Ultravox – Lament (Remastered Definitive Edition)

Ultravox – Lament (Remastered Definitive Edition)
1984/2009 Chrysalis/EMI

CD1: Lament

1. White China
2. One Small Day
3. Dancing With Tears In My Eyes
4. Lament
5. Man of Two Worlds
6. Heart of the Country
7. When the Time Comes
8. A Friend I Call Desire

CD2: Further Listening

1. One Small Day (Special 12″ Remix)
2. Easterly (B-side of One Small Day)
3. Lament (Extended 12″ version)
4. One Small Day (Limited Edition Remix)
5. Dancing With Tears In My Eyes (Special 12″ Remix)
6. Building (B-side of Dancing With Tears In My Eyes)
7. White China (Special Mix, original CD version)
8. Heart of the Country (Instrumental) (B-side of Lament)
9. One Small Day (Final Mix)
10. A Friend I Call Desire (Work In Progress Mix)
11. Lament (Work In Progress Mix)

• Track 10, 11 previously unreleased.

„Lament” to czwarty studyjny album Ultravox z Midge Urem oraz siódmy w ogóle, licząc pierwsze trzy płyty z Johnem Foxxem. Wydany w 1984 roku był jedną z oznak, że epoka „new romantic” odchodzi definitywnie do przeszłości. Wydana w tym samym roku co „Lament”, płyta „Beat Boy” Visage (już bez Midge Ure’a w składzie) była odejściem od syntetycznego romantyzmu w stronę miałkiego popu. Podobne ewolucje przeszły inne grupy kojarzone z estetyką „new romantic” (A Flock Of Seagulls, Duran Duran, Spandau Ballet). Z jednej strony w muzyce pop upowszechniło się zastosowanie syntezatorów i elektronicznej perkusji, z drugiej strony projekty z kręgu „new romantic” przestały być w tym zakresie progresywne. Wypaliły sie pomysły, ale i instrumentarium charakterystyczne dla nowych romantyków spowszedniało. Przestało być więc dla publiczności novum i by utrzymać się w show-biznesie trzeba było szukać nowych rozwiązań. Ten proces dotknął też Ultravox. Jak pokazał czas, tylko nieliczni potrafili sobie z tym poradzić. Większość grup syntezatorowych i noworomantycznych do końca lat 80. albo rozwiązała się (np. Blancmange, A Flock Of Seagulls, Spandau Ballet, Ultravox) albo zmieniła stylistykę z większym lub mniejszym powodzeniem (Tears For Fears, Talk Talk, Duran Duran), albo kontynuowała działalność na marginesie show-biznesu i z przerwami (OMD, The Human League). Jedynym zespołem, który wywodzi się z tego kręgu i wszedł do pierwszej ligi show-biznesu był Depeche Mode.

Właśnie w takim kontekście historyczno-muzycznym ukazała się płyta „Lament”. Muzyka zawarta na niej tkwiła jeszcze w syntezatorowym nowym romantyźmie, ale stała się mniej chropawa, bardziej dostojna, choć również bliższa estetyce pop. W 1984 roku przyjęta została jako bardziej „komercyjna”, choć w rzeczywistości poza singlowym hitem „Dancing With Tears In My Eyes”, potencjał komercyjny pozostałych siedmiu utworów jest moim zdaniem nikły. Takie utwory jak „When the Time Comes” czy tytułowy „Lament” (choć ten drugi został wydany na singlu) są mało przebojowe. Mają za to w sobie dostojeństwo i monumentalizm, ale takiego rodzaju, który rzadko gości na listach przebojów. Dynamiczny utwór kończący oryginalny album „A Friend I Call Desire” również nie jest hitem. Z pewnością natomiast jest najbliższy tradycji „Vienny” czy „Rage In Eden”. Właśnie takich utworów zabrakło, moim zdaniem, na tym wydawnictwie.

Dużym przebojem został wspomniany „Dancing With Tears In My Eyes”. Dzisiaj to chyba najbardziej rozpoznawalny utwór Ultravox (klasyczna „Vienna” jednak rzadziej gości w rozgłosniach radiowych). Na liście najlepiej sprzedawanych singli w Wielkiej Brytanii osiągnął w 1984 roku 3. pozycję. To drugi największy przebój brytyjski Ultravox (największy to „Vienna” z 1980 r.). Na polskiej LP3 dotarł do 6. miejsca, ale za to był najdłużej goszczącym utworem Ultravox w pierwszej dwudziestce trójkowego zestawienia. Na pewno jest to dobry numer, ale w porównaniu z wcześniejszą twórczością Ultravox jest zbyt uładzony. Ci którzy znają tylko „Dancing With Tears In My Eyes” mają mylne wyobrażenie jaką muzykę gra Ultravox. O ile „Dancing…” jest mimo wszystko udanym numerem, z przebojowym refrenem i udaną rytmiką ozdobioną intrygującym pulsem syntezatorowym, o tyle pierwszy singiel z tej płyty „One Small Day” jest bardzo błahym utworem poprockowym, który rozczarowuje. Numerowi niestety brakuje zarówno polotu jak i dobrego pomysłu na kompozycje. Okraszony jest za to solówką gitarową. Brrr…

Małym rozczarowaniem jest też dla mnie dwupłytowe „Remastered Definitive Edition” z 2009 roku. Już 10 lat wcześniej w 1999 roku ukazało się zremasterowane jednopłytowe wydanie „Lament”, na którym znalazło się 7 bonusów. Mimo że „Remastered Definitive Edition” ukazało się na dwóch krążkach, nie zawiera wszystkich bonusów z poprzedniego remasteru (brakuje instrumentalnej wersji „Man of Two Worlds”). Jest wprawdzie w sumie 11 bonusów (cały drugi krążek), w tym dwa wcześniej niepublikowane, ale pominięcie „Man of Two Worlds (Instrumental)” jest zabiegiem niezrozumiałym z punktu widzenia kolekcjonera.

„Lament” nie jest moim zdaniem płytą wybitną, ani nie jest sztandarowym dziełem Ultravox. Po latach zyskała jednak na szlachetności i z wyjątkiem utworu „One Small Day”, który brzmi koszmarkowato oraz przesłodzonego, ale ogólnie udanego „Dancing With Tears In My Eyes”, to bardzo solidna i niezła płyta, która z każdym kolejnym przesłuchaniem zyskuje. [7/10]

Andrzej Korasiewicz
28.03.2012

Nik Kershaw – Human Racing (2CD Expanded Edition)

Nik Kershaw – Human Racing (2CD Expanded Edition)
1984/2012 MCA Records/Universal

CD1: The Album

1. Dancing Girls     3:48
2. Wouldn’t It Be Good    4:37
3. Drum Talk     3:10
4. Bogart    4:37
5. Gone To Pieces     3:13
6. Shame On You     3:37
7. Cloak And Dagger     4:55
8. Faces    4:05
9. I Won’t Let The Sun Go Down On Me    3:23
10. Human Racing     4:34

CD2: The B-Sides And 12″ Mixes

1. Dancing Girls (Extended 12″ Remix)     8:05
2. Bogart (Extended 12″ Remix)    4:29
3. Monkey Business     3:31
4. Shame On You (Additional Brass Mix)     3:41
5. Drum Talk (Extended 12″ Remix)     5:00
6. Faces (Extended 12″ Remix)    4:41
7. Dark Glasses     4:16
8. Wouldn’t It Be Good (Extended 12″ Remix)    6:52
9. Human Racing (Extended 12″ Remix)     5:52
10. She Cries     3:48
11. I Won’t Let The Sun Go Down On Me (Extended 12″ Remix)    6:33
12. Cloak And Dagger (Live At Hammersmith Odeon 1984)     5:07

Nik Kershaw to nieco już dzisiaj zapomniana gwiazdka lat 80. poruszająca się wokół estetyki synth pop. Ten angielski gentleman odniósł w 1984 roku gigantyczny sukces przebojem „Wouldn’t It Be Good”, którego skalę popularności można chyba porównać tylko do dzisiejszego szaleństwa na punkcie „Somebody That I Used to Know” Gotye. Nik, idąc za ciosem, wydał w 1984 roku album „Human Racing” (nagrany w 1983 roku) oraz po kilku miesiącach kolejny – „The Riddle”, z którego wylansował utwór tytułowy. O tym, że był wówczas niezwykle popularny najlepiej świadczy fakt, że w 1985 roku został zaproszony do zaśpiewania kilku piosenek w czasie Live Aid. Z każdym kolejnym rokiem jednak popularność słabła. Wydany w 1986 roku album pt. „Radio Musicola” został jeszcze zauważony, ale poniósł komercyjną klapę (47. miejsce na liście najlepiej sprzedawanych płyt w UK, tytułowy singiel dotarł do 43. pozycji w UK). Kolejna płyta pt. „The Works” z 1989 nie została nawet odnotowana w pierwszej setce najlepiej sprzedawanych płyt na Wyspach. Nik Kershaw po tym niepowodzeniu zamilkł wydając przez następnych 10 lat jedynie składanki. Wrócił w 1999 roku albumem pt. „15 Minutes”. Od tego czasu wypuszcza co kilka lat kolejne premierowe wydawnictwa, ale niewiele mają one wspólnego z dokonaniami Nika z lat 80.

Okazją do przypomnienie o Niku jest tegoroczna, specjalna reedycja debiutu płytowego. Na pierwszym krążku znajdziemy oryginalny album, na drugim utwory z drugich stron singli oraz miksy z maksisingli. Muzyka jest oczywiście starannie zremasterowana. Jest lepsza selekcja dźwięków, więcej basów i ogólnie dżwięk jest podgłośniony. Choć nie każdy lubi takie sztuczne zwiększanie dynamiki, to jednak brzmi to według mnie dobrze.

Z czym mamy do czynienia muzycznie? Już na omawianej, debiutanckiej płycie, słychać, że Nik Kershaw nie należy mentalnie do głównego nurtu synth pop i jakościowa odbiega od stylistyki „new romantic”. Wprawdzie płyta jest mocno nasycona syntetycznymi dźwiękami a otwierający płytę „Dancing Girls” jest bardzo interesującym numerem electro, z pulsującym, nerwowym rytmem wybijanym na perkusji elektronicznej oraz szarpanym, chropawym brzmieniem syntezatora. Również w drugim numerze, słynnym „Wouldn’t It Be Good” słyszalne są partie syntezatora, ale numer jest o wiele bardziej konwencjonalny i bliższy zwykłego pop rocka. „Drum Talk” zabarwiony jest nieco funkowym rytmem a czwarty utwór pt. „Bogart” to już prosty pop zabarwiony jedynie brzmieniem syntezatora. Dosyć charakterystyczny i pasujący do synth popu jest nosowy wokal Nika, ale jako całość płytę trudno zaliczyć do nurtu new romantic. W połowie lat 80. używanie elektronicznej perkusji i syntezatorów było tak powszechne, że modzie ulegli nawet przedstawiciele rocka progresywnego (Genesis) oraz gwiazdy wywodzące się z tradycji soul (Tina Turner). Niewątpliwie „Human Racing” wpisuje się w tę modę i choć muzycznie bliski jest synth popu/new romantic, to faktycznie Nik Kershaw jest raczej gwiazdą głównego nurtu pop. Świadczyć o tym może drugi, bardzo już konwencjonalny przebój pop Nika pt. „I Won’t Let The Sun Go Down On Me”. Za numer „Dancing Girls” należą się mu jednak prawdziwe owacje, no a hit „Wouldn’t It Be Good” jest klasą samą dla siebie, do dzisiaj intensywnie granym przez radiowe stacje.

Ciekawostką jest utwór „Monkey Business”. Oryginalnie ukazał się na drugiej stronie singla „Wouldn’t It Be Good”. Został więc potraktowany jak odpad i w wersji kompaktowej był dotychczas dostępny jedynie na wydawnictwie „The Best Of Nik Kershaw” z 1993 roku, zawierającym oprócz największych przebojów drugie strony singli i miksy z maksisingli. To co dla Nika było odpadem, w Polsce stało się przebojem. Radiowa Trójka po sukcesie „Wouldn’t It Be Good” (numer 1 na Liście Trójki w 1984 roku) postanowiła wylansować inny utwór Anglika. Wybór padł właśnie na „Monkey Business”. I tak druga strona singla „Wouldn’t It Be Good” okazała się drugim, największym polskiem przebojem Nika Kershaw. Utwór „Monkey Business” doszedł do 2. miejsca LP3. Dzięki tej reedycji możemy więc kontemplować w komplecie przeboje z płyty „Human Racing” i wydawnictw powiązanych.

Dla fanów brzmień 80’s to bardzo cenne wydawnictwo. Choć spodoba się raczej tym, którzy są otwarci również na brzmienie bliższe popu. Bardziej „alternatywni” powinni płytę omijać. [7/10]

Andrzej Korasiewicz
27.03.2012

Midge Ure – The Gift (Remastered Definitive Edition)

Midge Ure – The Gift (Remastered Definitive Edition)
1985/2010 Chrysalis/EMI

CD1: The Gift

1. If I Was
2. When The Winds Blow
3. Living The Past
4. That Certain Smile
5. The Gift
6. Antilles
7. Wastelands
8. Edo
9. The Chieftain
10. She Cried
11. The Gift [Reprise]

CD2: Further Listening

1. No Regrets
2. Mood Music
3. If I Was (Extended Mix)
4. Piano
5. The Man Who Sold The World
6. That Certain Smile (Extended Mix)
7. The Gift (Instrumental)
8. Fade To Grey (Recorded Live In Rehearsals, 27 Sep 1985)
9. Wastelands (Extended Mix)
10. When The Winds Blow (Recorded Live At Wembley Arena, 23 Dec 1985)
11. After A Fashion (Recorded Live At Wembley Arena, 23 Dec 1985)
12. The Chieftain/The Dancer (Recorded Live At Wembley Arena, 23 Dec 1985)
13. Call Of The Wild (Extended Mix)
14. That Certain Smile (Recorded Live At Wembley Arena, 23 Dec 1985)
15. The Gift (Recorded Live At Wembley Arena, 23 Dec 1985)

Midge Ure, czyli główna podpora Ultravox po odejściu z U-vox Johna Foxxa, w połowie lat 80. wyraźnie był znużony działalnością w ramach Ultravox. W 1984 roku zaangażował się w pomoc charytatywną i wraz z Bobem Geldofem skomponował utwór pt. „Do They Know It’s Christmas”, który następnie, jako Band Aid, wykonała czołówka brytyjskiej sceny pop. Utwór odniósł sukces i to, co w 1982 roku, kiedy Midge Ure wydał pierwszego solowego singla pt. „No Regrets”, wydawało się chwilowym kaprysem, zapowiadało tym razem koniec Ultravox. Rozochocony sukcesem „Do They Know It’s Christmas” i perspektywą samodzielności artystycznej, Midge Ure nagrał płytę solową, którą zapowiadał singiel „If I Was”. Zarówno piosenka, jak i cała płyta utrzymana była w duchu syntezatorowego popu i stylu Ultravox z okresu płyty „Lament”. Piosenka „If I Was” osiągnęła szczyt brytyjskiej listy przebojów a także polskiej Listy Przebojów Programu Trzeciego. Sztuka ta nie udała się ani wcześniej, ani później żadnemu singlowi wydanemu pod szyldem Ultravox (najbliżej w UK był utwór „Vienna”, który w 1980 roku osiągnął 2. miejsce a w LP3 najwyżej zaszedł utwór „All Fall Down” z pożegnalnej płyty z 1986 roku). Z jednej strony fani Ultravox cieszyli się, że mają więcej muzyki do słuchania w duchu Ultravox, z drugiej strony solowy sukces Midge Ure’a zapowiadał rychły koniec Ultravox. Co, niestety, nastąpiło w roku kolejnym po wydaniu „U-vox”.

Jaka jest muzyka na „The Gift”? Bardzo bliska stylistyce Ultravox znanej z płyty „Lament”, wydanej rok wcześniej. Choć widać większe inklinacje Midge Ure’a w stronę pop rocka. Mamy tutaj cover Jethro Tull („Living The Past”), który brzmi jak oryginalny utwór Midge Ure’a. Są piękne synthpopowe ballady: tytułowa oraz „Wastelands”. Jest bardziej eksperymentalny i nostalgiczny numer „Edo”. Są też liczni goście zaproszeni na sesję, m.in.: Mark King (Level 42), Mark Brzezicki (Big Country). No i przede wszystkim jest wspomniany hit „If I Was”. Słucha się tego przyjemnie, choć całość szczególnie nie porywa. Ot, solidny, syntezatorowy pop z jednym miażdżącym przebojem. Ale dla fanów Ultravox jest to pozycja obowiązkowa. Zwłaszcza, że „The Gift”, to właściwie jedyna płyta Midge Ure’a wyraźnie nawiązująca brzmieniowo do twórczości Ultravox. Zaryzykowałbym tezę, że jest nawet bardziej „ultravoksowa” niz ostatnia płyta macierzystego zespołu „U-vox”.

To że Midge Ure powoli odchodził od synth popu to tak naprawdę nic dziwnego. Przecież ten szkocki wokalista i gitarzysta zaczynał karierę w punkowo-nowofalowych zespołach The Rich Kids i Silk. Przez kilka miesięcy był w 1979 roku gitarzystą… Thin Lizzy i nawet po dołączeniu do Ultravox i występach w ramach syntezatorowego Visage, współpraca z Philem Lynottem nie wygasła. Znając początki kariery Midge Ure’a (właściwie Jamesa Ure’a) zawsze dziwiłem się jak to się stało, że w latach 80. stał się jedną z ikon muzyki syntezatorowej. Ciekawostką niech będzie fakt, że niewiele brakowało, by Midge Ure został  wokalistą… Sex Pistols. Taką propozycję złożył mu w połowie lat 70. Malcolm McLaren. Na szczęście Midge Ure ją odrzucił. Na szczęście dla Sex Pistols i sceny new romantic :).

Wracając do płyty „The Gfit”. W 2010 roku płyta doczekała się dwupłytowej edycji specjalnej. Na pierwszym krążku znajdziemy oryginalny album. Na drugiej płycie jest sporo rarytasów, które w końcu zostały zgromadzone w jednym miejscu. Niestety, nie jest idealnie. Brakuje drugiego singla Midge Ure’a z 1983 roku pt. „After A Fashion”. Wprawdzie utwór jest, ale w wersji koncertowej z 1985 roku. Żeby mieć wersję studyjną, trzeba kupować którąś z licznych składanek Szkota. Nie ma również singlowej wersji przeboju Midge Ure’a z 1986 roku pt. „Call Of The Wild”. To drugi największy polski przebój wokalisty. Na Liście Trójki osiągnął 3. pozycję (w UK już tak dobrze mu nie poszło – doszedł do miejsca 27.). Zamiast wersji singlowej mamy wydłużoną wersję „Call Of The Wild” z maksisingla. Też dobrze, ale singlowa wersja również powinna się tu znaleźć. Poza tymi niedociągnięciami mamy zarówno pierwszy singiel z 1982 roku „No Regrets” wraz z utwoerem ze strony B pt. „Mood Music”, unikatowy cover Davida Bowiego pt. „The Man Who Sold The World”, wydany również w 1982 roku oraz bogaty zestaw stron B i utworów z maksisingli a także niepublikowane wcześniej nagrania koncertowe. Pozostaje pewien niedosyt, ale mimo braków „The Gift” (Remastered Definitive Edition) jest pozycją wartą uwagi, a dla fanów Ultravox pozycją obowiązkową. [7/10]

Andrzej Korasiewicz
27.03.2012