VNV Nation – Matter+Form

VNV Nation – Matter+Form
2005 Anachron Sounds

1. Intro
2. Chrome
3. Arena
4. Colours of Rain
5. Strata
6. Interceptor
7. Entropy
8. Endless Skies
9. Homeward
10. Lightwave
11. Perpetual

Minęło już parę miesięcy od chwili, kiedy pierwszy raz usłyszałem najnowszą produkcję VNV Nation, a więc mam trochę dystansu do tego wydawnictwa. Niestety lub na szczęście, mój stosunek do najnowszych dokonań holenderskiego duetu pozostał bez zmian. Tak jak i muzyka VNV. Holendrzy wypracowali pewien moduł, przy użyciu którego powstają ich kolejne produkcje. Efekt końcowy można lubić, albo nie lubić. Trudno jednak doszukiwać się w tej muzyce jakiejś głębi, jakiegoś przesłania, czy czegokolwiek co wykracza poza pojęcie „rozrywka”. I bardzo dobrze. Nie wszystko musi być przecież zakręcone i odjechane. I właśnie jedyne co na pewno da się powiedzieć o najnowszej prudukcji VNV to to, że ona taka nie jest – nie jest zakręcona i nie jest odjechana. I nie jest to żadną niespodzianką. Może jednak dziwić konsekwencja Ronana Harrisa w eksploatowaniu tych samych motywów muzycznych. Jak długo można nagrywać tę samą płytę, zmieniając jedynie tytuły utworów? Przykład „Matter+Form” pokazuje, że jest to możliwe, a zachwyt niektórych wiernych fanów VNV pokazuje, że można to robić skutecznie.

Z drugiej strony, przykład Apoptygmy Berzerk ostrzega przed poszukiwaniem za wszelką cenę nowej formuły. Może więc nie należy być zbyt surowym w ocenie najnowszego dziecka Ronana Harrisa? Osobiście zdecydowanie wolę „Matter+Form” od „You And Me Against The World”. Dlatego nie będę silił się na wylewanie pomyj na VNV. Ronan Harris od samego początku robił muzykę rozrywkową i nigdy tego nie ukrywał. W światku electro/EBM to swoista muzyka środka. Na tyle bitowa, że chętnie słuchają jej maniacy electro-industrialu i na tyle popowa, że trafia do miłośników synth pop’u. „Matter+Form” dokładnie zachowuje te proporcje. Niestety, ja nie znajduję tutaj utworów na miarę „Epicentre”, „Electronaut” czy „Honour”. Nie znajduję, bo obawiam się, że ich tutaj nie ma. I to jest właśnie jedyny zarzut do „Matter+Form”. Brakuje na niej moim zdaniem choć jednego utworu, który zapamiętuję się i którego melodia krąży później po głowie, by wprowadzać do niej niepokój, który może jedynie przerwać ponowne odtworzenie płyty. Tego niestety nie ma. Teoretycznie jest wszystko to, co było na poprzedniczce – „Futureperfect”. Są melodie, jest bit, wokal Harrisa, odrobina romantyzmu. Słuchając kolejnych numerów nie odnosi się wrażenie, że są kiepskie, ale jednocześnie nie poruszają. Nie są to hity na miarę „Honour”. Ja nie znajduję żadnego utworu, którego tytuł, po kilkakrotnym przesłuchaniu płyty, jestem w stanie zapamiętać i powtórzyć.

Obawiam się, że kolejna produkcja Ronana Harrisa może skończyć się jeszcze gorzej. Choć możliwe, i taką mam nadzieję, że to tylko chwilowe wypalenie inwencji. Nie namawiam jednak zespołu na żadne poszukiwania i eksperymenty. Z dwojga złego wolę otrzymać kolejną kopię „Futureperfect”, nawet gorszą, niż mieć takie dylematy, jak przy Apoptygmie Berzerk. Harris musi się w końcu przełamać i na pewno kiedyś wpadnie mu do głowy kilka ciekawszych pomysłów niż na „Matter+Form”. Głęboko w to wierzę, a nowym VNV pozostaję jednak lekko rozczarowany. [5.5/10]

Andrzej Korasiewicz
25.12.2005

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *