Laibach – Wat

Laibach – Wat
2003 Mute

Kolejne miłe zaskoczenie w tym roku. Muzykę Słoweńców znam kilkanaście lat. Od Laibacha zaczynałem fascynację „alternatywą”. Takie płyty jak „Nowa Akropola” , „Opus Dei”, „Let it Be”, czy „Sympathy for the Devil” odcisnęły silne piętno na moim postrzeganiu muzyki. Później Laibach „zepsuł się”. Fatalne „NATO”, koszmarne „Jesus Christ Superstar”. Ostatnim dobrym wydawnictwem był według mnie „Kapital” z 1992. Laibach skończył się, myślałem. Tymczasem album „Wat”, to powrót do klasycznego, bitowego brzmienia Słoweńców. Co więcej, muzyka brzmi świeżo i nowocześnie. „Tanz mit” to prawdziwy przebój. Niemiecki, „faszystowski” wokal, agresywny bit, marszowy rytm. Cechy charakterystyczne dla środkowego okresu twórczości Laibacha. Obecne również na płycie „Wat”.

Krytycy tłumaczą tytuł albumu jako skrót od „War Against Terrorism”. Czy tak jest rzeczywiście? Nie wiem i nie interesuje mnie to. Nie interesują mnie teksty, nie interesuje mnie ideologia w muzyce. Wsłuchuję się w kolejny „faszystowski” przebój „Achtung” – numer 4. Te same charakterystyczne cechy jak we wspomnianym „Tanz mit” – numer 2. Marszowy rytm, niemiecki wokal, dynamika i agresja. Terminologia, którą posługuję się jasno określa muzykę na nowej płycie słoweńskich artystów. „Wat” nie spodoba się miłośnikom wczesnej twórczości Laibacha, którzy nie lubią bitowego okresu. Przypadnie za to do gustu tym, którzy hołubią muzyków za covery The Beatles, Rolling Stones i za płytę „Opus Dei”. Nowe wydawnictwo Laibacha może spodabać się także młodzieży wychowanej na EBM-ie. Dla mnie jedna z płyt roku. [8/10]

Andrzej Korasiewicz
30.08.2003

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *