Apoptygma Berzerk – Welcome to Earth

Apoptygma Berzerk – Welcome to Earth
2000 Tatra Records

Przedostatnia płyta APB u niektórych bardziej ortodoksyjnych zwolenników electro-ebm zasiała już pewien niepokój. Brzmienie było łagodniejsze, niż na poprzednich płytach, wszelkie industrialne echa całkowicie wygasły. Niemniej nadal muzyka Apoptygmy wzbudzała zainteresowanie. Z kolei dla fanów synth popu (który właśnie wszedł w promocyjną fazę „future popu”) ta płyta była objawieniem. W istocie z dzisiejszej perspektywy widać jasno, że mamy do czyniania ze świetnie zrealizowanym electro popem. Kilka wybornych hitów („Starsign”, „Eclipse”, „Paranoia”, „Kathy’s Song”, „Soultaker”), wielotygodniowe okupowanie pierwszego miejsca niemieckiej listy przebojów muzyki alternatywnej to niewątpliwe osiągnięcia Apoptygmy Berzerk anno domini 2000. Płyty również dzisiaj słucha się wybornie ale pod warunkiem, że oczekujemy muzyki prostej, przebojowej oscylującej wokół estetyki soft techno, synth pop. W tej konwencji APB wypada znakomicie a wspomniane przeboje do dzisiaj są w stanie wyciągnąć niejedną jednostkę na parkiet. Zdecydowanym minusem dla mnie jest na płycie utwór – „Moment of Tranquility”. Ta łzawa i nieciekawa balladka przywołuje na myśli chyba najsłabszy numer na ostatnim albumie Covenanta „Invisible and silent”. Niemniej całość płyty zasługuje na uznanie. Świetna electro popowa płyta. [7.5/10]

Andrzej Korasiewicz
16.02.2003

The Klinik – Sonic Surgery

The Klinik – Sonic Surgery
2002 Hands

Po pierwszym przesłuchaniu nowej płyty klasyka EBM-u i szeroko rozumianej poszukującej elektroniki miałem zgoła odmienne wrażenia, niż po usłyszeniu płyty Murcof „Martes”. Jeden z moich ulubionych twórców nagrał płytę, którą byłem podłamany. I nie ważne było, że The Klinik to obecnie jedynie duet Marc Verhaeghen oraz Nickanor i że nie ma w nim 2 innych ważnych członków historycznego The Klinik – Erica Van Wonterghem i Dirka Ivensa. Nazwa to nazwa. Tymczasem „Sonic Surgery” wydał mi się płytą monotonną i nieciekawą. Estetykę trance i acid techno w ramach której porusza się na tym albumie The Klinik uważałem za wypaloną i wtórną. A jednak po kilku miesiącach przerwy, gdy sięgnąłem po płytę, by napisać jak bardzo załamany i zawiedziony nią jestem, gdy zacząłem słuchać jej ponownie odkryła się przede mną jej druga twarz. Rzeczywiście to jest przenicowane już na wszystkie strony trance techno ale mimo wszystko to też jest The Klinik ! A tego jakoś wcześniej nie usłyszałem. Na „Sonic Surgery” pobrzmiewa duch dawnego The Klinik tylko trzeba się dobrze wsłuchać w muzykę. Może gdyby nie nazwa The Klinik, gdybym siegając po album wkładał go do odtwarzacza z nastawieniem, że za chwilę będę miał do czynienia z muzyką trance-techno być może wtedy od samego początku inaczej oceniłbym nowa płytę The Klinik. W rzeczywistości jak na trance-techno jest to co najmniej bardzo przyzwoita pozycja. Nie jest to typowa dla trance’u beznamiętna i bezpłciowa łupanka. Znać tu rękę kogoś z szerszymi horyzontami muzycznymi. Co więcej płyty wysłuchałem dzisiaj z wyraźnym zainteresowaniem i bez znużenia – w tej muzyce naprawdę sporo się dzieje. Gdyby zatem kogoś naszła ochota na przesłuchanie ostatniego albumu The Klinik proponuje odpowiednio nastawić się do tego. No i żeby płyta „Sonic Surgery” mogła w ogóle przypaść do gustu jej słuchacz musi mieć tolerancję dla muzyki trance. Nie jest to płyta zła! [7/10]

Andrzej Korasiewicz
16.02.2003

Murcof – Martes

Murcof – Martes
2002 Leaf

Gdy pierwszy raz usłyszałem płytę „Martes” byłem zachwycony i pozytywnie zaskoczony. Całkiem prawdopodobne jest to, że zachwyt wynikał z faktu zaskoczenia. Muzyka meksykańskiego projektu Murcof urzekała. Połączenie delikatnych bitów, subtelnej elektroniki i brzmienia symfonicznego intrygowało. Pomysł wydawał się genialny, choć z drugiej strony zasiał we mnie pewne wątpliwości czy rzeczywiście jest tak dobrze. Wykorzystanie schematów znanych z muzyki klasycznej w szeroko rozumianej muzyce rozrywkowej nie jest w końcu niczym szczególnie nowym. Niemniej jednak powtórne przesłuchanie „Martes” i kilka kolejnych następnych nadal było przyjemne. Niepokoił tylko fakt, że poza doznaniem przyjemności niewiele z tej muzyki wynikało. Niestety ale w raz z upływem czasu urok muzyki Murcof blednie. 9 nagrań znajdujących się na płycie zbudowanych jest według podobnego schematu. Bit-smyczki-bit-click-bit-smyczki. Na dłuższą metę to może nużyć, bo na płycie nie dzieje się nic poza tym. Choć jako wypełniacz muzyka Murcofa sprawdza się nadal znakomicie to wartości muzyczne nie są jednak tak wielkie jak wydawało mi się początkowo. Żeby stwierdzić co naprawdę jest wart Murcof trzeba poczekać na następną płytę. Na razie mogę jedynie zachęcić do zapoznania się z muzyke zawartą na płycie tych, którzy jej nie znają. Za pierwszym przesłuchaniem gwarantuję bardzo pozytywne doznania. Po każdym kolejnym nie jest już tak rewelacyjnie ale płyta nadal spełnia swoją role wysmakowanej, dobrze wyprodukowanej, nowoczesnej elektroniki dobrej prawie na każdą okazję. [8/10]

Andrzej Korasiewicz
16.02.2003

Klake – Polish background

Klake – Polish background
2002 Requiem rec

Requiem znane było dotychczas z wydawania muzyki ambientalnej i szeroko rozumianej postindustrii ale także z wydawania ciekawego cyklu City Songs. Być może właśnie dzięki różnorodności wykonawców „branych na warsztat” na City Songs narodziło się zainteresowanie u Łukasza Pawlaka dla muzyki innej ale nie aż tak dalekiej od tego z czym wcześniej kojarzyliśmy działalność lidera Nemezis. Płyta „Polish backgrounds” to właśnie nowa twarz Requiem. Muzyka Klake jest senna, nostalgiczna, pełna ciepła i nie stroniąca od melodii. Jednym słowem mamy do czynienia z easy listening, downtempo po polsku. Hip hopowe beaty i skretche, mieszają się z jazzowymi wstawkami, spokojne melorecytacje wokalisty nie burzą klimatu choć nie wywołują też dreszczy. Z jednej strony muzyka ma charakter relaksujący, rozrywkowy, z drugiej strony nie traci ducha undergroundu. Czuć w muzyce Klake smutek i nostalgię polskiego „backgroundu” ale i radość życia oraz pozytywną energię. Dodatkowym atutem jest to, że mimo tego, iż Klake penetruje bardzo modny obecnie kierunek (downtempo, nu jazz) album „Polish backgrounds” nie kojarzy mi się z żadnym konkretnym wykonawcą. Nie jest to więc „zrzynka”. Z płyty „Polish backgrounds” wyziera rzeczywiście polski duch i to mimo tego, że jeden z członków duetu na codzień mieszka w Berlinie. Jedyne drobne zastrzeżenie mam do produkcji. Brzmienie jest jak dla mnie zbyt „backgroundowe”. Generalnie jednak płyty słucha się wyśmienicie i bez znurzenia. „Polish backgrounds” to idealna pozycja dla zmęczonych hałasem i szukających miłego dla ucha chilloutu stanowiącego jednak nie tylko muzyczny wypełniacz ale niosącego „coś więcej”. [8.5/10]

14.02.2003
Andrzej Korasiewicz