Covenant – Skyshaper (Limited edition)

Covenant – Skyshaper (Limited edition)
2006 Synthetic Symphony

CD 1

1 Ritual Noise
2 Pulse
3 Happy Man
4 Brave New World
5 The Men
6 Sweet And Salty
7 Greater Than The Sun
8 20 Hz
9 Spindrift
10 The World Is Growing Loud

CD 2

1 Subterfugue For 3 Absynths
2 Relief
3 Ritual noise (Calico remix)

Covenant to dzisiaj niemal taka marka na rynku electro, jak Rolling Stones na rynku rock and rolla. O ile jednak Rolling Stones przez kilkadziesiąt lat grania niewiele się zmienili muzycznie i ich fani ciągle mogą powiedzieć, że to „stary, dobry Rolling Stones”, o tyle Covenant nie jest już tym samym zespołem, który 10 lat temu był uznawany za kontynuatorów tradycji Front 242. Dzisiaj Covenant tworzy dla miłośników And One i synth popu. W dodatku nowe propozycje są o poziom gorsze od najlepszych produkcji starego And One. Niestety, „Skyshaper” ugruntowuje tę linię „artystyczną”. Lubię synth pop, ale słuchając autorów „Sequencera” chciałbym słuchać electro-industrialu, a nie łzawego electro-popu podrasowanego nieco bitem. W dodatku nowy album Covenant  jest nierówny. Przekonuje mnie singlowy „Ritual noise”, który jest solidną produkcją future pop, podobnie jak „Pulse”. Już jednak „Happy man” to komputerowa melodyjka a la Commodore 64 i nie wiem do końca czy mam to traktować jako żart muzyczny? Jeśli to jest żart, to niezbyt wysokich lotów. Później na płycie jest romantycznie i sentymentalnie, słyszymy „Brave new world” i „The man”. Kolejny solidny numer future pop to „Sweet and salty”. Poszczególne utwory jednak nie zasługują na to, żeby je rozbierać na czynniki pierwsze. Płyta jest po prostu przeciętna i nieciekawa. Nawet lepsze momenty – „Ritual noise”, „Sweet and salty”, „Spindrift” – nie ratują całości. A wolniejsze numery powodują natarczywe ziewanie i chęć natychmiastowego wyłączenia kompaktu. Nie takich doznań spodziewam się wkładając do odtwarzacza album Covenant.

Jeśli za pierwszym razem electro pop w wykonaniu Covenant („Unites States of Mind”) mógł być naprawdę fajny, o tyle kolejna płyta w tym samym stylu jest po prostu nudna. Dlatego trudno mi napisać o tej płycie coś dobrego. „Skyshaper” pewnie spodoba się fanom synth i electro popu. Z ich perspektywy to może być nawet kolejne opus magnum synth popu. Dla kogoś jednak kto polubił Covenant za „Sequencer” czy „Dreams of a Cryotank” ta płyta będzie najzwyczajniej w świecie zawodem. Nie tego się spodziewaliśmy. Nie tego oczekujemy. I mimo że kierunek, w którym idzie Covenant jest znany od kilku lat, to jednak zawsze pozostaje nadzieja, że może jednak… Niestety, nie tym razem. [6/10]

Andrzej Korasiewicz
26.03.2006

Ultravox – Rage in Eden

Ultravox – Rage in Eden
1981  Chrysalis Recordc Ltd.

1. The Voice
2. We Stand Alone
3. Rage In Eden
4. I Remember (Death In The Afternoon)
5. The Thin Wall
6. Stranger Within
7. Accent On Youth
8. The Ascent
9. Your Name (Has Slipped My Mind Again)

Bonus:

10. I Never Wanted To Begin
11. Paths And Angles
12. I Never Wanted To Begin (Extended Version)

„Rage in Eden” to pierwsza płyta nagrana po przełomowym dla historii Ultavox albumie „Vienna” (1980). Może dlatego w zestawieniu z płytą tak wyjątkową jak „Vienna” wypada słabiej. Choć utrzymana jest w podobnej, noworomantycznej sytlistyce, nie zwiera takich killerów jak utwór tytułowy z poprzedniej czy chociażby „Sleepwalk”. Nie jest to jednak płyta zła.

Album zaczyna nagranie „The Voice” – typowy utwór w stylistyce „nowego” Ultravox, ale bez tej genialnej mocy, którą Midege Ure z kolegami poraził na albumie „Vienna”. Kolejnym nagraniem jest „We Stand Alone” – według mnie najciekawszy utwór na płycie. Interesująca melodia, zmiany brzmienia i nagranie udane kompozycyjnie przesądzają o pozytywnej ocenie numeru. Ciekawie zaczyna się również nagranie tytułowe, niestety, utwór jakby nie rozwija się i zamiast soczystego syntezatorowego przeboju otrzymujemy ckliwą balladę, która nie dorównuje „Viennie”.

Po kolejnym, moim zdaniem mniej ciekawym „I Remember”, jest „The Thin Wall”, w którym pulsujący rytm elektronicznej perkusji przywołuje na myśl najlepsze chwile z „Vienny”. Rozczarowuje mnie „Strange Within” – nagranie trwa 7 minut, zdecydowanie za długo, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że niewiele ciekawego się w nim dzieje. Ożywienie przynosi siódma kompozycja „Accent On Youth”. Znowu rytm wyznacza pulsująca perkusja. Po raz kolejny muszę jednak stwierdzić, że w porównaniu z takim np. „All Stood Still” z „Vienny” brzmi jak odrzut z sesji nagraniowej do swojej genialnej poprzedniczki.

Jako ciekawostkę dodam, że pasaż między kolejnymi numerami „The Ascent” i „Your Name (Hass Slipped My Mind Again)” był wykorzystany jako „jingle” listy przebojów radiowej Trójki. Niestety, znowu nie mogę powiedzieć wiele dobrego o końcówce płyty.

„Rage in Eden” nie jest płytą złą, ale zdecydowanie wypada blado w porównaniu z „Vienną”. Moim zdaniem album jest także gorszy od następnego wydawnictwa Ultravox – „Quartet”. Mimo wszystko jest to jednak płyta klasycznego Ultravox, z klasycznego okresu zespołu. A w końcu wielu płyt wtedy nie nagrano. Chociażby z tego powodu warto po nią sięgnąć. „Rage in Eden” jest słabszy od „Vienny”, ale z pewnością lepszy od ostatniej płyty „U-Vox” (1986). O kilka długości prześciga również płytę Ultravox wydaną w latach 90-tych a także pozycje Ultravox z lat 70-tych. [7/10]

Andrzej Korasiewicz
24.03.2006

Yazoo – You and me Both

Yazoo – You and me Both
1983  Mute

1. Nobody’s Diary
2. Softly Over
3. Sweet Thing
4. Mr Blue
5. Good Times
6. Walk Away From Love
7. Ode To Boy
8. Unmarked
9. Anyone
10. Happy People
11. And On

„You and me Both” to druga i ostatnia płyta w dyskografii Yazoo. Album otwiera jeden z największych przebojów zespołu – „Nobody’s Diary”. Obok utworu „Don’t go” z pierwszej płyty cieszył się największą popularością na europejskich listach przebojów. Polska ponownie zrobiła pewien wyłom i hitem „You and me Both” okrzyknęła utrzymany w wyjątkowo cukierkowym tonie niespełna trzyminutowy „Happy people”. Okupował on w 1983 roku przez kilka tygodni pierwsze miejsce listy przebojów programu trzeciego. Cała płyta nie różni się wiele od pierwszej. Taneczne utwory ociekające brzmieniem wygenerowanym przez syntezatory, a w tle ciepły, miękki głos Alison Moyet. To chyba właśnie wokal Moyet sprawia, że obu płyt pomimo upływu lat tak dobrze się słucha. Bo muzycznie mamy do czynienia z prostym syntezatorowym popem charakterystycznym dla całego dorobku Vince’a Clarka. Mimo że płyta ma w sobie niewątpliwie wiele uroku, skierowana jest jednak głównie do miłośników gatunku (new romantic/synth pop). Obowiązkowo do poznania również przez fanów wczesnej twórczości Depeche Mode. [7/10]

Andrzej Korasiewicz
23.03.2006

Yazoo – Upstairs at Eric’s

Yazoo – Upstairs at Eric’s
1982  Mute
1.  Don’t Go  3:04
2.  Too Pieces  3:10
3.  Bad Connection  3:17
4.  Midnight  4:19
5.  In My Room  3:49
6.  Only You  3:10
7.  Goodbye 70’s  2:31
8.  Tuesday  3:18
9.  Winter Kills  4:03
10.  Bring Your Love Down (Didn’t I)  4:37
11.  The Other Side Of Love 12″  5:19
12.  Situation US 12″  5:45
To debiutancka płyta duetu utworzonego po odejściu z Depeche Mode przez Vince’a Clarka oraz wokalistkę Alison Moyet. Na płycie znajdziemy kontynuację rozwiązań brzmieniowych z pierwszej płyty Depeche Mode „Speak and Spell”, charakterystycznych zresztą dla całej twórczości Clarka. Płytę otwiera utwór „Don’t go”. Szybki , taneczny kawałek zdobył w pierwszej połowie lat 80-tych dużą popularność. Z kolei przepiękna jest ballada „Winter kills” śpiewana przez Alison Moyet ciepłym, „soulowym” głosem. Innym wolniejszym utworem na płycie jest nagranie „Only you”, które zdobyło popularność równą kawałkowi „Don’t go”. Osoby, które znają, pamietają i lubią tworczość synth popowych zespołów z lat 80-tych zapewne z przyjemnością odświeżą sobie płytę. Innym , bardziej wrażliwym nie polecam jej aż tak mocno ;). [7/10]
Andrzej Korasiewicz
23.03.2006

Style w muzyce – wolna interpretacja

Style w muzyce – wolna interpretacja

Gatunki w muzyce, czyli szufladki, to coś z czym nie wiadomo do końca co zrobić. Większość fanów podchodzi do szufladek muzycznych jak do jeża. Niby są potrzebne, ale lepiej się do nich nie zbliżać. Krytykowanie podziałów jest zawsze w modzie, a ci którzy dzielą muzykę na kategorie i style są łatwym obiektem ataków.

I nie ma w tym nic dziwnego. No bo do jakiego stylu zaliczyć np. Kraftwerk? Wydawałoby się, że nie powinno być z tym problemów. A jednak. Czy Kraftwerk to electro? elektronika ? ambient? postindustrial? preindustrial? a może kraut rock? Po trosze wszystko…

Wielu popuka się w czoło i powie. No właśnie, po co dzielić muzykę? Mamy dzisiaj mozaikę różnych styli i prawie nie ma wykonawców, którzy tworzą jednorodną stylistycznie muzykę. Nie lepiej dzielić ją po prostu na dobrą i złą? To brzmi efektownie. Niech liczy się tylko muzyka dobra i zła. No tak… Ale przecież różnica np. między muzyką Andrzeja Jagodzińskiego a wspomnianym Kraftwerk jest wyraźna. I jedna i druga jest dobra, ale miłośnik Jagodzińskiego niekoniecznie musi polubić Kraftwerk. Nie znaczy to, że nie może, ale nie każdy miłośnik jazzu lubi muzykę elektroniczną. I vice versa. A jak początkujący fan jazzu może dowiedzieć się o tym, czy Kraftwerk gra muzykę podobną do Jagodzińskiego? Ano właśnie z opisów zawierających autorytatywne stwierdzenia w rodzaju” „to kawałek dobrego jazzu” , „niezłe electro”… Czyli właśnie dzięki podziałowi na style.

Człowiek jest zwierzęciem rozumnym. Umie nazywać rzeczy, idee i opisywać sztukę. Nie każdy musi to robić. Ale taki obowiązek mają dziennikarze. To jest powinność wobec czytelnika. Trzeba nazywać i opisywać, chociażby po to, żeby ktoś mógł to zanegować;). Po to, żeby czytelnik mógł stwierdzić, że recenzent X jest idiotą, bo przecież Nuspirit Helsinki nie gra nu jazzu, ale easy listening. A może właśnie gra? Nie wiem ;).

Niniejszy artykuł jest nieśmiałą i nieudolną próbą uporządkowania tego o czym piszemy na Alternativepop.pl. Podział na gatunki jest umowny. Opisy stylistyk należy mimo wszystko przyjmować z przymrużeniem oka. Mają one jedynie służyć jako drogowskaz dla tych, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z muzyką.

Definicje nie mają charakteru encyklopedycznego. Opisy stylistyk opracowałem na podstawie własnego doświadczenia. Termin „Drum`n`bass” wyjąłem w całości ze strony clubtechno.pl (lepiej bym tego nie napisał). Cytat z Briana Eno oraz dane faktograficzne pochodzą z Wikipedii (wykorzystywane z należytym krytycyzmem ;)).

Ambient – muzyka otoczenia odkryta w ramach popkultury w latach 70. przez Briana Eno. Brian Eno tak opisywał swoje odkrycie muzyki ambient: „W styczniu 1975 roku miałem wypadek samochodowy. Nie byłem ciężko ranny, ale musiałem leżeć w łóżku na wznak i byłem unieruchomiony. Moja przyjaciółka, Judy Nylon, odwiedziła mnie wtedy i przyniosła płytę z XVIII wieczną muzyką na harfę. Kiedy już wyszła, z wielkim trudem nastawiłem płytę i położyłem się z powrotem. Okazało się, że wzmacniacz nastawiony był na minimalną głośność i jeden kanał był kompletnie głuchy. Ponieważ nie miałem siły, by się podnieść i wyregulować głośność, dźwięki dochodzące z głośnika były na granicy słyszalności. Wtedy zdałem sobie sprawę, iż można słuchać muzyki w zupełnie inny sposób: traktować ją jako element otoczenia, w ten sam sposób, co kolor światła i dźwięk deszczu.” Ambient najczęściej jest związany z twórcami muzyki elektronicznej. Wykorzystywany przez organizatorów techno parties do specjalnych „chill-out-rooms”, gdzie odpoczywano po intensywnym ruchu na parkiecie. (Future Sound of London, Biosphere)

Cold wave (zimna fala) – jeden z nurtów postpunkowej stylistyki „new wave”. Mianem tym określano wykonawców nagrywających w pierwszej połowie lat 80-tych prostą muzykę postpunkową o charakterystycznym „zimnym” klimacie. Zespoły cold wave wykorzystywały często w swoim instrumentarium elektronikę (automat perkusyjny, klawisze). Stylistyka szczególnie popularna była w Polsce (i to właśnie głównie w Polsce przyjął się termin „cold wave”). Słynna była scena rzeszowska (1984, Milion Bułgarów, Aurora). (The Cure, Siouxsie and The Bansheese, X-mal Deutschland)

Crossover – nie jest to nazwa żadnej odrębnej stylistyki, ale określenie nadawane muzyce, która łączy cechy dwóch lub większej liczby gatunków muzycznych. Np. „nu metal” to crossover ciężkiego rocka i hip hopu, a Ministry to crossover electro i metalu.

Dark ambient – mroczna, postindustrialna odmiana ambientu. Z pierwotnymi założeniami ambientu Briana Eno wbrew nazwie ma mało wspólnego. Dark ambient jest muzyką niepokojącą, mroczną i dołującą, pozbawioną rytmu i melodii (dwie ostatnie cechy to chyba jedyne podobieństwo do klasycznego ambientu). Stylistyka uważana jest za kontynuację industrial music. (Lustmord, Raison D’ertre, wytwórnia Cold Meat Industry)

Dark electro – styl, który wyewoluował z electro-industrialu. Charakteryzuje się bardzo szybkim bitem i mocnymi przesterowaniami wokalu. (Cenobita, Hocico, God Module)

Dark wave (1) – mroczna odmiana electro. Mianem dark wave nazywani są wykonawcy, którzy łączą w sobie bit wzięty z EBM-u z mrocznym (nieprzesterowanym) wokalem. W muzyce jest dużo melodii, bitu i mroku. Czasami mroczne electro połączone jest z operową, patetyczną manierą (Die Form), czasami jest bardziej agresywne i zbliża się do electro-industrialu (Das Ich). (Diary of Dreams, Deine Lakaien, Diorama, Die Form, Das Ich).

Dark wave (2) – inaczej electro-gotyk. Wykonawcy wywodzą się ze sceny goth/wave. Charakterystyczne jest zastosowanie bitu i elektroniki. Głównym celem jednak jest wywołanie mrocznej i dołującej atmosfery. Elektronika jest jedynie dodatkiem budującym nastrój mroku. Zespoły z tego kręgu, w przeciwieństwie do grup, które można zaliczyć do „dark wave (1)”, najczęściej używają gitar. (Midnight Configuration, Suspiria)

Dark wave (3) – mroczna odmiana new wave o akustycznym, ambientalno-postrockowym charakterze. (Endraum)

Death rock – amerykańska wersja rocka gotyckiego. Rozwijała się w USA od początku lat 80-tych na uboczu głównego nurtu gotyku brytyjskiego. Charakterystyczne dla death rocka jest łączenie stylistyki czysto punkowej z fascynacją gadżetami z filmów grozy i horroru. Z czasem wykształciła się stylistyka zwana horror punkiem. Do sceny death rockowej zaliczani są wykonawcy wykonujący muzykę czysto punkową, którzy mają gotycki image. (Christian Death i Kommunity FK)

Digital HC (digital hard core) – agresja HC/punk połączona z motorycznościa i rytmiką techno. Rodzaj techno-punka, ale znacznie bardziej akresywnego i rockowego niż np. Prodigy. Najważniejsi twórcy tej muzyki skupieni są wokół wytwórni Digital Hardcore Recordings. (Atari Teenage Riot, Alec Empire, Hanin Elias)

Drum`n`bass – styl wywodzący się ze sceny techno. Opiera się na połamanym rytmie (ang. „break-beat”; rytm synkopowany tzn. akcentowany pomiędzy miarami), samplach i na niskotonowym, poddźwiękowym basie (nie tyle słyszalnym, co odczuwanym przez ciało – tzw. infra sound). Powstał w 1993 roku i oficjalnie uważa się, że jest to jedyny styl całkowicie wyprodukowany i wypromowany przez Brytyjczyków. Z czasem stał się popularny i dotarł także za ocean. Pierwsi twórcy drum’n’bass to muzycy czarnoskórzy obracając y się w klimatach break-beat’u, hip-hop’u czy reggae. (Roni Size, Dj Krust, LTJ Bukem, Ed Rush, Optical, Photek)

EBM (electronic body music) – styl powstały w połowie lat 80-tych na przecięciu industrialu, electro (Kraftwerk) i synth pop (Human League, OMD, Depeche Mode). Charakteryzuje się motorycznym bitem, brakiem przesterów wokalu i brakiem gitar. Protoplastami byli wykonawcy wywodzący się ze sceny industrial oraz eksperymentalnej elektroniki – DAF, Cabaret Voltaire. Rozwinięciem EBM był electro-industrial (electro 2). Niemiecki Die Krupps, który zaczynał od klasycznego EBM inspirowanego DAF, z czasem stał się czołowym przedstawicielem rocka industrialnego. (Nizter Ebb, Front 242, Spetsnaz, Klinik, Vomito Negro, Neon Judgement)

Electro (1) – styl zapoczątkowany ma przełomie lat 70-tych i 80-tych przez Kraftwerk z jednej strony i wykonawców z kręgu funk z drugiej strony. Syntezatory ociekające funkowym groovem, albo funk podrasowany syntezatorami. Tym rodzajem electro inspirowali się twórcy z kręgu hip hop i techno, ale także EBM i electro clash. (Afrika Bambaata, Grandmaster Flash)

Electro (2) – inaczej electro-industrial. Styl wywodzący się wprost z EBM. Narodził się na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Jego rozwinięciem jest dark electro. Charakteryzuje się dużą melodyjnością, szybkim bitem i mocnymi przesterami wokalu. (Project Pitchfork, Suicide Commando, :Wumpscut:, Front Line Assembly)

Electro clash – styl wypracowany w XXI wieku na fali mody na lata 80-te. Nawiązuje do modnego techno popu, ale ma mocno falowy i drapieżny charakter. Postpunkowy techno pop. (Miss Kittin, Crossover, Fischerspooner, Tiga)

El-muzyka – muzyka stworzona przez pionierów rocka elekronicznego na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Do el-muzyki są zaliczane takie nurty jak „szkoła berlińska” (Klaus Schulze, Tangerine Dream) i „grupa z Düsseldorfu” (Kraftwerk). Stylistyka początkowo powiązana była z wykonawcami z kręgu kraut rocka. Z czasem wyewoluowała w stronę bardziej komercyjną (Jean Michel Jarre), ale stała się też inspiracją dla bardziej awangardowych twórców (industrial). Charakterystyczne dla wykonawców z tego kręgu są rozbudowane kompozycje elektroniczne, najczęściej pozbawione rytmu i melodii oraz wokali. Vangelis nagrywał również płyty wokalno-popowe, a Jean Michel Jarre z czasem wyspecjalizwał się w prezentowaniu gigantycznych spektakli muzyczno-wizualnych. (Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jean Michel Jarre)

Emo (emocore, hardcore emo, emo violence) – to skrót pochodzący od angielskiego słowa „emotional”. Termin stosuje się do określenia wykonawców z kręgu HC/punk, których kompozycje są naładowane dużą dawką emocji. Uważa się, że styl emo narodził się w połowie lat 80-tych w Stanach Zjednoczonych. (Jimmy Eat World)

Emotronika – krótkotrwała nazwa nadana przez dziennikarzy niektórym przedstawicielom nowej elektroniki (IDM), których cechowało naładowanie zimnej, komputerowej muzyki duża dawką emocji. (Mum, Isan, Boards of Canada)

Future pop – styl wylansowany przez speców od marketingu w niezależnych wytwórniach wydających synth pop i electro na początku XXI wieku. Muzyka na przecięciu synth popu i EBM. Synth pop podrasowany bitem, bez przesterowanego wokalu z dużą dawką melodii. (Seabound, Angels and Agony, VNV Nation)

Hardcore punk – radykalna, szybka odmiana punk rocka zbliżająca się do heavy metalu, która narodziła się na początku lat 80-tych w USA. Hardcore to również określenie stylu życia, który odrzuca nihilistyczne hasła punk. Najbardziej skrajną odmianą HC/punk jest ruch „straight edge”, polegający m.in. na odrzuceniu picia alkoholu, palenia tytoniu, zażywania narkotyków, uprawiania przypadkowego seksu oraz jedzenia mięsa (wegetarianizm, weganizm). (Black Flag, Minor Threat, D.O.A., GBH, Bad Religion)

Harsh electro – mocniejsza wersja dark electro. Wokal jest jeszcze bardziej przesterowany (trudno zrozumieć tekst wykrzykiwany przez wokalistę). (Hocico, Grendel, Amduscia)

House – styl, który wykształcił się w Chicago (klub Warehouse) w latach 80-tych, choć jego początki wiążą się z nowojorskim kluben „Loft”. House wywodzi się wprost z muzyki disco. Zminimalizowana została w nim rola wokalu. (Basement Jaxx)

IDM (intelligent dance music) – muzyka, która narodziła się na początku lat 90-tych XX wieku. Wywodzi się ze sceny eksperymentalnego techno. Nazwa jest ściśle związana z brytyjską wytwórnią WARP. Prekursorami IDM są tacy artyści jak: Richard D. James, Autechre, Plaid, Speedy J i inni, których nagrania znalały się na legendarnych już albumach „Artificial Intelligence I” i „Artificial Intelligence II” wydanych przez Warp. W nazwie IDM, słowo „dance” sugeruje związek muzyki ze sceną „techno”, a słowo „intelligent” daje do zrozumienia, że tak naprawdę tańczyć się przy niej nie da (choć znajdą się i tacy, którzy to potrafią) i że jest ona przeznaczona dla „inteligentów”. Charakterystyczny dla IDM jest brak wokali. Niektórzy określają IDM mianem „plumkającej elektroniki”. Z czasem wykonawcy zaliczani do IDM zaczęli kolaborować z innymi odmianami techno (drum n’bass, house, minimal) oraz eksperymentalnej elektroniki (glitch, ambient). Dzisiaj trudno nadążyć za ciągle pojawiającymi się a po 2 sezonach znikającymi nazwami podgatunków nowej muzyki elekronicznej. Marketingowym wymiarem IDM-u jest nazwa „nowe brzmienia”, do której zaliczani są różni wykonawcy powiązani ze sceną techno, ambient i posttechno. Terminy, które można wiązać z IDM: click n’cuts, illbient, drill n’bass i wiele innych. W literaturze techno wykonawców z kręgu IDM określa się często mianem „ambient techno”. (Autechre, Aphex Twin, LFO, Plaid, Black Dog)

Illbient – odjechana odmiana IDM, podobna do ambientu. Illbient to chore dźwięki, hałasy, muzyka chaotyczna, mroczna i niepokojąca. Konwencja ta jest wykorzystywana w nagraniach różnych wykonawców.

Indie – mglisty termin rozumiany różnie przez różne pokolenia miłośników muzyki. Na pewno nie jest to oznaczenie żadnej konkretnej stylistyki (choć na stronie Allmusic.com, będącej rodzajem największej sieciowej encyklopedii muzycznej, stosowany jest w tym znaczeniu często). Ja się z nim po raz pierwszy zetknąłem w latach 80-tych. Wówczas terminem „indie” posługiwano się na określenie wykonawców wydawanych przez małe, niezależne wytwórnie. Niezależne od wpływów dużych koncernów muzycznych, których jedynym celem działalności jest zysk. Wytwórnie „indie” miały odróżniac się tym, że celem ich działalności miało być wydawanie dobrej muzyki. Wykonawcy zaliczani do „indie” najczęściej wywodzili się ze sceny postpunk. Pod hasłem „indie” wydawano jednak również płyty z muzyką etniczną, elektroniczną i czymś co można dzisiaj nazwać „nowymi brzmieniami”. Z czasem termin „indie” zaczęto używać w sposób całkowicie niekontrolowany. Stał się on etykietką w sklepach muzycznych, za którą ukrywano często wykonawców z głównego nurtu show-biznesu. Dzisiaj termin „indie” według mnie nie oznacza nic konkretnego, ponieważ zaliczani są do niego zarówno twórcy brit popu, jak i tacy mainstreamowi wykonawcy tacy jak Placebo. Słowo „indie” często wiązane jest z serwisem www.pitchforkmedia.com. Termin „indie” można jednak używać po prostu jako synonim twórczości niezależnej. Warto jednak zawsze zaznaczać co się ma na myśli 😉

Industrial – muzyka i filozofia zapoczątkowana przez Genesisa P.-Orridge’a, zespół Throbbing Gristle oraz wytwórnię Industrial Records. Początków „kultury industrialnej” można doszukiwać się w końcu lat 60-tych XX- ego wieku w działalności performerskiej grupy Coum Transmissions założonej w 1969 roku przez Genesisa P.-Orridge’a i Cosey Fani Tutti. Autorzy industrialni nawiązywali do filozofii futurystów, a muzycznie inspirowali się dokonaniami m.in. Johna Cage’a, Karlheinza Stockhausena a także twórców kraut rocka (Neu!, Faust, C(K)luster, Kraftwerk). Industrial był muzycznie niejednorodny. Charakterystyczne było używanie odgłosów pracującej fabryki i samplowanych zgiełków wziętych z przemysłowego otoczenia. Z industrialu wywodzi się wiele różnych stylistyk i gatunków (EBM, rock industrialny, noise, dark ambient, neofolk). Ludzie indentyfikujący się z industrialem uważają, że współczesną kontynuacją industrial music są dokonania twórców noise i dark ambient. (SPK, Cabaret Voltaire, Throbbing Gristle, Psychic TV, Einsturzende Neubauten)

Izolacjonizm – odmiana dark ambientu, charakteryzuje się niesamowicie mroczną atmosferą, przeważnie bazującą na ultra niskich dronach. (Illusion of Safety)

Krautrock – eksperymentalna muzyka elektroniczna wyrosła z rocka na przełomie lat 60-tych i 70-tych w Niemczech. Inspirowali się nią twórcy industrial, ale też techno. Bezpośrednią kontynuacją jest el-music. Nazwa krautrock jest wtórna w stosunku do całego ruchu i rozpowszechniła się dopiero w latach siedemdziesiątych. (Neu!, Can, Kraftwerk, Tangerine Dream, Faust)

Neofolk (apocalyptic folk, dark folk) – styl wywodzący się częsciowo z postpunkowej muzyki falowej (new wave), a częściowo z industrial music. Neofolk to spokojna, akustyczna muzyka (stąd zapewne folk w nazwie) o melancholijnym, lekko mrocznym charakterze. (Death in June, Current 93)

New beat – krótkotrwała nazwa funkcjonująca w drugiej połowie lat 80-tych na określenie wykonawców z kręgu belgijskiej nowej, bitowej, postindustrialnej elektroniki. W praktyce mianem „new beat” nazywani byli ci sami wykonawcy, do których stosowano termin EBM.

New romantic – sztandarowa muzyka i moda lat 80-tych kojarzona z syntezatorowym popem i specyficzną modą na kicz, makijaże i kolorowe ciuchy. Termin „new romantic” został użyty po raz pierwszy w 1981 roku przez Richarda Jamesa Burgess`a (były producent płyt Spandau Ballet; późniejszy perkusista na ich albumie „Strip”). Później zaczęto go przypisywać scenie muzycznej, która wyłoniła się z jednego z klubów zachodnich przedmieść Londynu, gdzie od 1978 roku Steve Strange, Rusty Egan oraz Chris Sullivan organizowali imprezę pod nazwą „Bowie Night”. Impreza była stylistycznie połączeniem mody na glam oraz na nową elektroniczną muzykę taneczną. (Ultravox, Visage, Duran Duran, Spandau Ballet, Human League, Soft Cell).

New wave – styl wyrosły na przełomie lat 70-tych i 80-tych na bazie muzyki punkowej. Można rozumieć ten termin wąsko, jako nurt w brytyjskiej muzyce wyrosłej z punk rocka, albo szerzej jako określenie dla wszystkich wykonawców z kręgu postpunka (wtedy do new wave można także zaliczyć wykonawców określanych mianem „cold wave”). New wave było terminem, który przypisano wykonawcom tworzącym postpunkową muzykę na Wyspach Brytyjskich. We Francji przyjął się termin „cold wave”. W Polsce używano obu określeń (choć o wiele popularniejszy był „cold wave”). Termin „new wave” najprawdopodobniej powstał jednak w USA. wymyślił go Seymour Stein, kierownik wytwórni Sire, który chciał sprzedać na rynku zespoły będące weteranami punkowej sceny CBGB (popularny wówczas klub w Nowym Jorku). Macherzy w rozgłośniach radiowych uważali wtedy, że punk to przejściowa moda i nie grali takiej muzyki, opierając się na disco. Seymour wprowadził więc termin „new wave”, który początkowo był określeniem zespołów punkowych i miał zachęcić do zainteresowania nową muzyką. Z czasem „new wave” stał się terminem określającym bardziej ambitnych przedstawicieli punk rocka, którzy tworzyli złożone i inteligentnjsze kompozycyje. Z tego kręgu wywodzą się też protoplaści rocka gotyckiego. (Television, Bauhaus, XTC, Wire).

Noise (1) – elektroniczna atonalna muzyka pozbawiona bitu, melodii, rytmu i wokalu. Same trzaski, szumy, sprzężenia i hałasy. Uważa się, że jest kontynuacją pierwotnego industrialu. (Merzbow, Massonna)

Noise (2) – rockowa odmiana muzyki postpunkowej wywodząca się z eksperymentalnej sceny HC/punk. Charakterystyczne są w niej gitarowe sprzężenia i atonalne kompozycje. (Sonic Youth, Neurosis, Shellac)

No wave – amerykańska stylistyka, która narodziła się w drugiej połowie lat 70-tych XX w. jako opozycja do punku i new wave, jednocześnie pozostając w związku z tymi nurtami. Chartakterystyczne było brudne, rockowe brzmienie z dużą dawką sprzężeń gitarowych, skręcające w stronę atonalności. Twórcy no wave wywarli duży wpływ na amerykański underground i noise rock. (Mars, DNA, Teenage Jesus and the Jerks, Lydia Lunch)

Nowe brzmienia – termin stosowany głównie przez działy sprzedaży sklepów płytowych oraz niektórych dziennikarzy. Pod pojęciem tym rozumie się nową muzykę elektroniczną wywodzącą się ze sceny klubowej (techno, electro, house) a także eksperymentalnego techno. Ponieważ termin jest mglisty w działach „nowe brzmienia” w sklepach płytowych można natrafić również na muzykę electro-industrial, nowy rock spod znaku Franz Ferdinand, a nawet klasykę nowej fali i industrialu. I nie zawsze to wynika jedynie z ignorancji sprzedawców.

Nu jazz – stylistyka, która wyewoluowała z IDM i drum n’bass. Jazz tworzony przy pomocy komputerów i elektroniki. (Nuspirit Helsinki)

Postindustrial – słowo pomocnicze używane na określenie wykonawców, którzy nawiązują do tradycji pierwotnego industrialu z przełomu lat 70-tych i 80-tych (Throbbing Gristle, SPK), ale są następnym pokoleniem twórców. Termin najczęściej jest używany w stosunku do wykonawców (dark) ambientowych lub takich, których trudno jednoznacznie zaklasyfikować stylistycznie, ale brzmieniowo wyczuwa się w nich industrialną atmosferę. Termin może być też stosowany do wykonawców, którzy tworzyli kiedyś muzykę industrialną, ale dzisiaj są zainteresowani inną stylistyką. Mimo tego w ich twórczości wyczuwany jest industrialny klimat. Określenie ma w dużym stopniu wymiar intuicyjny.

Post rock – termin użyty po raz pierwszy w połowie lat 90-tych XX wieku. Stosuje się go do grup, które używając tradycyjnych dla muzyki rockowej instrumentów, tworzą muzykę wychodzącą poza schemat rocka. Albo odwrotnie, stosując elektroniczne strategie, zachowują zręby rockowo-piosenkowej kompozycji. Wykonawcy często kolaborują ze stylistyką jazzową, ambient i techno. Charakterystyczny jest mniejszy nacisk na rytm, dynamizm i melodyjność, a większy na senny, nieco psychodeliczny lub eteryczny klimat, podrasowany elektroniką. Niektórzy wykonawcy zdecydowanie ciążą w stronę muzyki awangardowej. (Tortoise, Godspeed You! Black Emperor, Mogwai, Sigur Rós)

Power noise (rhythm noise) – styl na przecięciu electro-industrialu i noise’u. Charakteryzuje się najczęściej brakiem wokalu (lub mocnymi przesterami) oraz motorycznym bitem bardzo mocno zabrudzonym szumami, trzaskami, sprzężeniami i innymi atonalnymi dźwiękami. Muzyka rhythm noise jest rytmiczna, sporadycznie melodyjna. W wydawaniu takich wykonawców specjalizuje się beglijska wytwórnia Ant Zen. (Hypnoskull, Celluloid Mata)

Punk rock – słowo „punk” oznacza w języku angielskim m.in. coś zgniłego, bezwartościowego, śmieć, dziwkę, szczeniaka, gówniarza itp. W kontekście muzyki rockowej było używane od połowy lat 60-tych XX w. na określenie amatorskich zespołów, przedstawicieli tzw. rocka garażowego. Później zostało przypisane do stylistyki, która narodziła się w drugiej połowie lat 70-tych jako odpowiedź na pretensjonalną twórczość przedstawicieli art rocka. Tak rozumiany punk to prymitywna muzyka o zredukowanym instrumentarium ograniczonym do gitary, perkusji oraz gitary basowej. Charakterystyczny dla zespołów punkowych jest wrzeszczący wokalista, który wrzeszczy najczęściej dlatego, że nie potrafi śpiewać. To samo można zresztą powiedzieć o instrumentalistach, którzy są zaprzeczeniem wirtuozerii. Trzy akordy to często szczyt ich możliwości artystycznych. Zdarzało się, że decyzja o założeniu zespołu punkowego poprzedzała proces nauki gry na jakimkolwiek instrumencie. Pierwsze zespoły punkowe pojawiły się w połowie lat 70-tych w trzech różnych miejscach: The Ramones w Nowym Jorku (USA), The Saints w Brisbane (Australia) i Sex Pistols, The Damned i The Clash w Londynie (Wielka Brytania). Były one związane z lokalnymi scenami, które narodziły się w małych klubach nocnych (najbardziej znane: The 100 Club w Londynie, CBGB’s w Nowym Jorku, The Masque w Hollywood). Charakterystyczny dla punków był styl ubierania. Przerabiano gotowe ubrania poprzez ich prucie, farbowanie, ozdabianie metalowymi ozdobami – łańcuchami, ćwiekami. Często noszono również skórzane kurtki. Symbolem ruchu stały się żyletki i agrafki używane jako biżuteria. Charakterystyczny był przesadny makijaż i fryzury – irokezy. Hasłem punk rocka stało się „no future”. Moda punk rozprzestrzeniła się głównie wśród młodych wychowanych w biednych, robotnicznych rodzinach angielskich, którzy nie widzieli dla siebie przyszłości w dorosłym świecie. (Sex Pistols, The Clash, The Damned, The Ramones, The Jam, Buzzcocks)

Rock gotycki – stylistyka, która na początku lat 80-tych wyewoluowała z muzyki postpunkowej (zwłaszcza stylu nazywanego cold wave). Jednym z pierwszych centrów rocka gotyckiego stał się brytyjski klub Batcave (Jaskinia Nietoperzy) znajdujący się w dzielnicy Londynu Soho. Na początku lat 80-tych występowały tam zespoły grające „mrocznego punka” (Bauhaus, Flesh For Lulu, UK Decay, Alien Sex Fiend). Charakterystyczne dla rocka gotyckiego były postpunkowe gitarowe riffy połączone z mrocznym, dołującym klimatem oraz kiczowatymi strojami. Niektórzy wykonawcy stosowali też instrumenty klawiszowe oraz automaty perkusyjne. (Bauhaus, Sisters of Mercy, Fields of The Nephilim, Siouxsie and the Banshees)

Rock industrialny – muzyka rockowa nawiązująca do stylistyki industrialnej (zwłaszcza EBM). Połączenie rocka, muzyki samplerowej i elektroniki. Niektórzy wykonawcy, którzy z czasem stali się sztandarowymi postaciami rocka industrialnego, początkowo związani byli z nurtem EBM (np. Die Krupps, Ministry). Z czasem wykonawcy rocka industrialnego zaczęli używać więcej gitar wyraźnie nawiązując do heavy metalu. Dzięki temu wykrystalizował się nurt zwany metalem industrialnym, będącym połączeniem heavy metalu i rocka samplerowego. (Ministry, Die Krupps, Rammstein, The Young Gods, Nine Inch Nails, Pitch Schifter)

Synth pop – melodyjny, syntezatorowy pop nawiązujący do dokonań Depeche Mode z lat 80-tych. (Wolfsheim, De/Vision)

Techno (Detroit) – muzyka, która powstała równolegle z house w połowie lat 80-tych w USA. W przeciwieństwie do house nie wywodzi się z disco, ale z electro-funku. Twórcą nazwy i jednocześnie pionierem techno jest czarnoskóry Juan Atkins, który występował w Detroit razem z Robertem Daviesem jako Cybotron. W 1984 Cybotron nagrali singiel „Techno City”. To właśnie od niego wzięła się nazwa „techno”. Muzyka Cybotron była połączeniem funky i electro. Solowy numer Atkinsa „No UFOs” uważa się za pierwszy klasyk techno, który jednocześnie stylistycznie jest podobny do electro (1). Z czasem techno ewoluowało w bardziej futurystyczno-elektronicznym kierunku. W drugiej połowie lat 80-tych popularność zdobył styl acid house (kwaśny house). Na przełomie lat 80-tych i 90-tych XX wieku techno stało się popularne w Europie. Podstawowym wyznacznikiem techno stał się BPM, czyli ilość uderzeń na minutę (oznaczenia BPM są też charakterystyczne dla wykonawców electro-industrial i EBM). W techno 0-100 bpm to ambient, 100-180 techno/hardcore, powyżej 180 to gabba. Na początku lat 90-tych w całej Europie zaczęły odbywać się w opuszczonych halach pofabrycznych i innych podobnych miejscach wielkie rave parties (imprezy taneczne). W między czasie powstało wiele odmian techno, które grano na tych imprezach – acid, jungle, hard core, happy hard core, gabba, darkcore, trance.

Trip hop („Bristol sound”) – stylistyka, która powstała w latach 90-tych XX wieku w Anglii. Nazwa wywodzi się od angielskiego miasta Bristol. Jest to połączenie downtempa i muzyki elektronicznej. Charakterystyczne są senne, nieco psychodeliczne pejzaże z elektronicznym podkładem. (Massive Attack, Portishead, Morcheeba)

Andrzej Korasiewicz
2005-2006

Made In Poland – Obraz we mgle (The Best)

Made In Poland – Obraz we mgle (The Best)
2005 MTJ

1. Ja Myślę
2. Obraz We Mgle
3. To Tylko Kobieta
4. Wspomnienie Świata
5. Dokąd Tak Biegniesz
6. Obłoki Me
7. Pięść I Strach
8. Moc
9. Siódmy Wyraz
10. Zielona Wyspa
11. Zostanę Dla Ciebie
12. Ostatnia Piosenka
13. Ucieczka (Wciąż Tylko Śliskie Słowa)
14. Jedna Kropla Deszczu
15. Nieskazitelna Twarz

Made In Poland to jeden z kultowych zespołów polskiej zimnej fali z lat 80-tych. Płyta „Obraz we mgle (The Best)” dokumentuje właściwie cały dorobek płytowy zespołu. Album powinien więc nazywać się raczej „antologia” a nie „the best”. Z tytułem „The best” mamy do czynienia tylko dlatego, że płyta została wydana w serii „The Best”, w której wcześniej ukazały się składanki m.in. Czerwonych Gitar i Zbigniewa Wodeckiego ;). Włączenie muzyki klasyka cold wave do tej samej serii jest więc nieco zaskakujące (bo wydanie Daab i Kobranocki jeszcze można było zrozumieć). Ale nie ma co narzekać skoro należy się cieszyć. A przynajmniej należałoby się cieszyć, gdyby nie to, że płyta pokazuje raczej historyczną mizerię grupy…

W niespełna godzinie na krążku zmieściło się 15 utworów zespołu, wszystkich, jakie kiedykolwiek MIP zarejestrował. Na dodatek tak naprawdę wartych uwagi jest zaledwie 6 nagrań. Trzy otwierające płytę („Ja myślę”, „Obraz we mgle”, „To tylko kobieta”) oraz trzy zamykające – „Ucieczka”, „Jedna kropla deszczu”, „Nieskazitelna twarz”.

„Ja myślę” i „Obraz we mgle” to klasyczny cold wave, nawiązujący brzmieniowo do Joy Division. Nagrania pochodzą z debiutanckiego singla z 1985 roku nagranego dla Tonpressu. W podobnym tonie utrzymany jest utwór „To tylko kobieta”, który ukazał się w 1985 roku na składance „Sztuka latania” („Ja myślę” ukazał się też na klasycznej składance „Jeszcze młodsza generacja”). „To tylko kobieta” jest niemal kopią Joy Division. Wokalista Robert Hilczer próbuje imitować tutaj manierę Iana Curtisa. Powolnemu, motorycznemu, zapętlonemu rytmowi wybijanemu na perkusji towarzyszy gitara basowa, a od czasu do czasu całośc przetykana jest gitarowymi sprzężeniami (wtedy nasuwają się skojarzenia z Bauhausem). Nie ma się co jednak oszukiwać. Made In Poland to jedynie niezbyt zdolni, a na pewno mało oryginalni naśladowcy.

„Ucieczka” i „Nieskazitelna twarz” to nagrania z drugiego singla z 1986 roku. Pierwszy nagrany został w studiu Polskiego Radia Programu III i pierwotnie był utworem radiowym. W przeciwieństwie do poprzednich, na wokalu udziela się tutaj kobieta. Brzmieniowo zbliża to zespół do zimnej fali w stylu X-mal Deutschland czy Siuoxsie and The Banshese. Przy okazji wydania singla w studiu Tonpressu zarejestrowano również  „Jedną kroplę deszczu”. Brzmienie tych trzech nagrań jest jednak uboższe, a utwory sprawiają wrażenie jeszcze bardziej amatorskich. Mają jednak w sobie urok i patynę lat 80-tych i to je broni. Dla tych 6 produkcji warto przypomnieć sobie o Made In Poland.

Środkowa część albumu to materiał pochodzący z jedynej wydanej w historii grupy długogrającej płyty pt. „Made In Poland” (1989). Na płycie „Obraz we mgle (The Best)” możemy usłyszeć ten materiał w całości, w dokładnie tej samej kolejności jak w oryginalnym wydawnictwie Tonpressu. Niestety, to co można usłyszeć to nieciekawy i nudny pop rock. Nie dość, że muzyka ma mało wspólnego z cold wave, to jeszcze zupełnie się nie broni jako pop rock. Nie ma tu nawet jednego chwytliwego przeboju, ani niczego co mogłoby choć na chwilę zwrócić uwagę. Słuchanie tych nagrań to prawdziwa męczarnia. Trąbki i łzawy wokal Hilczera, pozbawione jakiegokolwiek wyrazu dopełniają jedynie sromoty. Materiał z płyty „Made In Poland” (nagrania 4-12) to przykład tego, jak nie należy tworzyć muzyki pop. Na pewno pozostaje żal, że Made In Poland zamiast nagrać muzykę nawiązującą do korzeni punk rocka, wydał na pożegnanie takie coś. Nic dziwnego, że po wydaniu płyty zespół rozwiązał się.

Ocena: utwory 1-3 [8/10], utwory 13-15 [6/10], utwory 4-12 [1/10]

Andrzej Korasiewicz
04.03.2006