The Jesus And Mary Chain – Psychocandy

The Jesus And Mary Chain – Psychocandy
1985 Blanco Y Negro

1. Just Like Honey
2. The Living End
3. Taste The Floor
4. The Hardest Walk
5. Cut Dead
6. In A Hole
7. Taste Of Cindy
8. Some Candy Talking
9. Never Understand
10. Inside Me
11. Sowing Seeds
12. My Little Underground
13. You Trip Me Up
14. Something’s Wrong
15. It’s So Hard

Może to być zaskakujące, ale na stronie, na której są sentymentalne westchnienia dotyczące wykonawców królującach na listach przebojów w czasie mody na „new romantic”, za chwilę przeczytacie peany pochwalne na cześć płyty, która zadała ostateczny cios tej estetycte. „Psychocandy”, brytyjskiego The Jesus And Mary Chain, bo o tej płycie mowa, ukazała się w 1985 roku, kiedy moda na „new romantic” wprawdzie już się powoli wypalała, ale nadal się tliła. Mega popularnością cieszyli się wtedy chłopcy (wówczas chłopcy, dzisiaj to już starsi panowie) z Duran Duran, na listach przebojów królowały przeboje Midge Ure’a, karierę rozpoczynał Pet Shop Boys, a w Polsce megagwiazdą był Papa Dance. I właśnie wtedy w Glasgow narodziła się załoga, która postanowiła kopnąć tę całą modę silnym uderzeniem z glana. Tak samo, jak niemal równo dekadę wcześniej postąpili Johny Rotten, Sid Viscious oraz inne załogi punkowe z pompatycznymi twórcami prog i glam rocka.

Muzyka na „Psychocandy” jest niesamowita. To niezwykłe połącznie ściany rozstrojonych i rzęrzących gitar, które w sposób nieskoordynowany obsługują William i Jim Reid i anielskich, znudzonych, zblazowanych wokali tychże panów oraz  melodii charakterystycznych dla brytyjskiego grania z lat 60-tych ze szczególnym naciskiem na Beach Boys. Czy możecie to sobie wyobrazić? Gitarowy zgiełk wpisujący sie w tradycje The Who oraz ugładzone melodie pięknych chłopców? Trudno to sobie wyobrazić, a jeszcze trudniej przestać słuchać tej muzki, gdy już się jej zacznie słuchać. Gitarowy zgiełk wbija w fotel i wprawia w trans. 15 utworów kończy się tak szybko, że jedynym rozwiązaniem pozostaje powtórzyć całą operację od początku. Gitarowe przestery Jesus and Mary Chain nie mają w sobie nic bezsensownego (jak to często bywa u rockowych „rozrabiaczy”). Każdy dźwięk, mimo że nie został zaplanowany, jest potrzebny. Rzęrzące gitary są tak doskonale rozstrojone, że usta pozostają rozdziawione długo po tym, jak wybrzmi ostatni ton na płycie. A umysł domaga się jeszcze więcej. I jeszcze więcej, i jeszcze. Można tej płyty słuchać w kółko. Po 20 latach od chwili wydanie nadal pozostaje świeża i oczyszczająca.

Ta płyta w całości ma taką moc, jaką w latach 60-tych miał numer „My generation” The Who, a później „Anarchy in the UK” Pistolsów a także wszystkie numery Nirvany razem wzięte (łącznie z pierwszą płytą „Bleach” oraz sztandarowym „Smells like teen spirit”). Moim zdaniem najlepsza gitarowa płyta w historii rocka. Na dodatek tego nie da się już powtórzyć. „Psychocandy” zostało nagrane raz i tak doskonałego melodyjnego zgiełku nie można powtórzyć. Oni to zrobili po raz pierwszy i ostatni. Na dodatek dowiedli, że Wielka Brytania nie musi kojarzyć się z Oasis i Robbie’m Williamsem. FUJ. [10/10]

Jesus and Mary Chain powstał w 1984 roku w Glasgow. Skład (współpracownicy): William Reid (g, voc), Jim Reid (g, voc), Douglas Hart (b), Murray Dalglish (dr), Bobby Gillespie (dr), John Moore (dr). Zespół przestał istnieć w 1999 roku.

Andrzej Korasiewicz
25.12.2005

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *