bardziej rozbudowany, niż oryginał). Utwór „Evil Mother” jest z kolei dowodem na to, że Thrussel ma o wiele więcej muzycznie do zaprezentowania, niż zgrabne przeboje. Tą akurat Ep-kę należy jednak polecić przede wszystkim miłośnikom nagrania „Corporate Slave”. [6/10]

26.06.2002
Andrzej Korasiewicz

Implant – Kmputor

Implant – Kmputor
2000 – Flatline

Belgijski duet Implant jest raczej mało znanym zespołem w Polsce. Tymczasem wydana prawie 2 lata temu płyta „Kmputor” jest moim zdaniem przedniej marki. Jest to na tyle dobra pozycja, że mimo tego, iż nienajświeższa od dawna przymierzam się do napisania czegoś o niej. I ciągle mi jakoś nie wychodziło. W końcu jednak „Kmputor” doczeka się kilku słów zachęty także na Alternative Pop. Implant gra rodzaj dynamicznego, silnie nasyconego techno-industrialem EBM-u. Mało dzisiaj tego typu muzyki na scenie electro. Dominuje melodyjny EBM (wpadający w future pop) w rodzaju VNV Nation z jednej strony lub szybkie dark electro z mocno przesterowanymi wokalami w rodzaju Hocico, Aslan Faction czy :W: z drugiej. Tymczasem Implant gra najbardziej przeze mnie lubiany rodzaj electro. Jaki to rodzaj ? Mam na myśli electro ciekawe, nienużące, różnorodne, pomysłowe, inteligentne. Takie właśnie jest electro na płycie „Kmputor”. Muzykę Implant określiłbym jako rodzaj skrzyżowania Negative Format oraz Pierrepoint (ten ostatni projekt remiksuje zresztą jeden z utworów na płycie). Longplej może spodobać się też tym, którym przypadł do gustu ostatni album FLA. „Kmputor” zawiera wprawdzie więcej elementów rodem z techno ale jakiś podobny duch unosi się nad obu płytami (być może tylko przeze mnie wyczuwalny 🙂 ). „Kmputor” to 11 nagrań plus 3 remiksy i gwarancja dobrze spędzonego czasu. Album oczywiście skierowany do fanów EBM. [6/10]

26.06.2002
Andrzej Korasiewicz

Republika – Republika

Republika – Republika
2002 Pomaton EMI

Śmierć Grzegorza Ciechowskiego przerwała prace Republiki nad nową płytą. Wydana przed kilkoma miesiącami płyta „Republika” jest pożegnaniem zespołu z publicznością (a na pewno pożegnaniem z Grzegorzem Ciechowskim). Jest także próbą uratowania i zaprezentowania fanom tego, co udało się na nową płytę już przygotować. A właściwie tego, co udało się przygotować ś.p. Ciechowskiemu. Zespół bowiem nagrał wszystkie podkłady a Ciechowski miał napisać teksty i dośpiewać je do tego co zarejestrowali koledzy z Republiki. Niestety nie zdążył…

Muzycy postanowili jednak wydać to co uznali, że nadaje się do tego by ujrzało światło dzienne a całość uzupełnili o nagrania koncertowe. Republika, która była dobrym zespołem koncertowym nie doczekała się przecież jeszcze płyty koncertowej. A wybierać było z czego. W ten sposób po śmierci Ciechowskiego mamy kolejną nową płytę Republiki. Na pewno wielu może nie podobać się to, że w ogóle została wydana. W końcu Republiki już nie ma. Nie powinno więc być też nowej płyty. Może to być odebrane jako próba zarabiania pieniędzy na śmierci Artysty. Jednak ja nie mogę się z tym zgodzić. Dla mnie ta płyta jest potrzebna. Chciałem usłyszeć to co zdążył zarejestrować zespół na nową płytę i chciałem posłuchać w końcu koncertowego albumu zespołu. W istocie to nie jest nowy krążek, lecz rodzaj wspomnienia i dobrze, że ono jest…

Głównym daniem tego podwójnego kompaktowego krążka jest właśnie „koncertówka” (znajdująca się na pierwszym kompakcie). Wszystkie nagrania zostały zarejestrowane w Studiu im. Agnieszki Osieckiej radiowej Trójki. Utwory pochodzą z trzech koncertów z 22.01.1994 (okres płyty „Siódma pieczęć”), 06.12.1998 (po wydaniu płyty „Maskakra”) oraz z 30.03.2001 roku (1000 wydanie Listy Przebojów Programu Trzeciego). Sam pomysł , by wykorzystać nagrania z trójkowego studia uważam za bardzo dobry. Zdziwiony jednak jestem tym, że nie wykorzystano nagrań z pamiętnego koncertu z początku lat 90-tych (to był rok 1990 lub 1991). Pierwszego po kilku latach przerwy w działalności zespołu. Pamiętam jak dziś niesamowity klimat tego koncertu. Trochę szkoda, ale trzeba brać to co dają. Z tych zaprezentowanych na płycie o wiele korzystniej wypadają utwory z okresu promowania płyty „Maskakra”. Zagrane w starym republikańskim stylu wyraźnie pozytywnie odróżniają się od niezbyt ciekawego z perspektywy czasu grania na organach hammonda i „staroświeckiego” klimatu znanego z albumu „Siódma pieczęć”. Z tego okresu na płycie znalazły się 4 utwory (3 pochodzą z albumu „Siódma pieczęć” a czwartym są „Halucynacje” pochodzące z debiutanckiej „Republiki”, tak jednak przearanżowane, że mogłyby spokojnie zostać dodane do płyty „Siódma pieczęć”). Generalnie album koncertowy to przegląd największych hitów zespołu od „Kombinatu” przez „Śmierc w bikini”, „Sexy Doll”, „Białą Flagę”, „Telefony”, „Nieustanne Tango”, „Sam na linie” aż po „Mamonę” i „Odchodząc”. Najbardziej falowo i rockowo wypadają 2 nagrania z 2001 roku („Sexy Doll”, „Mamona”) i tak jak już wspomniałem stary republikański poziom trzymają też utwory z koncertu z 1998 roku. 4 utwory z 1993 roku moim zdaniem nieco rozbijają klimat koncertu. Oklasków też tutaj miejscami niewiele (ale to już jest spowodowane miejscem w jakim rejestrowano koncert – kameralne studio przy ul. Myśliwieckiej mieści około 100 osób). W sumie jednak płyta solidna i dobrze, że została wydana. Ja będę traktował ją jak rodzaj dokumentu i pamiątki po zespole.

Druga część albumu w zestawie to 4 nowe utwory, które zdążył nagrać Grzegorz. Najpierw najbardziej znane „Śmierć na pięć” promowane w radiu i wydane na singlu . Później dwa kolejne do których zdążył nagrać wokale i jedno, do którego nie zdążył (w końcówce słychać jedynie szepty). Pozwolę sobie nie oceniać tych nagrań. Dobrze, że zostały wydane. Szkoda, że nie będzie nam dane usłyszeć całej nowej płyty. Mogło być bardzo ciekawie. Niestety śmierć Grzegorza Ciechowskiego odebrała nam możliwość obcowania z Jego Sztuką… [7/10]

26.06.2002
Andrzej Korasiewicz

Lech Janerka – Historia podwodna

Lech Janerka – Historia podwodna
1986/1999 – Tonpress/Koch International

Lech Janerka zaczynał swoją „karierę” w zespole Klaus Mitffoch. Klaus Mitffoch to zespół wyjątkowy. Nagrał w praktyce jedną płytę ( jeśli nie liczyć „Mordoplan” nagranej po odejściu Janerki i pod zmienioną nieco nazwą) i przeszedł nią do historii. Wielu ( w tym piszący te słowa) uważa „Klaus Mitffoch” za jedną z najważniejszych płyt w historii polskiej muzyki rockowej ( jeśli nie najważniejszą). A mimo tej arcyważnej pozycji jaką zajmuje w polskiej muzyce formacja Klaus Mitffoch , jej lider – Lech Janerka nie czuł się w niej spełniony pod względem muzycznym. Jego pomysły muzyczne daleko wykraczały poza horyzont Klausa. Z dzisiejszej perspektywy, kiedy znamy już w pełni możliwości i talent Lecha Janerki nie dziwi to. Ale wtedy nieporozumienia między muzykami Klausa wróżyły jak najgorzej i wydawało się , że po odejściu Janerki i w praktyce rozpadzie Klausa Mitffocha straciliśmy wschodzącą gwiazdę polskiej muzyki niezależnej. Lech Janerka jednak wiedział co robi. Już w 1986 roku nagrał w Studio Tonpress płytę, która po wydaniu ( nota bene wtedy bardzo długo czekaliśmy na pojawienie się tej pozycji na rynku- płyta od dawna nagrana, czekała ponad rok na wydanie – takie były wtedy czasy…) okazała się co najmniej takim samym objawieniem jak debiutancki longplej Klausa. „Historia podwodna”, bo o tym albumie mowa, była solowym debiutem Janerki ale przez wielu została potraktowana jako kontynuacja „Klausa Mitffocha”. I rzeczywiście tak było. Znajdują się tutaj utwory, które bardzo przypominają kompozycje Klausa ( „Jest jak w niebie”, „Reformator”) a inne mają charakter słowno-muzycznego eksperymentu („Tryki na start”) i są bardziej dojrzałą kontynuacją „Klausa Mitffocha” W nagraniu płyty brali skądinąd udział muzycy Klausa – Krzysztof Pociecha, który zagrał na całej płycie partie na gitarze oraz występujący w jednym utworze ( „Konstytucje”) Wiesiek Mrozik. Nic więc dziwnego, że obie płyty traktuje się niemal łącznie. Oba albumy były i nadal są porównywane. Oba są uznane za arcydzieła w swoim gatunku. Dodam tylko, że jest to całkowicie uzasadnione. O samej muzyce nie będę się rozpisywał. Muzyka jest przecież doskonale znana a ta recenzja jest skierowana głównie do tych, którym dotąd z niewiadomych mi powodów nie było dane poznać tej perełki. Jeśli więc ktoś nigdy jej nie słyszał to musi płytę po prostu kupić i ją uważnie przesłuchać. Później postawić na półkę, cieszyć się jej widokiem i wracać , wracać do słuchania jak tylko często się da. Aby zachęcić do zakupienia „Historii podwodnej” napiszę jedynie, że muzyka pomimo upływu 15 lat nie zestarzała się i że dzisiaj nikt tak (w domyśle – dobrze) nie gra ( nawet Janerka )). Na płycie gościnnie udziela się też Małgorzata Ostrowska (podówczas Lombard). Pozycja obowiązkowa. [9/10]

26.06.2002
Andrzej Korasiewicz