Nowe przygody Tytusa, Romka i A'Tomka

Kontynuacja książki lub komiksu po śmierci autora nie wydawała mi się kiedyś dobrym pomysłem. A przecież taka praktyka, szczególnie jeśli chodzi o komiks "zachodni", jest czymś normalnym. Inaczej nie mielibyśmy nowych przygód o superbohaterach ze stajni Marvela czy DC Comics. W przypadku polskiego komiksu oswoiłem się z tą koncepcją, gdy serię Thorgal przestał rysować Rosiński oraz kiedy uświadomiłem sobie, że również polskie, klasyczne serie komiksowe (np. Kapitan Żbik) miały historycznie różnych rysowników. Wprawdzie "Kapitan Żbik" powstał w innych sposób niż np. Tytus, nie jako komiks autorski, ale jednak to był dla mnie kolejny argument "za" nowym Tytusem.
Swoistym przełomem było dla mnie wznowienie przygód "Kajka i Kokosza". Początkowo podchodziłem do tego z dużym dystansem i krytycyzmem. Szczególnie, że realizacja była nietypowa. Wydawca testował czytelników wypuszczając najpierw komiks, który był zbiorem kilku historii kreślonych przez różnych rysowników. Ich styl był bardzo odmienny; od próby naśladowania Janusza Christy, po osadzenie przygód Kajka i Kokosza we własnej charakterystycznej kresce. Nie ukrywam, że podobnie jak większość czytelników, skłaniałem się do historii rysowanych ortodoksyjnie, w sposób podobny do Janusza Christy. Ostatecznie ukazały się już cztery odrębne historie w cyklu "Nowe przygody" Kajka i Kokosza oraz cztery zbiory historyjek i można powiedzieć, że powrót bohaterów z grodu Mirmiłowa zakończył się sukcesem. Nie wiem wprawdzie czy komiksy te są czytane przez młodych czytelników, do których przecież były kierowane pierwotnie. Z pewnością sięgają jednak po nie starzy fani Kajka i Kokosza, którzy będąc już mocno dojrzałymi dorosłymi, chcieliby choć przez chwilę poczuć ten sam dreszczyk emocji znany z dzieciństwa.

Po Kajku i Kokoszu przyszła pora na Tytusa, Romka i A'Tomka. W tym przypadku wydawało się, że zadanie będzie trudniejsze. Komiksy Papcia Chmiela były nasiąknięte tak bardzo jego osobowością i poczuciem humoru, że nie chodziło jedynie o odwzorowanie rysunku. Najważniejsze było to, żeby nie zgubić oryginalnego stylu Pacia, zarówno jeśli chodzi o ogólny scenariusz, jak i dialogi w "dymkach".
Zgodę na zrealizowanie projektu powrotu Tytusa musieli wyrazić spadkobiercy Papcia. Tak się stało. Syn Henryka Chmielewskiego, Artur Chmielewski nie tylko przystał na stworzenie nowych przygód Tytusa, ale został ich współscenarzystą. Jak mówi: „Ta księga to hołd dla Taty. Mam nadzieję, że uda nam się Was rozśmieszyć i na końcu powiecie: 'To była dobra zabawa!'” Czy rzeczywiście to się udało?
Nowe przygody rysowane są przez Zbigniewa Larwę, fana klasycznego Tytusa. Scenariusz napisał Karol Weber przy współudziale syna Papcia, Artura Chmielewskiego. Jak pisze we wstępie, w książeczce zostały użyte niektóre oryginalne i nie wykorzystane pomysły samego Papcia, które Artur Chmielewski zapamiętał i uznał, że zasługują na upublicznienie. Poza tym, jak wspomina, był kiedyś recenzentem pomysłów swojego Taty, dlatego czuje się na siłach, żeby podołać stworzeniu kontynuacji przygód Tytusa. To oczywiście próba przekonania czytelnika, że jest wyraźna nić łącząca "Nowe przygody" z klasycznym Tytusem. Podszedłem do tego z odpowiednim sceptycyzmem, ale wraz z każdą kolejną stroną byłem coraz lepiej nastawiony do "Nowych przygód".
Romek i A’Tomek wraz z profesorem T’Alentem podejmują kolejną próbę uczłowieczenia Tytusa. Jak zwykle wykorzystują do tego najnowsze zdobycze nauki i nowoczesne technologie, tym razem jest to sztuczna inteligencja. To ogólny zarys historii, szczegółów nie będę zdradzał, gdyby ktoś chciał sięgnąć po komiks. Książeczka liczy 48 stron i da się ją przeczytać w piętnaście, dwadzieścia minut. Ja pochłonąłem ją w tak krótkim czasie i nie odniosłem wrażenia, żebym miał do czynienia z podróbką. Moim zdaniem to jest Tytus pełną gębą! W komiksie są nawiązania do starych komiksów. Niektóre motywy powracają, ale mimo wszystko czuć powiew nowości a nie toporną próbę odtworzenia dawnych emocji.
Sposób rysowania jest dokładnie taki sam jak śp. Papcia, jedynie profesor T’Alent wygląda ciut inaczej na niektórych planszach, ale to absolutnie w niczym nie przeszkadza. Co najważniejsze, czytając komiks rzeczywiście parę razy szeroko się uśmiechnąłem. Po pierwszych kilku dymkach szybko ulotniły się: mój dystans i krytycyzm. Humor "Nowych przygód" jest na podobnym poziomie, jak starych Tytusów. Akcja nawiązuje do aktualnych problemów technologicznych współczesności. Nie zmienia się tylko jedno. Tytus nadal wymaga uczłowieczenia. Czy tym razem to się w końcu powiedzie?
Nie wiem czy na "starość" dziecinnieję, ale miałem chwilę radości czytając "Nowe przygody" Tytusa. Wszystkim krytykom powrotu klasycznych komiksów, gdy nie ma już z nami ich autorów, nie radzę od razu skreślać nowego Tytusa. Moim zdaniem, stworzenie nowych przygód zakończyło się powodzeniem, przynajmniej jeśli chodzi o księgę pierwszą, bo zapowiadane są już kolejne.
Andrzej Korasiewicz
21.06.2026 r.
