Depeche Mode, Łódź, Atlas Arena, 24.02.2014 r.

Depeche Mode, Łódź, Atlas Arena, 24.02.2014 r.

Depeche Mode w Łodzi – kilka subiektywnych uwag.

 To mój zaledwie trzeci koncert DM w życiu, ale z tych, które widziałem (2006 stadion Legii, 2010 Łódź) – najlepszy. Piszę „zaledwie”, bo dla fanów DM trzy koncerty to nic niezwykłego. „Depesze” w ciągu jednej trasy potrafią być na kilku-kilkunastu koncertach DM. A w samej Polsce DM byli już w 1985 roku (Warszawa), 2001 (Warszawa), 2006 (Katowice, Warszwa), 2010 (2 x Łódź), 2013 (Warszawa). Koncert w Atlas Arenie był zatem ósmym występem w Polsce (trzecim w Łodzi).

Depeche Mode stali się przez lata sprawnym, zawodowym zespołem koncertowym. Ich występy to gwarancja udanie spędzonego wieczoru i dobrze wydanych pieniędzy. Co ważne, Dave Gahan, Martin L. Gore, Andy Fletcher i muzycy towarzyszący to nie tylko profesjonaliści, którzy rzemieślniczo odgrywają swój show, ale również muzycy, którzy zostawiają serce na scenie. Oczywiście, raz jest trochę lepiej, raz trochę gorzej. Nie zawsze każdy ma „swój” dzień. Muzycy DM to tylko ludzie, którzy ulegają nastrojom, chorobom i zmagają się z różnymi przeciwnościami losu. Nie zawsze wszyskim będzie odpowiadać setlista. Czasami mamy również do czynienia z niedociągnięciami organizacyjnymi. Mimo że te ostatnie to „zasługa” organizatora, a nie zespołu, to również mogą wpływać na odbiór koncertu. Tym razem, organizator – firma Livenation – zafundowała odbiorcom prawdziwą saunę w Atlas Arenie. Nie wiemy z jakiej przyczyny nawiew powietrza nie funkcjonował prawie wcale. Widziałem przypadki, gdy ledwo żyli fani byli wyprowadzani przez służby medyczne z obiektu. Sam ledwo wytrzymywałem na widowni, mimo że znajdowałem się w sektorze T w dosyć wysokim rzędzie, gdzie fluktuacje powietrza były większe niż na płycie. Wśród fanów rodziły się różne przypuszczenia. Np. takie, że „sauny” zażyczył sobie sam zespół, gdyż Dave Gahan był przeziębiony. Brzmi trochę absurdalnie, ale nawet jeśli tak było, to ostatecznie Livenation ponosi odpowiedzialność za ukrop, który panował w Arenie. Na pewno jednak Depeche Mode mieli wczoraj swój dzień a zdecydowana większość odbiorców wyszła z Areny głęboko usatysfakcjonowana tym co zobaczyła i usłyszała.

Koncert rozpoczął się tak jak wszystkie inne na trasie promującej „Delta Machine”, czyli od intro oraz utworu „Welcome To My World” otwierającego również nowy album. Byłem bardzo ciekawy jak wypadną na żywo numery z tej płyty. Niestety, w praktyce okazało się, że zespół zagrał raczej „greatest hits” z całej swojej twórczości, bo nagrań z „Delta Machine” było jak na lekarstwo. A prawdziwym psikusem dla fanów był brak singlowego „Should Be Higher”, podczas któtego planowane było zaprezentowanie na trybunach napisu „LOVE” za pomocą włączonych wyświetlaczy telefonów. Akcja fanowska była dobrze przygotowana. Wydrukowano ulotki, w których opisane było kto ma świecić a kto nie, kiedy to ma nastąpić a nawet „jak świecić”. I tylko zabrakło „Should Be Higher”… Trochę szkoda, ale przecież na „greatest hits” też wszyscy czekali. Chyba gorzej byłoby, gdybyśmy usłyszali w całości „Delta Machine” i zabrakłoby starych hitów. Oprócz „Welcome To My World” z nowej płyty usłyszeliśmy jeszcze „Angel”, singlowy hit „Heaven” oraz „Slow” śpiewany przez Martrina L.Gore’a. Ten ostatni rozpoczął tradycyjny set Gore’a. Po „Slow” usłyszeliśmy jeszcze pięknie zaśpiewany „Blue Dress”. Nie jest tajemnicą, że Gore ma większe możliwości wokalne od Gahana. Z drugiej strony bez wokalu Gahana nie mielibyśmy Depeche Mode, więc obaj panowie są nieodzowni dla DM.

Moim zdaniem najlepiej wypadły: „Black Celebration”, „Policy Of Truth”, „Behind The Wheel”, „Personal Jesus” i finałowy, zagrany na bis „Never Let Me Down Again”. Niezbyt podobała mi się aranżacja innego numeru zaprezentowanego w ramach bisów „Just Can’t Get Enough”. Z drugiej strony Gahanowi udało się mocno rozkręcić przy tym numerze publiczność, dzięki czemu numer wydłużył się do rozmiarów chyba ponadplanowanych. Lubię numer „A Question Of Time”, ale ani razu nie udało mi się usłyszeć go na żywo w wersji, która byłaby dla mnie akceptowalna. Tym razem też nie. Przy utworze „Black Celebration” miała miejsce inna akcja fanowska – wypuszczenie czarnych baloników. W ferworze numeru nie zauważyłem ile tych balonów poleciało w skali całej areny. W moim sektorze balony były nieliczne.

Z mojego punktu widzenia koncert był genialny. Prawdziwe arcydzieło koncertowe sztuki pop. Genialne efekty wizualne, doskonale współgrające z muzyką. Świetna gra świateł i jedynie panujący w Arenie ukrop utrudniał nieco odbiór spektaklu. Dodam, że jestem w pełni zadowolony ze swojej miejscówki. Zupełnie nie przekonuje mnie stanie pod samą sceną przy barierkach. Miejsce miałem z samego brzegu trybuny, blisko wyjścia, więc droga ewakuacyjna była dobra. Na trybunach i tak wszyscy szybko wstali i gibali się w rytm muzyki. A jak się poczuło zmęczenie w nogach (starość nie radość ;]) można było elegancko usadowić się w fotelu. Widoczność była dobra, dźwięk dobry, detale można było zobaczyć na telebimach lub przy użyciu lornetki. Jeśli więc ktoś nie ma potrzeby bycia ściskanym przez wszystkich dookoła, by poczuć „wieź” z fanami, ale za to niewiele widząc (poza torsem Gahana rzecz jasna), to trybuna jest idealnym miejscem kontemplacji koncertu.

Dla Depeche Mode piątka z plusem za muzykę, zaangażowanie i cały spektakl. Dwója dla Livenation za saunę, którą zgotowała fanom no i za absurdalnie rozciągnięty „golden circle”, za który trzeba było płacić jak za zboże a który rozpościerał się do połowy płyty.

p.s. support – Choir of Young Believers. I to wszystko co mam do napisania na temat supportu. Na Off Festiwal „pasował”jak najbardziej. Ale wczoraj – nie ten dzień, nie ta muzyka, nie ten supoort.

Andrzej Korasiewicz
25.02.2014

setlista:

1. Intro
2. Welcome To My World
3. Angel
4. Walking In My Shoes
5. Precious
6. Black Celebration
7. In Your Room
8. Policy Of Truth
9. Slow (Martin)
10. Blue Dress (Martin)
11. Heaven
12. Behind The Wheel
13. A Pain That I’m Used To
14. A Question Of Time
15. Enjoy The Silence
16. Personal Jesus

bis:

17. But Not Tonight (Martin)
18. Halo
19. Just Can’t Get Enough
20. I Feel You
21. Never Let Me Down Again

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *