Poza horyzont – 5 lat Alternativepop.pl

Poza horyzont – 5 lat Alternativepop.pl

26-27 maja 2006 r., Akademicki Ośrodek Inicjatyw Artystycznych (dawny Teatr 77), ul. Zachodnia 54/56, Łódź

5 lat minęło. Za nami również impreza, która odbyła się w Łodzi pod hasłem „Poza horyzont – 5 lat alternativepop.pl”. Na wstępie dziękuję AOIA za możliwość zorganizowania tej imprezy w ramach cyklu „Poza horyzont”.  Dziękuję też wszystkim znajomym i publiczności, która przyszła w piątek i sobotę do AOIA w Łodzi. Było miło i sympatycznie, choć grono osób uczestniczących w imprezie było dosyć elitarne 😉 (ok. 40 osób każdego dnia). Może właśnie dlatego było tak miło i sympatycznie? A jak było muzycznie?

Impreza rozpoczęła się od zasadniczej części cyklu „Poza horyzont” czyli od krótkiej prezentacji wytwórni Monotype Records. Wystąpili Wolfram i Emiter. Artyści zaprezentowali za pomocą laptopów, zestaw szumów, trzasków oraz sprzężeń i rozstrojeń obcy mi, niestety, stylistycznie. Nie jestem więc w stanie nic więcej na ten temat napisać, poza tym że ich występ się odbył. Dodam jeszcze, że obaj artyści podobali się redaktorowi T.Włazińskiemu (zatem występ musiał być udany ;)) oraz, że koncerty wzbogacone były wizualizacjami.

Na koniec wystąpił C.H.District. Trzeba przyznać, że, mimo wszystko, niełatwa, elektroniczna muzyka Mirka, po eksperymentach panów z Monotype Records wypadła niemal jak „synth pop”. Mirosław Matyasik zaprezentował znaną z dwóch ostatnich płyt postindustrialną muzykę elektroniczną raz bardziej przypominającą „plumkających” artystów z kręgu IDM (płyta „Slides”), innym razem bliższych muzyce industrialnej (płyta „Continuance”). Odniosłem nawet wrażenie, że tych drugich elementów było podczas łódzkiego występu CH jakby więcej. Chwilami słychać było wręcz bity electro-industrialne (możliwe, że tylko w mojej wyobraźni ;)). Występ C.H. District miał oprawę wizualną przygotowaną przez członka grupy Suka Off. Dla mnie występ C.H.District to zdecydowanie najmocniejszy punkt piątkowego programu. Wiem, że nie jestem odosobniony w tej opinii.

Sobota rozpoczęła się od koncertu zespołu Interzone, stworzonego przez redaktora serwisu alternativepop – Adama Pawłowskiego. To musiały być ciężkie chwile dla zwolenników elektronicznych sprzężeń muzycznych, bo Interzone przedstawiło klasyczne granie falowo-gotyckie z kobietą na wokalu. Moim zdaniem Interzone wypadł bardzo obiecująco. I nie jest to tylko chwalenie redakcyjnego kolegi. Wiele grup gotyckich w Polsce z tzw. czołówki prezentuje zbliżony poziom artystyczny do Interzone. Zespołowi z Warszawy brakuje jedynie odpowiedniej promocji, żeby przebić się do szerszej publiczności gotyckiej. Interzone może spokojnie konkurować w kategorii grupa gotycka nawet z polskimi gwiazdami tego nurtu.

Po Interzone wróciliśmy do klimatów elektronicznych. Na scenie zainstalował się ze swoim komputerem [haven], kolejny współpracownik serwisu alternativepop.pl, który wystąpił tego dnia ;). Marcin przedstawił repertuar, który sam określa mianem „arabskiego disco”. Choć tak naprawdę z disco oczywiście jego twórczość wiele nie ma wspólnego, ale coś w tym określeniu jest. Na pewno słychać było motywy arabskie, a muzycznie było bliżej „disco” niż np. u Muslimgauze. Słuchało się tego bardzo dobrze, muzyka działała na podświadomość, z muzyką dobrze komponowały się wizualizacje. Choć ich zestaw nie był jakoś szczególnie przemyślany kompozycyjnie. To jednak z czasem przyjdzie. Na razie można o dokonaniach [haven] napisać: obiecujące.

Jako trzeci na scenę wyszedł postpunkowy DHM. To było najbardziej energetyczne granie na tym dwudniowym „festiwalu”. „Na full” odkręcone wzmacniacze i „power”, jaki zaprezentował wokalista Sanchez rozgrzał publikę na tyle, że pod sceną zgromadziła się grupka osób „pogujących”. I nawet jeśli wziąć pod uwagę, że większość z nich to „gruppies” podróżujący razem z zespołem fakt ten i tak zasługuje na odnotowanie. Wszyscy bawili się dobrze, włącznie z zespołem. Wokalista stwierdził nawet, że był to najlepszy koncert, jaki grali ostatnio. No coż, dzięki za tę opinię i dzięki, że uświetniliście 5-lecie alternativepop!

Na koniec imprezy usłyszeliśmy i zobaczyliśmy prezentację Rafała Sądeja, aka Moan. Moan to w pełni dojrzały artysta, którego muzyka grana z komputera w sposób przemyslany łączy się z kompozycjami wizualnymi prezentowanymi na ekranie. Moan to jest taka eksperymentalna elektronika, która do mnie trafia, intryguje i daje do myślenia. Rafał Sądej nie eksploruje „za wszelką cenę” przestrzeni dźwiękowej w poszukiwaniu nowych dźwięków i po ich znalezieniu prezentuje rzekomo nowe przestrzenie antymuzyczne, ale układa dźwięki w Muzykę. I dlatego, moim zdaniem, zasługuje w pełni na miano artysty. Tym się różni eksperymentalna elektronika, która poszukuje w chaosie dźwiękowym Muzyki, od eksperymentów elektronicznych, które mają za nic publiczność, a ich celem jest poszukiwanie dźwięków według jakiegoś pseudonaukowo-filozoficznego pomysłu. Brawo Rafał i dzięki, że zaszczyciłeś swoją obecnością nasz skromny jubileusz.

Andrzej Korasiewicz
28.05.2006

Kosmetyki Mrs Pinki – K.M.P. Vol.1

Kosmetyki Mrs Pinki – K.M.P. Vol.1
2005 Sonic Records

Nowe piosenki 2004 – 2005

1. Airport
2. Dziwka
3. A ona siedzi sama
4. Jedź chłopcze
5. Coda IC
6. Nie opuszczę Cię, choćbyś tego bardzo chciała
7. Lato już musiało odejść
8. Porozmawiajmy o nas
9. Back to the PRL
10. Miłobyłobybyłoby tak miło
11. Airport

Archiwum 1986 – 1988

12. Miłość na polu minowym
13. Taniec wojenny
14. Ciągle w ruchu
15. Trująca fala
16. Cofamy film

Hm… Właściwie nie wiem jak podejść do tej płyty. Z jednej strony wydawnictwo wypełnia lukę polskiej fonografii, dokumentując muzykę jednego z ciekawszych polskich zespołów falowych z lat 80-tych. Niestety, nagrań z tamtych czasów na płycie jest zaledwie pięć. Do tego dobrych może dwa. No i właśnie w tym miejscu mamy drugą stronę medalu. Czyli nowe nagrania reaktywowanej grupy, od których płyta się rozpoczyna i które w większości wypełniają produkcję.

Premierowe piosenki to bardzo ciężkostrawna mieszanka disco, chamskiego rapu i r’n’b oraz ordynarnego popu, wszysto podane w konwencji niby-pastiszu. Piszę „niby”, bo mnie to zupełnie nie bawi. Ale być może fani muzyki w rodzaju Formacja Nieżywych Schabuff, K.A.S.A., czy Kury odnajdą w tej „muzyce” coś interesującego. Mnie się to nie udaje. Ciężko inaczej podsumować te „piosenki” jak słowem żenada. Rozumiem, że Kosmetyki chciały po niemal 20 latach zaistnieć na rynku muzycznym, a może ta nowa muzyka to miał być tylko żart? Nie wiem, ale mnie te piosenki ani nie rozbawiły, ani zespołowi nie wróżę większej kariery. Zresztą płyta jest sprzed roku i nie słychać, żeby grupa przebiła się do świadomości słuchaczy.

Kosmetyki Mrs Pinki to kontynuacja punkowej Kontroli W. W oryginalnym składzie na bębnach grał niejaki Wojtek Jagielski, czyli znany telewizyjny „wampir”. Z zespołem współpracował też Sławek Starosta, znany później z występów razem z Fiolką Najdenowicz w Balcan Electrique oraz Igor Czerniawski, mózg muzyczny Aya Rl. Do chwili wydania omawianej płyty po zespole nie pozostały żadne nagrania. Grupa grała koncerty, dzięki którym zdobyła uznanie jako jedna z nadziei polskiej muzyki postpunkowej. W 1985 roku została wyróżniona na festiwalu w Jarocinie. Ciepłe komentarze o grupie pojawiły się nawet  w prasie zachodniej. Kosmetyki w interesujący sposób łączyły brzmienie postpunkowe z elektroniką. Niestety, grupa najpierw zmieniła stylistykę na najzwyklejszy w świecie pop, a następnie rozwiązała się.

Część nagrań archiwalnych z lat 1986-1988, zamieszczonych na „K.M.P. Vol.1”, wskazuje na to, że efekt artystyczny uzyskany na płycie w nowych utworach (pastisz pop, disco i r’n’b?) nie wziął się znikąd. W nagraniu „Trująca fala” pobrzmiewają echa Formacji Nieżywych Schabuff, a Kosmetyki wyraźnie ciążą w stronę popu.  Utwór „Cofamy film” jest równie tragicznie słaby jak nowe produkcje grupy.

„Taniec wojenny” przywołuje skojarzenia z Talking Heads. Zdecydowanie najlepszym utworem w historii zespołu jest moim zdaniem „Ciągle w ruchu”. Nerwowa, niepokojąca atmosfera nowofalowa, histeryczny wokal Katarzyny Kuldy to wszystko sprawia, że nagranie jest jednym z klasyków polskiej zimnej fali. Tylko czy dla jednego utworu warto kupować płytę?

W latach 80-tych w rozgłośni harcerskiej popularność zdobył też utwór pt. „Miłość na polu minowymi”. I to właściwie wszystko, na co moim zdaniem warto zwrócić uwagę, gdy pada nazwa Kosmetyki Mrs Pinki. Możliwe, że interesujących nagrań było więcej, ale zaginęły w mroku historii koncertowej zespołu. [2/10]

Andrzej Korasiewicz
23.05.2006