Depeche Mode – Sounds Of The Universe

Depeche Mode – Sounds Of The Universe
2009 Mute Records

1.In Chains
2.Hole To Feed
3.Wrong
4.Fragile Tension
5.Little Soul
6.In Sympathy
7.Peace
8.Come Back
9.Spacewalker
10.Perfect
11.Miles Away- The Truth Is
12.Jezebel
13.Corrupt

SOTU czyli kolejna odsłona syntezatorowego zespołu wszechczasów. Co można powiedzieć o nowej płycie Depeche Mode miesiąc po premierze albumu? Na pewno to, że DM pozostanie syntezatorowym gigantem a płyta potwierdza klasę grupy. Depeche nagrywając SOTU postanowili cofnąć się w czasie. David Gahan, Martin Gore i Andrew Fletcher chcieli tym razem wyczarować dźwięki dla fanów pamiętających grupę sprzed „Violatora”. Materiał powstawał w prywatnych studiach Nowego Jorku, które zgromadziły masę takich sprzętów jak analogowe syntezatory i automaty perkusyjne. Wszystko po to, by fani Depeche poczuli się jak w latach 80. Czy to się udało? Poniekąd. SOTU jest szczególnym połączeniem brzmienia charakterystycznego dla 80’s oraz nowoczesności. Muzyka zawarta na SOTU, mimo zastosowanych rozwiązań, nie brzmi archaicznie. Niech nikt nie spodziewa się melodyjek w stylu Vince’a Clarka. Utwory brzmią mocno i zdecydowanie. Cofnięcie się do lat 80. przybliża DM miejscami raczej do dokonań Front 242 niż Erasure.

Mimo to czegoś na nowej płycie DM brakuje. Pozornie jest wszystko. Dynamiczny przebój – „Wrong”, kojące ballady – „Little Soul”, „Peace”, „Jezebel”; analogowe syntezatory i szczypta nowoczesności. SOTU wygląda jednak bardziej jak produkcja zdolnych rzemieślników niż genialnych artystów. Problem polega na tym, że nie żyjemy w latach 80. i nie da się w muzyce odbudować TAMTEGO klimatu. Trzeba przyznać jednak, że sytuacja Depeche jest wyjątkowo trudna. Bo z jednej strony nie da się zawrócić czasu, a z drugiej w muzyce syntezatorowej już wszystko powiedziano. Ciężko oczekiwać, że DM wymyśli coś nowego. Że kolejnej płyty będzie słuchało się z takimi samymi wypiekami na twarzy jak „Black Celebration” czy „Music for the Masses”. Niestety, czasu cofnąć się nie da. Niczego nowego w muzyce synth pop również się nie odkryje :(. Dlatego Depeche Mode jest w sytuacji bez wyjścia. Zresztą nie jest w tym osamotniony. Podobne dylematy mają inne potęgi brzmienia wypracowanego w latach 80. I to niekoniecznie tylko „syntezatorowcy”. Od wielu lat na podobne problemy stara się odpowiedzieć Robert Smith i The Cure. Niestety, z podobnym skutkiem.

Mimo tych pesymistycznych wniosków trzeba podkreślić, że SOTU może się podobać. Że jest to płyta bardzo solidna, której słucha się z przyjemnością. A może kiedy minie kilka lat i album nabierze patyny czasu, okaże się jeszcze większym dziełem? Możliwe. Prawdziwą wartość muzyki zawsze ostecznie sprawdza czas, który jest definitywnym, choć czasem bardzo surowym, recenzentem. Niekiedy jednak ukazuje w muzyce coś czego nie dostrzegło się zaraz po premierze płyty. Całkiem prawdopodobne, że tak może się stać z SOTU. [8/10]

p.s. szczególnie polecam słuchanie płyty w wersji 5.1. Świetne!

Andrzej Korasiewicz
24.05.2009

John Foxx – The Garden

  

John Foxx – The Garden
1981/2008 – Virgin/Demon

CD 1

1. Europe After the Rain – 3:57
2. Systems of Romance – 4:02
3. When I Was a Man and You Were a Woman – 3:37
4. Dancing Like a Gun – 4:10
5. Pater Noster – 2:32
6. Night Suit – 4:26
7. You Were There – 3:51
8. Fusion/Fission – 3:48
9. Walk Away – 3:52
10. The Garden – 7:03

CD 2 – 2008 reissue bonus disc

1. Swimmer I (listed as „Swimmer II” in the cover)
2. This Jungle
3. A Long Time
4. Swimmer II (listed as „Swimmer I” in the cover)
5. Fog
6. Swimmer III
7. Swimmer IV
8. Dance With Me (early version)
9. A Woman on a Stairway (early version)
10. Fusion/Fission (early version)
11. Miles Away (alternative version)

Genialna płyta, genialnego twórcy epoki new romantic. Zdaniem wielu krytyków, do którego przychylam się, „The Garden” to opus magnum nowego romantyzmu, szczytowe osiągnięcie romantycznego synth popu i najpiękniejsza pamiątka new romantic. Tomasz Beksiński, u którego w audycji po raz pierwszy usłyszałem płytę, twierdził, że z epoki new romantic niewiele zostało płyt wartych uwagi, ale z pewnością do takich zalicza się „The Garden”.

John Foxx, były lider innego giganta new romantic – Ultravox, po wydaniu w 1980 roku elektro-syntetycznego debiutu „Metamatic” postanowił ocieplić brzmienie swojej muzyki i nadać jej więcej emocji. „Metamatic” było chłodną, mechaniczną deklaracją człowieka-maszyny (kłaniał się Kraftwerk). „The Garden” jest prawdziwym pomnikiem  syntezatorowego romantyzmu. Foxx przy realizacji „The Garden” fotografował zachody słońca wśród ruin starych kościołów, pokrytych dziką roślinnością i upajał tym. Następnie przetwarzał wszystkie doznania na syntezatory. W efekcie otrzymaliśmy prawdziwe arcydzieło 80’s.

„The Garden” rozpoczyna się od romantycznego, ale dynamicznego „Europe After the Rain”. Później następuje nawiązanie do ostatniej płyty nagranej z Ultravox „Systems of Romance”. Paradoksalnie, ale dwie pierwsze płyty Foxxa z Ultravox nie mają wiele wspólnego ani z solową twórczością Foxxa ani z późniejszymi dokonaniami Ultravox z Midge Urem. A nawet można powiedzieć, że solowy Foxx bardziej przypomina Ultravox z Urem niż Ultravox z Foxxem ;). Dopiero trzecia płyta U-vox pt. „Systems of Romance”, ostatnia z Foxxem, pokazuje, w jakim kierunku idą poszukiwania muzyczne Johna Foxxa oraz Ultravox. Drugi utwór na płycie „The Garden”, właśnie „Systems of Romance”, jest tytularnym łącznikiem między Foxxem a Ultravox.

Większość utworów na „The Garden” to utwory dynamiczne i przebojowe – „When I Was a Man and You Were a Woman”, „Fusion/Fission”, „Walk Away”. Ale nie są to nagrania odczłowieczone i mechaniczne jak miało to miejsce na debiutanckiej płycie Foxxa. Z całej płyty „The Garden” bije ciepło i miękkość syntezatorów. Dlatego „The Garden” wydaje się tak wielkim i szczytowym osiągnięciem oraz płytą najbardziej charakterystyczną dla stylu „new romantic”. Jednak dopiero zwieńczenie płyty, tytułowy „The Garden” naprawdę powala. Śpiew ptaków, który rozpoczyna utwór, łagodne syntezatorowe tła i jakby z zaświatów dobiegający wokal Foxxa rozkładają na łopatki.

Czy płyta po niemal 30 latach od wydania zestarzała się? Dla mnie nie. Możliwe, że brzmieniowo jest nieco archaiczna. Ale to nie jest archaizm, który rozśmiesza. Jeśli mamy tutaj do czynienia z jakimś archaizmem, to takim, dzięki któremu przechowany został klimat Tamtej epoki, który nie jest możliwy do odtworzenia dzisiaj. Nawet jeśli pogrobowcy, kontynuatorzy i naśladowcy brzmień 80’s będą chodzić po ścianach, starając się przywołać coś co umarało w ruinach kościoła zarośnietych roślinnością dzikiego i pięknego ogrodu, nie uda im się to. Tajemniczy Ogród jest JEDEN.

Na koniec kilka słów o samej edycji „The Garden”. Reedycje z 1993 i 2001 roku wydane były w postaci pojedynczych CD, zawierających kilka bonusowych nagrań. Reedycja z 2008 roku to podwójny CD oraz dodatkowo dołączone do książeczki zdjęcia z albumu „The Church”, który w oryginalnej winylowej wersji płyty z 1981, był dodatkowym album z fotografiami wnętrz kościoła, jakie Foxx wykonał na potrzeby wydawnictwa. Pierwszy dysk to odpowiednik winylowej płyty. Na drugim dysku zebrano strony B singli i maxi- singli, nagrania niepublikowane oraz wersje utworów znanych z oryginału. Razem 10 utworów podstawowych oraz 12 bonusów! To jak na razie najlepsza reedycja „The Garden”. Chętnie usłyszałbym jeszcze „The Garden” w wersji 5.1. Może ktoś kiedyś wpadnie na ten pomysł? [10/10]

Andrzej Korasiewicz
24.05.2009

Blancmange – Happy Families

  

Blancmange – Happy Families
1982/2008 London Records/Demon Music Group – Edsel Records

1. I Can’t Explain
2. Feel Me
3. I’ve Seen The Word
4. Wasted
5. Living On The Ceiling
6. Waves
7. Kind
8. Sad Day
9. Cruel
10. God’s Kitchen

Bonus Tracks (not included on the LP):

11. Living On The Ceiling (Extended Version)
12. God’s Kitchen (12′ mix)
13. Feel Me (12″ Extended Mix)
14. Feel Me (7′ and 12′ Instrumental)
15. Business Steps
16. Feel Me (US 12′ Instrumental)

Blancmange to w Polsce mniej znany przedstawiciel popularnego na początku lat 80. nurtu new romantic. Mniej znany, ale nie mniej interesujący. Duet Blancmange utworzyli w 1979 roku Neil Arthur (ur. 1958) oraz Stephen Luscombe (ur. 1954). W Anglii, ojczyźnie new romantic, Blancmange odniosło sukces na równi z Duran Duran, Depeche Mode czy Spandau Ballet, choć ich pierwsze EP z 1980 roku pt. „Irene and Mavis” wskazywało, że mamy do czynienia z eksperymentalnym projektem elektro.

Na początku 1981 roku utwór Blancmagne pt. „Sad Day” umieszczony został na składance wykonawców post-nowofalowych i synth pop „Some Bizzare” m.in. tuż obok Depeche Mode, B-Movie, Soft Cell i Cabaret Voltaire. Debiutancka płyta „Happy Families” wydana 2 lata później nie pozostawia jednak wątpliwości, że Blancmange to rasowy przedstawiciel new romantic. Na brytyjskiej liście przebojów sukces odnosiły kolejne single z tego wydawnictwa: „Feel Me”, „God’s Kitchen”, „Living On The Ceiling”, „Waves”. Ten ostatni zaznaczył również swój ślad W Polsce.

„Happy Families” to intrygujące połącznie kraftwerkowego electro, postnowofalowej chropowatości i popowej przebojowości. Wszystkie elementy zostały dobrze wymieszane i podane w postaci inteligentnego new romantic. Chyba najmniej w tym koktailu jest przebojowości. Takie utwory jak „Feel Me”, „I Can’t Explain” czy „God’s Kitchen” zastanawiają jak to się stało, że zespół na Wyspach Brytyjskich odniósł sukces niewiele mniejszy od Duran Duran. To nie są gładkie przeboje w stylu „Reflex” czy „Hungry Like the Wolf”. W wymienionych utworach Blancmange jest niepokój, nieład oraz niemal „awangardowy” nieporządek. Może dlatego po latach twórczość Blancmange zyskuje. Przeboje Duran Duran czy Spandau Ballet nieco przebrzmiały, a na ich tle Blancmagne wypada świeżo i zaskakująco. Płyta nie jest jednak pozbawiona gładszych momentów. Takie utwory jak „I’ve Seen The Word”, „Wasted” czy „Waves” na pewno sprawią, że w oku niejednego miłośnika romantycznego synth popu zakręci się łza.

Na uwagę zasługuje również staranność reedycji „Happy Families” z 2008 roku. Oprócz 10 utworów z oryginalnego winyla (jedynie utwór nr 5 jest wersją singlową a nie winylową), na kompaktowej edycji znalazło się 6 dodatkowych nagrań pochodzących z drugich stron singli oraz wydłużone wersje nagrań z maksisingli. Przyjemnie również wziąć do ręki książeczkę dołączoną do CD, w której zostało wszystko przejrzyście wyjaśnione i opisane. Bardzo dobra płyta bardzo dobrze wydana. [8.5/10]

Andrzej Korasiewicz
24.05.2009