Liquefaction – Chrysalis

Liquefaction – Chrysalis
2003 DSBP

Projekt Liquefaction powołała do życia w 2002 kobieta – Kindel. Muzyka na debiutanckim albumie „Chrysalis”, to muzyka szczególna. Kindel wydobywa z siebie anielski głos, a w tle pobrzmiewa harsh electro. Harsh electro, które przechodzi w synth pop. A właściwie odwrotnie – synth pop, który kończy się harsh electro. Coś niesamowitego. Damski wokal, który przypomina typowe niemieckie electro w stylu L’ame Immortelle (Austria) plus industrialne tła.

Romantyczny industrial, harsh synth pop. Gdy kobieta bierze się za tworzenie muzyki nigdy nie wiadomo jak się to skończy. Tym razem efekt jest bardzo ciekawy. Wzmocnił moje zaufanie do twórczości płci pięknej. Choć w nagraniu płyty maczali palce również faceci. Remiks „Dollhouse” przygotowali panowie z Electro Synthetic Rebellion. Na płycie usłyszymy także efekt pracy Aghast View oraz niejakiego Tecnomana – dj’s z Argentyny. Liquefaction to smakowite, interesujące electro. Jedna z ciekawszych płyt w tym gatunku anno domini 2003. Do tego debiut. Jednym słowem – album wart uwagi. [8/10]

07.09.2003
Andrzej Korasiewicz

L’Ombre – Medicine for Meaningless

L’Ombre – Medicine for Meaningless
2002 Ant-Zen

Ubiegłoroczny debiut z Ant Zen, to kawał dobrej roboty. Na oficjalnej stronie L’Ombre zapowiadana jest już druga płyta – „Similations 1.0” – zanim jednak ukaże się – parę słów zachęty o debiucie. L’ombre to projekt Kanadyjczyka – Stephena Sawyera. Muzyka, która znajduje się na „Medicine for Meaningless”, to połączenie mrocznych, ambientowych pejzaży i eksperymentalnych, elektroniczno-noisowych struktur. Romantyczny power noise, rytmiczny ambient, to określenia, które przychodzą mi do głowy, gdy słucham L’Ombre. Dawno nie słyszałem tak ciekawego, nowego, postindustrialnego projektu. Nie ma tu bezmyślnej noisowej łupanki. Nie ma „sztuki dla sztuki”, snobistycznych eksperymentów i niewiele wnoszących muzycznych zakrętasów. Poszczególne dźwięki misternie budują niesamowity klimat, który przypadnie do gustu miłośnikom Gridlocka, Biosphere, czy nawet wczesnego Klinik. Zdecydowanie polecam. [9/10]

07.09.2003
Andrzej Korasiewicz

Novakill – Hard Tech for a Hard World

Novakill – Hard Tech for a Hard World
2003 – RepoRecords/Metropolis Records

Początki duetu Novakill sięgają roku 1996. Mniej więcej w tym czasie niejaki Bones spotyka niejakiego Sika i razem postanawiają tworzyć muzykę. Panowie zaczynają najpierw grać w klubach w Sydney. Między 1997 a 1998 rokiem nagrywają trzy tracki, które ukazują się na składankach z australijskim electro. W końcu udaje im się zrealizować debiutancki album – „Hard Tech for a Hard World”. Od początków zespołu do wydania debiutu minęło sporo czasu, ale muszę przyznać, że australijski duet nie zmarnował go. Album Novakill, to klasyczne, mroczne electro. Zawiera dziesięć dynamicznych, bitowych numerów. Przesterowany wokal, pomysłowe rozwiązania melodyczne. Z płyty nie wieje nudą. Być może moja ocena Novakill jest zawyżona z uwagi na brak dobrych, nowych płyt electro-industrialnych. W istocie muzyka Australijczyków nie jest ani niczym oryginalnym, ani nowym. Ale nie o to przecież chodzi w electro/EBM. Przynajmniej dzisiaj. Czy ktoś jeszcze szuka nowatorstwa w electro? Jeśli tak, to niech daruje sobie Novakill. Ale jeśli szukacie dobrego electro, jesteście fanami FLA, Leaether Strip, starego Project Pitchfork, to „Hard Tech for a Hard World” jest pozycją dla was. Udany debiut. [8/10]

07.09.2003
Andrzej Korasiewicz