Rezerwat, Power of Trinity, D.Miśkiewicz – Festiwal Dialogu Czterech Kultur, Łódź, Manufaktura – Rynek, 03.09.2006 r.

Rezerwat, Power of Trinity, D.Miśkiewicz – Festiwal Dialogu Czterech Kultur, Łódź, Manufaktura – Rynek, 03.09.2006 r.

Do Manufaktury dotarłem przed 21, gdy zgodnie z rozkładem miała grać już grupa Power of Trinity. Tymczasem na scenie nadal śpiewała Dorota Miśkiewicz z zespołem. Wysłuchałem więc w spokoju kilku jazzowo-popowych, miłych dla ucha kompozycji i obejrzałem wijącą się na scenie Dorotę Miśkiewicz. Widok, jak i muzyka ensamble’u – bardzo przyjemny. Na kolejny dzień Festiwalu Dialogu Czterech Kultur ściągnął mnie jednak reaktywowany Rezerwat, a przede mną jeszcze był występ grupy Power of Trinity.

Power of Trinity okazał się być zespołem, który w największym stopniu rozgrzał łódzką publiczność. Pod sceną średnia wieku bawiących się ludzi była ok. 16-17 lat. Młodzież licealna doskonale bawiła się przy muzyce łączącej ciężkie rockowe riffy z rytmami reagge. I faktycznie muzyka zespołu skierowana chyba jest do tej grupy wiekowej. Mnie szczególnie nie porwała, ale to pewnie dlatego, że już jestem za stary ;). Nie powiem jednak, żebym się jakoś szczególnie wynudził. Power of Trinity to solidny kawałek ciężkiego rocka skrzyżowany z reggae. Chociaż miałem nieodparte wrażenie, że gdyby publiczności przyszło płacić za wstęp na koncert, to nie wiem czy aż tyle ludzi by się zgromadziło pod sceną. A tak młodzi mogli się wyżyć w ostatnim dniu wakacji.Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że to najlepszy, najbardziej energetyczny koncert zespołu w dotychczasowej historii. Fani reagowali bardzo spontanicznie. Było pogo, na rękach publiczności wędrowali co bardziej odważni fani. Wokalista – Kuba Koźba – chyba sam był zaskoczony aż tak żywiołową reakcją publiki. No cóż, ja trochę też ;). Ale rozumiem, że przed powrotem do szkoły trzeba się solidnie wykrzyczeć i wyszaleć, bo później może nie być po temu okazji.

W między czasie zaczęło padać. Z niepokojem więc patrzyłem w niebo na siąpiący deszcz. Na szczęście, gdy zaczął grać Rezerwat niebo nieco się uspokoiło i przestało padać.

Niestety, młodzież licealna po zakończeniu koncertu Power of Trinity, w większości opuściła rynek. Pod sceną została znacznie przerzedzona publiczność i to dało się odczuć. Mimo że Adamiak robił co mógł, by zachęcić publiczność do zabawy, nie odniósł na tym polu większych sukcesów, a im dłużej zespół grał, tym na rynku było mniej ludzi. Trochę to niesprawiedliwe, bo frontman Power of Trinity, w porównaniu z Adamiakiem, to jak uczeń w relacji z mistrzem. Sceniczna swoboda Adamiaka kontrastowała z nieco sztywnymi komentarzami Jakuba Koźby na temat własnych piosenek. A jednak to temu drugiemu udało się rozruszać publiczność tego dnia. A może zdolności muzyków i doświadczenie tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia? Przyszło nowe pokolenie, którego przedstawicieli, gdy Rezerwat występował na Rockowisku w 1982 roku, jeszcze nie było na świecie. Oni mają swoją muzykę i swoje zespoły. I Rezerwat nie jest po prostu ich zespołem. Natomiast starsza publika woli zapewne relaksować się w niedzielny wieczór przed telewizorem, niż stać pod sceną w deszczu.

Rezerwat to dzisiaj Andrzej Adamiak, założyciel i lider starego Rezerwatu oraz młodzi muzycy, którzy uzupełniają nowy skład zespołu. Na koncercie w Łodzi usłyszeliśmy przede wszystkim stare numery m.in. „Obserwator”, „Histeria”, „Parasolki”, „Paryż, miasto wymarzone”, „Zaopiekuj się mną”. Był także cover jednego z przebojów Piersi oraz nowe nagrania. Jedno z nich – „Fortepiany” – zagrane na bis, zakończyło występ łódzkiej formacji. Na rynku w Manufakturze znowu rozpadało się i zespół nie mógł kontynuować występu.

Rezerwat zawsze był dziwnym zespołem. Pierwsza płyta to rockowa klasyka o nieco nowofalowym charakterze. Wtedy mówiło się, że grupa wzoruje się na Republice. „Rezerwat” do dzisiaj zachowuje swoje walory, ale to nie była muzyka zajmująca czołowe miejsca na listach przebojów. Zespół Adamiaka nigdy nie miał takiego statusu jak Maanam, Republika, Lady Pank, Lombard czy TSA.

Płyta „Serce”, która zresztą ukazała się ze znacznym opóźnieniem w 1987, była po prostu kiepska. Poza dwoma przebojami („Zaopiekuj się mną”, „Parasolki”), które w końcu (choć chwilowo) wywindowały zespół do czołówki polskiego rocka, reszta utworów była przeciętna i również po latach wypada blado. Już w latach 80. grupa była nierówna. Niestety, trochę taki był występ w Manufakturze. Stare numery brzmiały nawet lepiej niż na płycie sprzed 23 lat. Te nowe jednak nie zachwycały. Określiłbym je jako rock dla ludzi w średnim wieku. Coś dla fanów „Brothers in Arms”. Tymczasem gołym okiem widać było, że garstka starszych fanów, która nawet uskuteczniła coś na kształt pogo przy numerze „Paryż, miasto wymarzone”, najbardziej pamięta i lubi zespół z tego „nowofalowego” okresu. No ale to Andrzej Adamiak decyduje o dalszym rozwoju grupy. Ja mu życzę wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim liczniejszej publiki na następnych koncertach. Mimo wszystko miło było zobaczyć Rezerwat na żywo w Łodzi.

Tekst i foto: Andrzej Korasiewicz
04.09.2006

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *