Klake – 12 miniatures

Klake – 12 miniatures
2003 Requiem

Dwanaście mianiatur muzycznych to następna propozycja projektu Klake. Mój kolega redakcyjny stwierdził, że „Klake to polski Air”. Coś w tym jest. Pastelowe brzmienia podlane jazzowym sosem tworzą spokojny, rozleniwiony klimat płyty. Jeśli nawet Klake nie jest odpowiednikiem Air, to fani francuskiego duetu znajdą tu coś dla siebie.

Requiem od niedawna specjalizuje się w takiej łagodnej, rozmarzonej elektronice. „12 miniatures” jest przejawem ewolucji wytwórni Łukasza Pawlaka od postindustrialu do inteligentnej i klimatycznej ambient-elektroniki. Nowa płyta Klake, może nawet bardziej, niż z Air kojarzy mi się z dokonaniami Szkotów z Boards of Canada. Zwłaszcza z genialną płytą „Music has the right to children”. Choć więcej tu jazzu (nu jazzu), niż post hip-hopowych bitów to odgłosy (kąpiących się?) dzieci, rozmowy, kapiąca woda(?) przypominają klimat Boards of Canada.

Jeśli słowo „cudowna” znajduje czasami zastosowanie w muzyce, bez poczucia pretensjonalności, to właśnie mamy do czynienia z takim przypadkiem. Muzyka Klake jest cudowna i kojąca. Leczy ze stresów i wszelkich napięć. Można jej słuchać z powodzeniem zarówno przy czynnościach domowych, jak sprzątanie, mycie naczyń, pranie ale i w skupieniu. Wtedy zyskuje inny wymiar.

Do debiutu miałem zastrzeżenia natury formalnej. Drugi album Klake jest lepszy również jeśli chodzi o brzmienie. Może to subiektywne wrażenie, bo nie sądzę, żeby twórca użył innych środków przy nagraniu i produkcji muzyki, ale brzmienie „12 miniatures” jest pełniejsze, soczystsze i mniej garażowe. To kolejny plus płyty. Wszystkie składają się na jej bardzo dobrą ocenę. Polecam. [9/10]

05.10.2003
Andrzej Korasiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *