Kraftwerk – Tour de France Soundtracks

Kraftwerk – Tour de France Soundtracks
2003 Kling Klang

Siedemnaście lat minęło od wydania ostatniej, regularnej płyty niemieckich elektroników. Ale Kraftwerk wraca! Podobnie jak D.A.F. i Front 242 klasycy elektronicznych brzmień znowu obecni. Płyta nowa, ale utwory niecałkiem. Począwszy od tytułowego „Tour de France”, który powstał pierwotnie w 1982 roku jako hołd dla znanego kolarskiego klasyka, a na brzmieniu całej płyty skończywszy. No może nie do końca. Brzmienie Kraftwerk anno domini 2003 jest odmłodzone. Artyści wykorzystali posttechnowe patenty, muzyka uległa dokładnej, cyfrowej obróbce. Słyszę w tej muzyce efekty charakterystyczne dla dokonań Burnta Friedmana i Uwe Schmidta. Chyba nieprzypadkowo. To przecież ten ostatni – jako Senor Coconut – poddał muzykę Kraftwerk nowoelektroniczno-latynoskiej obróbce.

Zgadzam się z opinią, że gdyby ta płyta ukazała się np w roku 1988 byłaby objawieniem. Klasykiem, do którego wszyscy wracają. W roku 2003 „Tour de France Soundtracks” jest „zaledwie” płytą bardzo dobrą. Na albumie znajdziemy znane „kraftwerkowe” efekty. Plyta jest radosna, wesoła, niesie radość życia. Zawiera 12 utworów. Ciepłych a jednocześnie czule mechanicznych. Roboty ożyły naprawdę! Trzy części nowej wersji „Tour de France”. Pozostałe utwory również nawiązują do francuskiego wyścigu. Płyta powstała przecież z myślą o nim. Nie można wymyśleć lepszej reklamy Touru! Miłośnicy kolarstwa i miłośnicy muzyki Krfatwerk powinni być w pełni usatysfakcjonowani nową płytą Niemców. Ja jestem! [9/10]

Andrzej Korasiewicz
30.08.2003

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *