OMD, czyli jak połączyć brzmienie K. Stockhausena i Abby

Orchestral Manoeuvres in the Dark (OMD) jest jedną z bardziej rozpoznawalnych gwiazd synth popu lat 80. Zespół jest jednak niesłusznie wrzucany przez wielu do worka z napisem „banalny twórca hitów lat 80.”. A przecież OMD to grupa, która ma znacznie większe zasługi dla rozwoju muzyki, szczególnie elektronicznej. Przyjrzyjmy się więc bliżej duetowi założonemu w 1978 roku w Merseyside.

Zanim panowie Andy McCluskey i Paul Humphreys wydali w lutym 1980 roku debiutancki album pt. „Orchestral Manoeuvres in the Dark” szukali swojego miejsca na scenie muzycznie. Trzeba zacząć od tego, że obaj znali się jeszcze z czasów szkolnych. Najpierw próbowali swoich sił w różnych lokalnych zespołach, nie zawsze razem, by w 1978 roku złączyć swoje siły i powołać do życia OMD. Obaj zafascynowani byli brzmieniem Kraftwerk i twórczością Briana Eno. W tym czasie zainteresował się nimi Martin Hannett, współpracownik Tony’ego Wilsona, współtwórcy Factory Records. Przypomnijmy, że w tej samej wytwórni ukazywały się płyty Joy Division. Nie może więc dziwić, że początkowo OMD otwierała koncerty Iana Curtisa i spółki, choć wydawałoby się, że stylistycznie to jednak nieco inne światy. W maju 1979 roku nakładem Factory ukazało się też pierwsze wydawnictwo OMD – singiel „Electricity”, na którym na stronie B znalazło się nagranie „Almost”.

Mimo że singiel „Electricity” nie został odnotowany na listach przebojów, zespół jednak został dostrzeżony. Zainteresowała się nim m.in. gwiazda pierwszej wielkości ówczesnej sceny syntezatorowo-nowofalowej – Gary Numan, który zaproponował zespołowi supportowanie jego koncertów. Była to dla OMD duża szansa z której skrzętnie skorzystali. Kariera OMD nabrała rozpędu. W lutym 1980 roku ukazał się debiutancki album, który przyniósł grupie pierwszy większy przebój pt. „Messages” osiągając 13. miejsce listy najlepiej sprzedających się singli w Wielkiej Brytanii. A już w październiku tego samego 1980 roku wyszła druga płyta OMD pt. „Organisation” z singlem „Enola Gay”, który dotarł do 8. listy notowani singli w Wielkiej Brytanii.

W listopadzie 1981 roku na rynku ukazała się kolejna długogrająca płyta OMD pt. „Architecture & Morality”, która przyniosła grupie największy sukces zarówno komercyjny jak i artystyczny. Album zbierał dobre recenzje, zawierał materiał przemyślany, inteligentny a jednocześnie nie pozbawiony przebojowości. Płyta osiągnęła najlepsze miejsce na liście sprzedaży w UK w historii grupy a trzy single z niej pochodzące dotarły do Top 5 najlepiej sprzedających się singli w UK. Największy sukces odniosło „Souvenir”, które dotarło do 3. miejsce, „Maid Of Orleans” osiągnęło 4. pozycję.

Na kolejny,  czwarty już album przyszło nam poczekać trochę dłużej. Płyta „Dazzle Ships” ukazała się w marcu 1983 roku i była komercyjnym zawodem. Nie zebrała też dobrych recenzji krytyków. Album sprzedawał się gorzej, podobnie było z dwoma singlami, które promowały płytę. Po latach jednak „Dazzle Ships” zyskuje na wartości, podobnie jak singlowy „Telegraph”, który w 83 roku osiągnął zaledwie 42. pozycję na brytyjskiej liście singli.

Andy McCluskey przekonywał w tamtym czasie w wywiadach, że OMD chcieli połączyć brzmienie Abby i kompozytora K.Stockhausena, co miałoby świadczyć o ambicjach zarówno artystycznych, jakie muzycy mieli, jak i o chęci tworzenia zgrabnych przebojów. Ten motyw przewija się od początku w twórczości OMD. Z jednej strony mieliśmy w ich przypadku do czynienia z nowatorskim zastosowaniem syntezatorów i poszukiwaniem nowych brzmień. Z drugiej strony OMD potrafiło stworzyć zgrabne, wpadające w ucho przeboje. Z czasem, gdy przyszedł komercyjny sukces, na kolejnych płytach coraz więcej było poszukiwania przebojów a mniej nowatorskich brzmień syntezatorów. Choć wydana w kwietniu 1984 roku płyta „Junk Culture” wydaje się,  że jeszcze utrzymywała OMD w tym balansie między komercją a twórczością niezależną. Krążek jednak sprzedawał się  gorzej niż „Dazzle Ships”, ale za to zawierał hit „Locomotion”, który był jednym z lepiej sprzedających się singli w historii OMD. Na liście brytyjskiej dotarł do 5. miejsca.

Muzyka syntezatorowa jako taka wychodziła w połowie lat 80. z mody i straciła wydźwięk nowatorski. Syntezator stał się instrumentem jak każdy inny, używany przez wszystkich. Dlatego grupy opierająca swoje brzmienie tylko na syntezatorze zaczynały brzmieć archaicznie. Niemal każdy z wykonawców nurtu syntezatorowego, który wypłynął  w okolicy roku 1980, w połowie lat 80. przechodził kryzys, który albo kończył się rozwiązaniem zespołu albo dużymi zmianami stylistycznymi. OMD, jak się później okazało szedł pierwszą ścieżką, choć przedłużał swoją agonię skręcając w stronę mainstramowego popu. Tymczasem w 1985 roku ukazała się szósta płyta pt. „Crush”. Wyraźnie słabsza od poprzednich, zawierająca za to dwa chwytliwe single „So in Love” i „Secret”.  Trudno uwierzyć, ale w ósmym roku działalności, grupa w 1986 roku wydała swój siódmy album studyjny – „The Pacific Age”. Płyta zebrała jednak druzgocące recenzje. Nie udało się też utrzymać uznania publiczności. Płyta sprzedawała się słabo. Pewien sukces komercyjny odniósł singiel „(Forever) Live and Die”, który dotarł do 11. miejsca listy brytyjskich singli, ale już chwytliwy singiel „We Love You” osiągnął zaledwie 54. miejsca listy singli.

Po wydaniu „The Pacific Age” grupa dryfowała na rynku muzycznym, ale najwyraźniej nie miała pomysłu na to, co dalej. W drugiej połowie lat 80. pozostało niewielu zainteresowanych twórczością grup, które opierały swoje brzmienie na syntezatorze. Popularność wtedy zaczęły zdobywać formacje grające tzw. „pudel metal” – Bon Jovi, Europe, Poison. W dodatku grupa straciła dryg do pisania chwytliwych przebojów, próbowała za to upodabniać swoje brzmienie do wykonawców grających muzykę środka. W 1988 z zespołu odszedł Paul Humphreys, który nie był zadowolony z komercjalizacji brzmienia OMD. W następnym roku Humphreys  założył wraz z innymi byłymi współpracownikami OMD zespół The Listening Pool. Na placu boju pozostał sam Andy McCluskey, który nie rezygnując z szyldu OMD wydał w 1991 roku  album „Sugar Tax”. Płyta niespodziewanie odniosła spory sukces komercyjny docierając do 3. miejsca najlepiej sprzedających się albumów w UK a dwa single z niego dotarły do TOP 10 najlepiej sprzedających się singli. Album jednak nie brzmiał jak OMD. Muzyka nie zawierała pierwiastków bardziej ambitnych, straciła też charakterystyczny synthpopowy sznyt. Mieliśmy tutaj do czynienia z popem lub nawet muzyką dance i poza wokalem McCluskeya niewiele pozostało z oryginalnego brzmienia OMD.

Jeszcze gorzej było na dwóch kolejnych płytach wydanych przez McCluskeya pod szyldem OMD – „Liberator” z 1993 roku i „Universal” z 1996 roku. Na szczęście nie powtórzyły one sukcesu „Sugar Tax” i McClusky zaprzestał dalszego nagrywania jako OMD. W 1996 roku zespół oficjalnie zakończył działalność. Zanim to nastąpiło umiarkowanym przebojem stał się jeszcze utwór „Walking on the Milky Way”, który w 1996 roku dotarł do 17. miejsca listy brytyjskich singli.

W 2006 roku po 10 latach od zniknięcia nazwy OMD z show-biznesu, doszły słuchy o reaktywacja grupy w oryginalnym składzie. I rzeczywiście to nastąpiło. Od początku mówiło się nie tylko o wspólnych planach koncertowych, reedycji płyty „Architecture & Morality”, ale też o nowym materiale. To zrealizowało się jednak dopiero po kilku latach. W 2010 roku ukazał się album „History of Modern”, na którym znalazły się nowe kompozycje, ale też utwory starsze, które nigdy nie zostały nagrane i wydane. Jednym z nich jest „Sister Marie Says” oryginalnie napisany w roku 1981, a wydany dopiero na „History of Modern”.

OMD na dobre wróciło na scenę, choć dzisiaj jego nowe propozycje trafiają głównie do starych fanów, którzy szukają z sentymentu nowych nagrań, które brzmią jak „te dawniej”. Paul Humphreys i Andy McCluskey nie zrażają się tym jednak wydając kolejne albumy: „English Electric” w 2013 roku i „The Punishment of Luxury” w 2017 oraz grając koncerty. Panowie odwiedzili też kilka razy Polskę i najwyraźniej nie myślą nawet o emeryturze.

Andrzej Korasiewicz

27.05.2020

Ultravox – Brilliant

Ultravox – Brilliant
2012 EMI Records Ltd

1. Live 4:11
2. Flow 4:24
3. Brilliant 4:22
4. Change 4:30
5. Rise 4:04
6. Remembering 3:43
7. Hello 5:40
8. One 4:43
9. Fall 4:07
10. Lie 4:35
11. Satellite 3:58
12. Contact 4:31

Ta płyta miała się nigdy nie ukazać. Midge Ure porzucił ideę tworzenia muzyki pod szyldem Ultravox w 1986 roku i bardzo długo nic nie wskazywało na to, żeby miał zmienić zdanie. Dwie płyty wydane przez Billy Currie w latach 90. pod szyldem Ultravox były rozczarowaniem. Po tym niepowodzeniu nazwa Ultravox, wydawało się, przeszła ostatecznie do historii muzyki elektronicznej. A jednak! Po 18 latach od ostatniej studyjnej płyty wydanej pod nazwą Ultravox („Ingenuity”) i 26 lat od „U-Vox” uznawanej za ostatnią płytę „prawdziwego” Ultravox, ukazuje się premierowy materiał odrodzonego w 2010 roku klasycznego składu angielskiego klasyka new romantic.
Panowie rozkręcali się powoli. Wszystko zaczęło się od reedycji klasycznych płyt Ultravox jako „remaster definitive edition”, które sukcesywnie od 2008 roku ukazywały się na rynku. W 2009 roku muzycy oficjalnie ogłosili reaktywację i ruszyli na krótką trasę koncertową „Return to Eden”. W kolejnym roku – 2010 – ukazuje się materiał zarejestrowany podczas trasy w formie płyt CD i DVD pt. „Return to Eden: Live at the Roundhouse”. W końcu odrodzony Ultravox ogłasza, że rozpoczęły się prace nad nowym materiałem. Czym zelektryzował wszystkich starych fanów Ultravox. Przyznam, że nie wierzyłem, iż ta płyta się ukaże. Gdyby jednak miała się ukazać, obawiałem się, że panowie nie spełnią nadziei, jakie pokładali w nazwę Ultravox fani grupy.

I w końcu jest. Premierowy materiał emerytowanych „nowych romantyków”. Jaki jest? Genialny? A może kiepski? Gdy usłyszałem tytułowy „Brilliant”, który jako pierwszy dotarł do naszych uszu miałem bardzo mieszane uczucia. Z pewnością nagranie brzmiało jak stare Ultravox, ale wokal Midge Ure’a nie miał już tej energii co kiedyś. Nie ma się co dziwić, bo Midge w tym roku kończy 59 lat, więc młodzieńcem już nie jest, choć starcem jeszcze też nie. To nie jest wypominanie wieku, ale obiektywne stwierdzenie, że każdy się starzeje i nawet nowe płyty dziadków z Rolling Stones nie brzmią tak samo jak te z lat 60. Patrząc z tej perspektywy nowa płyta Ultravox jest genialna.

Czy „Brilliant” dotrze do młodzieży? czego szuka młody człowiek nasto- i dwudziesto- letni słuchający muzyki? Przypomnijmy sobie jak to było, kiedy miało się te 15-20 lat lub kilka więcej. Muzyka musiała być „energetyczna” (nawet jeśli to był ambient) i nowatorska. Gdy posłuchać propozycji współczesnych młodzieżowych zespolików indie, nie można im zarzucić braku energetyczności. Są młodzi, więc mają siłę. Jednak to, co sami uważają za nowatorstwo to najczęściej epigońska kompilacja tego, co było. No choćby nie wiem jak bardzo chcieli, to żaden współczesny zespolik czy projekt młodzieżowy – elektroniczny, „niezależny”, popowy, rockowy czy jakikolwiek inny – nie jest w stanie wznieść się ponad ideę kompilatorstwa, epigoństwa i w najlepszym razie dooskonalenia rzemiosła. Problemem tych młodych zespołów jest najczęściej to, że oni o tym nie wiedzą sądząc w swojej naiwności, że właśnie wynaleźli proch. A przecież wyważają jedynie otwarte drzwi.

„Brilliant” też nie jest płytą nowatorską. Nie jest też zbytnio energetyczna. Nowa płyta Ultravox jest albumem DOSTOJNYM. To jest powrót do przeszłości i kontynuacja stylu, którego rozwój zboczył po wydaniu płyty „Lament”. „Brilliant” brzmi jak następca „Lament” (1984), ale z powodu upływu niemal 30 lat brzmi inaczej, niż gdyby ukazał się w 1986 roku zamiast „U-vox”. W 1986 roku połączenie pomysłów z „Brilliant”, „U-vox” i solowych poszukiwań Midge Ure’a możliwe, że dałoby płytę wbijającą w fotel, będącą opus magnum Ultravox. Ale tak się nie stało a moje dywagacje to swoiste „musical fiction”. Bo „Brilliant” świadczy o geniuszu Ultravox. Nagrać po niemal trzydziestu latach płytę w stylu, za który kochali ten zespół wszyscy w latach 80. tego nie umie nawet Depeche Mode. Z drugiej strony po wysłuchaniu nowego dzieła Mistrzów ze trzydzieści razy cały czas odczuwam niedosyt. Czegoś mi tutaj brakuje. Prawdopodobnie czasu, który upłynął od wydania „Lament”. Ale tego nie da się nadrobić.

Dla kogo jest ta płyta? Dla tych, dla których czas muzyczny zatrzymał się w latach 80. i którym brakuje nowych płyt (bo lata 80. już się skończyły i dzisiaj nikt już tak nie gra). Dla tych, którzy kochają synth pop z lat 80., którzy urodzili się za późno, by posmakowac tej muzyki jako teraźniejszej. „Brilliant” jest teraźniejszą muzyką z lat 80. Co więcej nie mamy tutaj do czynienia z jakimiś młodzieżowymi epigonami, którzy usilnie starają się odtworzyć tamten styl, siłą rzeczy nie mogąc tego zrobić, bo muszą przede wszystkim wypracować własny styl, a ten musi być stylem odmiennym od muzyki tworzonej w latach 80. Mamy do czynienia z zespołem, który kreował styl lat 80. i powraca z muzyką dokładnie w tamtym duchu. Czego nie udało się dokonać, mimo szumnych zapowiedzi, nawet Depeche Mode, że się powtórzę.

Zarzuty do płyty? Jest trochę zbyt mdło. Zalatuje chwilami miałkim pop rockiem, ale tylko trochę, nie w każdym miejscu i można udać, że się tego nie słyszy. Słucham „Brilliant” od dwóch tygodni po kilka razy dziennie i cały czas waham się. Bardzo mi się podoba, ale… A może coś więcej o samej muzyce? Niedoczekanie wasze. Sami posłuchajcie! [8/10]

Andrzej Korasiewicz
10.06.2012

Style w muzyce – wolna interpretacja

Style w muzyce – wolna interpretacja

Gatunki w muzyce, czyli szufladki, to coś z czym nie wiadomo do końca co zrobić. Większość fanów podchodzi do szufladek muzycznych jak do jeża. Niby są potrzebne, ale lepiej się do nich nie zbliżać. Krytykowanie podziałów jest zawsze w modzie, a ci którzy dzielą muzykę na kategorie i style są łatwym obiektem ataków.

I nie ma w tym nic dziwnego. No bo do jakiego stylu zaliczyć np. Kraftwerk? Wydawałoby się, że nie powinno być z tym problemów. A jednak. Czy Kraftwerk to electro? elektronika ? ambient? postindustrial? preindustrial? a może kraut rock? Po trosze wszystko…

Wielu popuka się w czoło i powie. No właśnie, po co dzielić muzykę? Mamy dzisiaj mozaikę różnych styli i prawie nie ma wykonawców, którzy tworzą jednorodną stylistycznie muzykę. Nie lepiej dzielić ją po prostu na dobrą i złą? To brzmi efektownie. Niech liczy się tylko muzyka dobra i zła. No tak… Ale przecież różnica np. między muzyką Andrzeja Jagodzińskiego a wspomnianym Kraftwerk jest wyraźna. I jedna i druga jest dobra, ale miłośnik Jagodzińskiego niekoniecznie musi polubić Kraftwerk. Nie znaczy to, że nie może, ale nie każdy miłośnik jazzu lubi muzykę elektroniczną. I vice versa. A jak początkujący fan jazzu może dowiedzieć się o tym, czy Kraftwerk gra muzykę podobną do Jagodzińskiego? Ano właśnie z opisów zawierających autorytatywne stwierdzenia w rodzaju” „to kawałek dobrego jazzu” , „niezłe electro”… Czyli właśnie dzięki podziałowi na style.

Człowiek jest zwierzęciem rozumnym. Umie nazywać rzeczy, idee i opisywać sztukę. Nie każdy musi to robić. Ale taki obowiązek mają dziennikarze. To jest powinność wobec czytelnika. Trzeba nazywać i opisywać, chociażby po to, żeby ktoś mógł to zanegować;). Po to, żeby czytelnik mógł stwierdzić, że recenzent X jest idiotą, bo przecież Nuspirit Helsinki nie gra nu jazzu, ale easy listening. A może właśnie gra? Nie wiem ;).

Niniejszy artykuł jest nieśmiałą i nieudolną próbą uporządkowania tego o czym piszemy na Alternativepop.pl. Podział na gatunki jest umowny. Opisy stylistyk należy mimo wszystko przyjmować z przymrużeniem oka. Mają one jedynie służyć jako drogowskaz dla tych, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z muzyką.

Definicje nie mają charakteru encyklopedycznego. Opisy stylistyk opracowałem na podstawie własnego doświadczenia. Termin „Drum`n`bass” wyjąłem w całości ze strony clubtechno.pl (lepiej bym tego nie napisał). Cytat z Briana Eno oraz dane faktograficzne pochodzą z Wikipedii (wykorzystywane z należytym krytycyzmem ;)).

Ambient – muzyka otoczenia odkryta w ramach popkultury w latach 70. przez Briana Eno. Brian Eno tak opisywał swoje odkrycie muzyki ambient: „W styczniu 1975 roku miałem wypadek samochodowy. Nie byłem ciężko ranny, ale musiałem leżeć w łóżku na wznak i byłem unieruchomiony. Moja przyjaciółka, Judy Nylon, odwiedziła mnie wtedy i przyniosła płytę z XVIII wieczną muzyką na harfę. Kiedy już wyszła, z wielkim trudem nastawiłem płytę i położyłem się z powrotem. Okazało się, że wzmacniacz nastawiony był na minimalną głośność i jeden kanał był kompletnie głuchy. Ponieważ nie miałem siły, by się podnieść i wyregulować głośność, dźwięki dochodzące z głośnika były na granicy słyszalności. Wtedy zdałem sobie sprawę, iż można słuchać muzyki w zupełnie inny sposób: traktować ją jako element otoczenia, w ten sam sposób, co kolor światła i dźwięk deszczu.” Ambient najczęściej jest związany z twórcami muzyki elektronicznej. Wykorzystywany przez organizatorów techno parties do specjalnych „chill-out-rooms”, gdzie odpoczywano po intensywnym ruchu na parkiecie. (Future Sound of London, Biosphere)

Cold wave (zimna fala) – jeden z nurtów postpunkowej stylistyki „new wave”. Mianem tym określano wykonawców nagrywających w pierwszej połowie lat 80-tych prostą muzykę postpunkową o charakterystycznym „zimnym” klimacie. Zespoły cold wave wykorzystywały często w swoim instrumentarium elektronikę (automat perkusyjny, klawisze). Stylistyka szczególnie popularna była w Polsce (i to właśnie głównie w Polsce przyjął się termin „cold wave”). Słynna była scena rzeszowska (1984, Milion Bułgarów, Aurora). (The Cure, Siouxsie and The Bansheese, X-mal Deutschland)

Crossover – nie jest to nazwa żadnej odrębnej stylistyki, ale określenie nadawane muzyce, która łączy cechy dwóch lub większej liczby gatunków muzycznych. Np. „nu metal” to crossover ciężkiego rocka i hip hopu, a Ministry to crossover electro i metalu.

Dark ambient – mroczna, postindustrialna odmiana ambientu. Z pierwotnymi założeniami ambientu Briana Eno wbrew nazwie ma mało wspólnego. Dark ambient jest muzyką niepokojącą, mroczną i dołującą, pozbawioną rytmu i melodii (dwie ostatnie cechy to chyba jedyne podobieństwo do klasycznego ambientu). Stylistyka uważana jest za kontynuację industrial music. (Lustmord, Raison D’ertre, wytwórnia Cold Meat Industry)

Dark electro – styl, który wyewoluował z electro-industrialu. Charakteryzuje się bardzo szybkim bitem i mocnymi przesterowaniami wokalu. (Cenobita, Hocico, God Module)

Dark wave (1) – mroczna odmiana electro. Mianem dark wave nazywani są wykonawcy, którzy łączą w sobie bit wzięty z EBM-u z mrocznym (nieprzesterowanym) wokalem. W muzyce jest dużo melodii, bitu i mroku. Czasami mroczne electro połączone jest z operową, patetyczną manierą (Die Form), czasami jest bardziej agresywne i zbliża się do electro-industrialu (Das Ich). (Diary of Dreams, Deine Lakaien, Diorama, Die Form, Das Ich).

Dark wave (2) – inaczej electro-gotyk. Wykonawcy wywodzą się ze sceny goth/wave. Charakterystyczne jest zastosowanie bitu i elektroniki. Głównym celem jednak jest wywołanie mrocznej i dołującej atmosfery. Elektronika jest jedynie dodatkiem budującym nastrój mroku. Zespoły z tego kręgu, w przeciwieństwie do grup, które można zaliczyć do „dark wave (1)”, najczęściej używają gitar. (Midnight Configuration, Suspiria)

Dark wave (3) – mroczna odmiana new wave o akustycznym, ambientalno-postrockowym charakterze. (Endraum)

Death rock – amerykańska wersja rocka gotyckiego. Rozwijała się w USA od początku lat 80-tych na uboczu głównego nurtu gotyku brytyjskiego. Charakterystyczne dla death rocka jest łączenie stylistyki czysto punkowej z fascynacją gadżetami z filmów grozy i horroru. Z czasem wykształciła się stylistyka zwana horror punkiem. Do sceny death rockowej zaliczani są wykonawcy wykonujący muzykę czysto punkową, którzy mają gotycki image. (Christian Death i Kommunity FK)

Digital HC (digital hard core) – agresja HC/punk połączona z motorycznościa i rytmiką techno. Rodzaj techno-punka, ale znacznie bardziej akresywnego i rockowego niż np. Prodigy. Najważniejsi twórcy tej muzyki skupieni są wokół wytwórni Digital Hardcore Recordings. (Atari Teenage Riot, Alec Empire, Hanin Elias)

Drum`n`bass – styl wywodzący się ze sceny techno. Opiera się na połamanym rytmie (ang. „break-beat”; rytm synkopowany tzn. akcentowany pomiędzy miarami), samplach i na niskotonowym, poddźwiękowym basie (nie tyle słyszalnym, co odczuwanym przez ciało – tzw. infra sound). Powstał w 1993 roku i oficjalnie uważa się, że jest to jedyny styl całkowicie wyprodukowany i wypromowany przez Brytyjczyków. Z czasem stał się popularny i dotarł także za ocean. Pierwsi twórcy drum’n’bass to muzycy czarnoskórzy obracając y się w klimatach break-beat’u, hip-hop’u czy reggae. (Roni Size, Dj Krust, LTJ Bukem, Ed Rush, Optical, Photek)

EBM (electronic body music) – styl powstały w połowie lat 80-tych na przecięciu industrialu, electro (Kraftwerk) i synth pop (Human League, OMD, Depeche Mode). Charakteryzuje się motorycznym bitem, brakiem przesterów wokalu i brakiem gitar. Protoplastami byli wykonawcy wywodzący się ze sceny industrial oraz eksperymentalnej elektroniki – DAF, Cabaret Voltaire. Rozwinięciem EBM był electro-industrial (electro 2). Niemiecki Die Krupps, który zaczynał od klasycznego EBM inspirowanego DAF, z czasem stał się czołowym przedstawicielem rocka industrialnego. (Nizter Ebb, Front 242, Spetsnaz, Klinik, Vomito Negro, Neon Judgement)

Electro (1) – styl zapoczątkowany ma przełomie lat 70-tych i 80-tych przez Kraftwerk z jednej strony i wykonawców z kręgu funk z drugiej strony. Syntezatory ociekające funkowym groovem, albo funk podrasowany syntezatorami. Tym rodzajem electro inspirowali się twórcy z kręgu hip hop i techno, ale także EBM i electro clash. (Afrika Bambaata, Grandmaster Flash)

Electro (2) – inaczej electro-industrial. Styl wywodzący się wprost z EBM. Narodził się na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Jego rozwinięciem jest dark electro. Charakteryzuje się dużą melodyjnością, szybkim bitem i mocnymi przesterami wokalu. (Project Pitchfork, Suicide Commando, :Wumpscut:, Front Line Assembly)

Electro clash – styl wypracowany w XXI wieku na fali mody na lata 80-te. Nawiązuje do modnego techno popu, ale ma mocno falowy i drapieżny charakter. Postpunkowy techno pop. (Miss Kittin, Crossover, Fischerspooner, Tiga)

El-muzyka – muzyka stworzona przez pionierów rocka elekronicznego na przełomie lat 60-tych i 70-tych. Do el-muzyki są zaliczane takie nurty jak „szkoła berlińska” (Klaus Schulze, Tangerine Dream) i „grupa z Düsseldorfu” (Kraftwerk). Stylistyka początkowo powiązana była z wykonawcami z kręgu kraut rocka. Z czasem wyewoluowała w stronę bardziej komercyjną (Jean Michel Jarre), ale stała się też inspiracją dla bardziej awangardowych twórców (industrial). Charakterystyczne dla wykonawców z tego kręgu są rozbudowane kompozycje elektroniczne, najczęściej pozbawione rytmu i melodii oraz wokali. Vangelis nagrywał również płyty wokalno-popowe, a Jean Michel Jarre z czasem wyspecjalizwał się w prezentowaniu gigantycznych spektakli muzyczno-wizualnych. (Tangerine Dream, Klaus Schulze, Vangelis, Jean Michel Jarre)

Emo (emocore, hardcore emo, emo violence) – to skrót pochodzący od angielskiego słowa „emotional”. Termin stosuje się do określenia wykonawców z kręgu HC/punk, których kompozycje są naładowane dużą dawką emocji. Uważa się, że styl emo narodził się w połowie lat 80-tych w Stanach Zjednoczonych. (Jimmy Eat World)

Emotronika – krótkotrwała nazwa nadana przez dziennikarzy niektórym przedstawicielom nowej elektroniki (IDM), których cechowało naładowanie zimnej, komputerowej muzyki duża dawką emocji. (Mum, Isan, Boards of Canada)

Future pop – styl wylansowany przez speców od marketingu w niezależnych wytwórniach wydających synth pop i electro na początku XXI wieku. Muzyka na przecięciu synth popu i EBM. Synth pop podrasowany bitem, bez przesterowanego wokalu z dużą dawką melodii. (Seabound, Angels and Agony, VNV Nation)

Hardcore punk – radykalna, szybka odmiana punk rocka zbliżająca się do heavy metalu, która narodziła się na początku lat 80-tych w USA. Hardcore to również określenie stylu życia, który odrzuca nihilistyczne hasła punk. Najbardziej skrajną odmianą HC/punk jest ruch „straight edge”, polegający m.in. na odrzuceniu picia alkoholu, palenia tytoniu, zażywania narkotyków, uprawiania przypadkowego seksu oraz jedzenia mięsa (wegetarianizm, weganizm). (Black Flag, Minor Threat, D.O.A., GBH, Bad Religion)

Harsh electro – mocniejsza wersja dark electro. Wokal jest jeszcze bardziej przesterowany (trudno zrozumieć tekst wykrzykiwany przez wokalistę). (Hocico, Grendel, Amduscia)

House – styl, który wykształcił się w Chicago (klub Warehouse) w latach 80-tych, choć jego początki wiążą się z nowojorskim kluben „Loft”. House wywodzi się wprost z muzyki disco. Zminimalizowana została w nim rola wokalu. (Basement Jaxx)

IDM (intelligent dance music) – muzyka, która narodziła się na początku lat 90-tych XX wieku. Wywodzi się ze sceny eksperymentalnego techno. Nazwa jest ściśle związana z brytyjską wytwórnią WARP. Prekursorami IDM są tacy artyści jak: Richard D. James, Autechre, Plaid, Speedy J i inni, których nagrania znalały się na legendarnych już albumach „Artificial Intelligence I” i „Artificial Intelligence II” wydanych przez Warp. W nazwie IDM, słowo „dance” sugeruje związek muzyki ze sceną „techno”, a słowo „intelligent” daje do zrozumienia, że tak naprawdę tańczyć się przy niej nie da (choć znajdą się i tacy, którzy to potrafią) i że jest ona przeznaczona dla „inteligentów”. Charakterystyczny dla IDM jest brak wokali. Niektórzy określają IDM mianem „plumkającej elektroniki”. Z czasem wykonawcy zaliczani do IDM zaczęli kolaborować z innymi odmianami techno (drum n’bass, house, minimal) oraz eksperymentalnej elektroniki (glitch, ambient). Dzisiaj trudno nadążyć za ciągle pojawiającymi się a po 2 sezonach znikającymi nazwami podgatunków nowej muzyki elekronicznej. Marketingowym wymiarem IDM-u jest nazwa „nowe brzmienia”, do której zaliczani są różni wykonawcy powiązani ze sceną techno, ambient i posttechno. Terminy, które można wiązać z IDM: click n’cuts, illbient, drill n’bass i wiele innych. W literaturze techno wykonawców z kręgu IDM określa się często mianem „ambient techno”. (Autechre, Aphex Twin, LFO, Plaid, Black Dog)

Illbient – odjechana odmiana IDM, podobna do ambientu. Illbient to chore dźwięki, hałasy, muzyka chaotyczna, mroczna i niepokojąca. Konwencja ta jest wykorzystywana w nagraniach różnych wykonawców.

Indie – mglisty termin rozumiany różnie przez różne pokolenia miłośników muzyki. Na pewno nie jest to oznaczenie żadnej konkretnej stylistyki (choć na stronie Allmusic.com, będącej rodzajem największej sieciowej encyklopedii muzycznej, stosowany jest w tym znaczeniu często). Ja się z nim po raz pierwszy zetknąłem w latach 80-tych. Wówczas terminem „indie” posługiwano się na określenie wykonawców wydawanych przez małe, niezależne wytwórnie. Niezależne od wpływów dużych koncernów muzycznych, których jedynym celem działalności jest zysk. Wytwórnie „indie” miały odróżniac się tym, że celem ich działalności miało być wydawanie dobrej muzyki. Wykonawcy zaliczani do „indie” najczęściej wywodzili się ze sceny postpunk. Pod hasłem „indie” wydawano jednak również płyty z muzyką etniczną, elektroniczną i czymś co można dzisiaj nazwać „nowymi brzmieniami”. Z czasem termin „indie” zaczęto używać w sposób całkowicie niekontrolowany. Stał się on etykietką w sklepach muzycznych, za którą ukrywano często wykonawców z głównego nurtu show-biznesu. Dzisiaj termin „indie” według mnie nie oznacza nic konkretnego, ponieważ zaliczani są do niego zarówno twórcy brit popu, jak i tacy mainstreamowi wykonawcy tacy jak Placebo. Słowo „indie” często wiązane jest z serwisem www.pitchforkmedia.com. Termin „indie” można jednak używać po prostu jako synonim twórczości niezależnej. Warto jednak zawsze zaznaczać co się ma na myśli 😉

Industrial – muzyka i filozofia zapoczątkowana przez Genesisa P.-Orridge’a, zespół Throbbing Gristle oraz wytwórnię Industrial Records. Początków „kultury industrialnej” można doszukiwać się w końcu lat 60-tych XX- ego wieku w działalności performerskiej grupy Coum Transmissions założonej w 1969 roku przez Genesisa P.-Orridge’a i Cosey Fani Tutti. Autorzy industrialni nawiązywali do filozofii futurystów, a muzycznie inspirowali się dokonaniami m.in. Johna Cage’a, Karlheinza Stockhausena a także twórców kraut rocka (Neu!, Faust, C(K)luster, Kraftwerk). Industrial był muzycznie niejednorodny. Charakterystyczne było używanie odgłosów pracującej fabryki i samplowanych zgiełków wziętych z przemysłowego otoczenia. Z industrialu wywodzi się wiele różnych stylistyk i gatunków (EBM, rock industrialny, noise, dark ambient, neofolk). Ludzie indentyfikujący się z industrialem uważają, że współczesną kontynuacją industrial music są dokonania twórców noise i dark ambient. (SPK, Cabaret Voltaire, Throbbing Gristle, Psychic TV, Einsturzende Neubauten)

Izolacjonizm – odmiana dark ambientu, charakteryzuje się niesamowicie mroczną atmosferą, przeważnie bazującą na ultra niskich dronach. (Illusion of Safety)

Krautrock – eksperymentalna muzyka elektroniczna wyrosła z rocka na przełomie lat 60-tych i 70-tych w Niemczech. Inspirowali się nią twórcy industrial, ale też techno. Bezpośrednią kontynuacją jest el-music. Nazwa krautrock jest wtórna w stosunku do całego ruchu i rozpowszechniła się dopiero w latach siedemdziesiątych. (Neu!, Can, Kraftwerk, Tangerine Dream, Faust)

Neofolk (apocalyptic folk, dark folk) – styl wywodzący się częsciowo z postpunkowej muzyki falowej (new wave), a częściowo z industrial music. Neofolk to spokojna, akustyczna muzyka (stąd zapewne folk w nazwie) o melancholijnym, lekko mrocznym charakterze. (Death in June, Current 93)

New beat – krótkotrwała nazwa funkcjonująca w drugiej połowie lat 80-tych na określenie wykonawców z kręgu belgijskiej nowej, bitowej, postindustrialnej elektroniki. W praktyce mianem „new beat” nazywani byli ci sami wykonawcy, do których stosowano termin EBM.

New romantic – sztandarowa muzyka i moda lat 80-tych kojarzona z syntezatorowym popem i specyficzną modą na kicz, makijaże i kolorowe ciuchy. Termin „new romantic” został użyty po raz pierwszy w 1981 roku przez Richarda Jamesa Burgess`a (były producent płyt Spandau Ballet; późniejszy perkusista na ich albumie „Strip”). Później zaczęto go przypisywać scenie muzycznej, która wyłoniła się z jednego z klubów zachodnich przedmieść Londynu, gdzie od 1978 roku Steve Strange, Rusty Egan oraz Chris Sullivan organizowali imprezę pod nazwą „Bowie Night”. Impreza była stylistycznie połączeniem mody na glam oraz na nową elektroniczną muzykę taneczną. (Ultravox, Visage, Duran Duran, Spandau Ballet, Human League, Soft Cell).

New wave – styl wyrosły na przełomie lat 70-tych i 80-tych na bazie muzyki punkowej. Można rozumieć ten termin wąsko, jako nurt w brytyjskiej muzyce wyrosłej z punk rocka, albo szerzej jako określenie dla wszystkich wykonawców z kręgu postpunka (wtedy do new wave można także zaliczyć wykonawców określanych mianem „cold wave”). New wave było terminem, który przypisano wykonawcom tworzącym postpunkową muzykę na Wyspach Brytyjskich. We Francji przyjął się termin „cold wave”. W Polsce używano obu określeń (choć o wiele popularniejszy był „cold wave”). Termin „new wave” najprawdopodobniej powstał jednak w USA. wymyślił go Seymour Stein, kierownik wytwórni Sire, który chciał sprzedać na rynku zespoły będące weteranami punkowej sceny CBGB (popularny wówczas klub w Nowym Jorku). Macherzy w rozgłośniach radiowych uważali wtedy, że punk to przejściowa moda i nie grali takiej muzyki, opierając się na disco. Seymour wprowadził więc termin „new wave”, który początkowo był określeniem zespołów punkowych i miał zachęcić do zainteresowania nową muzyką. Z czasem „new wave” stał się terminem określającym bardziej ambitnych przedstawicieli punk rocka, którzy tworzyli złożone i inteligentnjsze kompozycyje. Z tego kręgu wywodzą się też protoplaści rocka gotyckiego. (Television, Bauhaus, XTC, Wire).

Noise (1) – elektroniczna atonalna muzyka pozbawiona bitu, melodii, rytmu i wokalu. Same trzaski, szumy, sprzężenia i hałasy. Uważa się, że jest kontynuacją pierwotnego industrialu. (Merzbow, Massonna)

Noise (2) – rockowa odmiana muzyki postpunkowej wywodząca się z eksperymentalnej sceny HC/punk. Charakterystyczne są w niej gitarowe sprzężenia i atonalne kompozycje. (Sonic Youth, Neurosis, Shellac)

No wave – amerykańska stylistyka, która narodziła się w drugiej połowie lat 70-tych XX w. jako opozycja do punku i new wave, jednocześnie pozostając w związku z tymi nurtami. Chartakterystyczne było brudne, rockowe brzmienie z dużą dawką sprzężeń gitarowych, skręcające w stronę atonalności. Twórcy no wave wywarli duży wpływ na amerykański underground i noise rock. (Mars, DNA, Teenage Jesus and the Jerks, Lydia Lunch)

Nowe brzmienia – termin stosowany głównie przez działy sprzedaży sklepów płytowych oraz niektórych dziennikarzy. Pod pojęciem tym rozumie się nową muzykę elektroniczną wywodzącą się ze sceny klubowej (techno, electro, house) a także eksperymentalnego techno. Ponieważ termin jest mglisty w działach „nowe brzmienia” w sklepach płytowych można natrafić również na muzykę electro-industrial, nowy rock spod znaku Franz Ferdinand, a nawet klasykę nowej fali i industrialu. I nie zawsze to wynika jedynie z ignorancji sprzedawców.

Nu jazz – stylistyka, która wyewoluowała z IDM i drum n’bass. Jazz tworzony przy pomocy komputerów i elektroniki. (Nuspirit Helsinki)

Postindustrial – słowo pomocnicze używane na określenie wykonawców, którzy nawiązują do tradycji pierwotnego industrialu z przełomu lat 70-tych i 80-tych (Throbbing Gristle, SPK), ale są następnym pokoleniem twórców. Termin najczęściej jest używany w stosunku do wykonawców (dark) ambientowych lub takich, których trudno jednoznacznie zaklasyfikować stylistycznie, ale brzmieniowo wyczuwa się w nich industrialną atmosferę. Termin może być też stosowany do wykonawców, którzy tworzyli kiedyś muzykę industrialną, ale dzisiaj są zainteresowani inną stylistyką. Mimo tego w ich twórczości wyczuwany jest industrialny klimat. Określenie ma w dużym stopniu wymiar intuicyjny.

Post rock – termin użyty po raz pierwszy w połowie lat 90-tych XX wieku. Stosuje się go do grup, które używając tradycyjnych dla muzyki rockowej instrumentów, tworzą muzykę wychodzącą poza schemat rocka. Albo odwrotnie, stosując elektroniczne strategie, zachowują zręby rockowo-piosenkowej kompozycji. Wykonawcy często kolaborują ze stylistyką jazzową, ambient i techno. Charakterystyczny jest mniejszy nacisk na rytm, dynamizm i melodyjność, a większy na senny, nieco psychodeliczny lub eteryczny klimat, podrasowany elektroniką. Niektórzy wykonawcy zdecydowanie ciążą w stronę muzyki awangardowej. (Tortoise, Godspeed You! Black Emperor, Mogwai, Sigur Rós)

Power noise (rhythm noise) – styl na przecięciu electro-industrialu i noise’u. Charakteryzuje się najczęściej brakiem wokalu (lub mocnymi przesterami) oraz motorycznym bitem bardzo mocno zabrudzonym szumami, trzaskami, sprzężeniami i innymi atonalnymi dźwiękami. Muzyka rhythm noise jest rytmiczna, sporadycznie melodyjna. W wydawaniu takich wykonawców specjalizuje się beglijska wytwórnia Ant Zen. (Hypnoskull, Celluloid Mata)

Punk rock – słowo „punk” oznacza w języku angielskim m.in. coś zgniłego, bezwartościowego, śmieć, dziwkę, szczeniaka, gówniarza itp. W kontekście muzyki rockowej było używane od połowy lat 60-tych XX w. na określenie amatorskich zespołów, przedstawicieli tzw. rocka garażowego. Później zostało przypisane do stylistyki, która narodziła się w drugiej połowie lat 70-tych jako odpowiedź na pretensjonalną twórczość przedstawicieli art rocka. Tak rozumiany punk to prymitywna muzyka o zredukowanym instrumentarium ograniczonym do gitary, perkusji oraz gitary basowej. Charakterystyczny dla zespołów punkowych jest wrzeszczący wokalista, który wrzeszczy najczęściej dlatego, że nie potrafi śpiewać. To samo można zresztą powiedzieć o instrumentalistach, którzy są zaprzeczeniem wirtuozerii. Trzy akordy to często szczyt ich możliwości artystycznych. Zdarzało się, że decyzja o założeniu zespołu punkowego poprzedzała proces nauki gry na jakimkolwiek instrumencie. Pierwsze zespoły punkowe pojawiły się w połowie lat 70-tych w trzech różnych miejscach: The Ramones w Nowym Jorku (USA), The Saints w Brisbane (Australia) i Sex Pistols, The Damned i The Clash w Londynie (Wielka Brytania). Były one związane z lokalnymi scenami, które narodziły się w małych klubach nocnych (najbardziej znane: The 100 Club w Londynie, CBGB’s w Nowym Jorku, The Masque w Hollywood). Charakterystyczny dla punków był styl ubierania. Przerabiano gotowe ubrania poprzez ich prucie, farbowanie, ozdabianie metalowymi ozdobami – łańcuchami, ćwiekami. Często noszono również skórzane kurtki. Symbolem ruchu stały się żyletki i agrafki używane jako biżuteria. Charakterystyczny był przesadny makijaż i fryzury – irokezy. Hasłem punk rocka stało się „no future”. Moda punk rozprzestrzeniła się głównie wśród młodych wychowanych w biednych, robotnicznych rodzinach angielskich, którzy nie widzieli dla siebie przyszłości w dorosłym świecie. (Sex Pistols, The Clash, The Damned, The Ramones, The Jam, Buzzcocks)

Rock gotycki – stylistyka, która na początku lat 80-tych wyewoluowała z muzyki postpunkowej (zwłaszcza stylu nazywanego cold wave). Jednym z pierwszych centrów rocka gotyckiego stał się brytyjski klub Batcave (Jaskinia Nietoperzy) znajdujący się w dzielnicy Londynu Soho. Na początku lat 80-tych występowały tam zespoły grające „mrocznego punka” (Bauhaus, Flesh For Lulu, UK Decay, Alien Sex Fiend). Charakterystyczne dla rocka gotyckiego były postpunkowe gitarowe riffy połączone z mrocznym, dołującym klimatem oraz kiczowatymi strojami. Niektórzy wykonawcy stosowali też instrumenty klawiszowe oraz automaty perkusyjne. (Bauhaus, Sisters of Mercy, Fields of The Nephilim, Siouxsie and the Banshees)

Rock industrialny – muzyka rockowa nawiązująca do stylistyki industrialnej (zwłaszcza EBM). Połączenie rocka, muzyki samplerowej i elektroniki. Niektórzy wykonawcy, którzy z czasem stali się sztandarowymi postaciami rocka industrialnego, początkowo związani byli z nurtem EBM (np. Die Krupps, Ministry). Z czasem wykonawcy rocka industrialnego zaczęli używać więcej gitar wyraźnie nawiązując do heavy metalu. Dzięki temu wykrystalizował się nurt zwany metalem industrialnym, będącym połączeniem heavy metalu i rocka samplerowego. (Ministry, Die Krupps, Rammstein, The Young Gods, Nine Inch Nails, Pitch Schifter)

Synth pop – melodyjny, syntezatorowy pop nawiązujący do dokonań Depeche Mode z lat 80-tych. (Wolfsheim, De/Vision)

Techno (Detroit) – muzyka, która powstała równolegle z house w połowie lat 80-tych w USA. W przeciwieństwie do house nie wywodzi się z disco, ale z electro-funku. Twórcą nazwy i jednocześnie pionierem techno jest czarnoskóry Juan Atkins, który występował w Detroit razem z Robertem Daviesem jako Cybotron. W 1984 Cybotron nagrali singiel „Techno City”. To właśnie od niego wzięła się nazwa „techno”. Muzyka Cybotron była połączeniem funky i electro. Solowy numer Atkinsa „No UFOs” uważa się za pierwszy klasyk techno, który jednocześnie stylistycznie jest podobny do electro (1). Z czasem techno ewoluowało w bardziej futurystyczno-elektronicznym kierunku. W drugiej połowie lat 80-tych popularność zdobył styl acid house (kwaśny house). Na przełomie lat 80-tych i 90-tych XX wieku techno stało się popularne w Europie. Podstawowym wyznacznikiem techno stał się BPM, czyli ilość uderzeń na minutę (oznaczenia BPM są też charakterystyczne dla wykonawców electro-industrial i EBM). W techno 0-100 bpm to ambient, 100-180 techno/hardcore, powyżej 180 to gabba. Na początku lat 90-tych w całej Europie zaczęły odbywać się w opuszczonych halach pofabrycznych i innych podobnych miejscach wielkie rave parties (imprezy taneczne). W między czasie powstało wiele odmian techno, które grano na tych imprezach – acid, jungle, hard core, happy hard core, gabba, darkcore, trance.

Trip hop („Bristol sound”) – stylistyka, która powstała w latach 90-tych XX wieku w Anglii. Nazwa wywodzi się od angielskiego miasta Bristol. Jest to połączenie downtempa i muzyki elektronicznej. Charakterystyczne są senne, nieco psychodeliczne pejzaże z elektronicznym podkładem. (Massive Attack, Portishead, Morcheeba)

Andrzej Korasiewicz
2005-2006