Artykuły

Zaobserwuj nas

Retromania, popkultura, retrofuturyzm, modernizm, sztuczna inteligencja, muzyka - na podstawie Simona Reynoldsa

Retromania, popkultura, retrofuturyzm, modernizm, sztuczna inteligencja, muzyka - na podstawie Simona Reynoldsa

Simon Reynolds "Retromania: Jak popkultura żywi się własną przeszłością"
Wydawnictwo: Kosmos Kosmos
Data wydania: 2018-04-27
Data 1. wyd. pol.: 2018-04-27
Data 1. wydania: 2011-01-01
Liczba stron: 576
Język: polski
Tłumaczenie: Filip Łobodziński

Retromania - historia popkultury według Reynoldsa

Historia popkultury według Reynoldsa? Jak to? Przecież to książka o zjawisku retromanii, czyli stagnacji w muzyce, modzie, ogólnie popkulturze, którą obserwujemy od dłuższego czasu. Możemy się spierać jedynie kiedy ono wystąpiła i czy zjawisko to trwa nadal. A jednak, według mnie, książka tak naprawdę opisuje mechanizm rozwoju i samego funkcjonowania popkultury. Ponieważ wywód Reynoldsa jest wielowątkowy, erudycyjny, włączający zagadnienia również z zakresu polityki, mody, architektury, literatury a także kultury wysokiej, to pobudzał również mnie do szerszego spojrzenia na omawiany temat. W wyniku tego uzmysłowiłem sobie, nie zawaham się napisać, że opisywane zjawisko retromanii jest jedną z zasad funkcjonowania człowieka w niemal każdej sferze życia, a nie tylko w popkulturze. W dodatku jest zjawiskiem całkowicie normalnym i spodziewanym.

W tym miejscu muszę przyznać się, że jestem z pierwszego wykształcenia archeologiem i choć zawodu nie wykonuję, to jednak myślenie o muzyce, kulturze, polityce czy dowolnej dziedzinie życia, zawsze przepuszczam przez filtr historyczno-archeologiczny, osadzając każde analizowane zjawisko w kontekście kontinuum pradziejowo-historycznego, zaczynając od australopiteka i stosując cały bagaż wiedzy o rozwoju człowieka jako gatunku biologiczno-kulturowego. I właśnie przykładając ten filtr, nie widzę nic, co popkuturę radykalnie wyróżniałoby w omawianym zakresie na tle innych przejawów działalności człowieka.

Simon Reynolds w książce "Retromania: Jak popkultura żywi się własną przeszłością" opisuje całe zjawisko nawrotu trendów w popkulturze. Z jednej strony mocno na nie narzeka, z drugiej strony cały jego wywód jest tak naprawdę potwierdzeniem tezy, że retromania to całkowicie normalne zjawisko, występujące od początku rozwoju kultury popularnej a także w innych sferach działalności człowieka. Przykłady retromani w obrębie współczesnej popkultury obserwujemy już w latach 40. XX wieku, gdy wśród młodych muzyków nastała fala retro na jazz nowoorleański. Ale przecież przykłady retromanii w innych sferach życia to zjawisko dobrze znane badaczom historii kultury. W przypadku archeologii, retromania wręcz położyła fundament pod powstanie tej dziedziny wiedzy.

Nostalgia, czyli główny motyw gromadzenia i przetwarzania informacji

Pracę magisterską pisałem z historii archeologii, próbując dowiedzieć się w niej jak powstała ta nauka i jak się rozwijała. Otóż, jednym ze źródeł, dzięki któremu narodziła się były hobbystyczne działania kolekcjonerskie społecznych warstw wyższych, poczynając już od XVI wieku, czyli odrodzenia zainteresowania kulturą antyczną, polegającym m.in. na wyjazdach do miejsc rozwoju kultury antycznej, zbierania tam artefaktów a następnie gromadzenia ich w postaci prywatnych zbiorów. Zbiory te, będące zaczynkiem przyszłej sztuki muzealniczej, często powstawały w wyniku nie tylko nostalgii za czasami świetności starożytnego Rzymu, Grecji, a także Egiptu, ale również próżności zbieraczy, którzy chcieli się pochwalić zbiorami. Dla większości była to jednak próba ocalenia niszczejącego dorobki cywilizacyjnego ludzkości. Z punktu widzenia dzisiejszej archeologii, były to jednak działania często szkodliwe, o charakterze wręcz rabunkowym. Ale w taki sposób rodziło się w nowożytności, zainteresowanie starożytną przeszłością, które doprowadziło do wykształcenia zarówno współczesnej nauki archeologii, jak i prezentowania wiedzy o przeszłości - czyli muzealnictwa. 

Podobny mechanizm kolekcjonerstwa dotyczy wszystkich innych przejawów aktywności ludzkiej i nie ma nic dziwnego w tym, że działa również w obrębie popkultury, w tym muzyce rockowej czy techno. W jednym z rozdziałów, Reynolds opisuje proces narodzenia się fali nostalgii za czasem, gdy powstała muzyka rockowa, co zaowocowało manią kolekcjonerstwa, wśród fanów rocka, w tym zbieractwa artefaktów z początku rozwoju muzyki rockowej. Ten sam mechanizm wystąpił później w kolejnych podgatunach popkultury, w tym muzyce techno czy hip hop. Różna jest oczywiście skala tego retro zjawiska, w zależności od danego podgatunku. Różny jest też czas, który ten lub innych podgatunek potrzebuje do wykształcenia nostalgii za jego początkami, ale zasada jest niezmienna i będzie tak, dopóki istnieje ludzkość. Ludzie gromadzą artefakty i za pomocą tej działalności, tworzą materialne podstawy do opisania historii danej dziedziny życia, co staje się później podstawą do jej analizy i wyciągania wniosków na temat rozwoju. Historia magistra vitae est.

Jaka jest celowość tego zjawiska w przypadku muzyki rockowej? Na pierwszy rzut oka wydaje się to mniej sensowne, niż w przypadku  gromadzenia wiedzy o upadłej cywilizacji starożytnego Rzymu. Ale  perspektywa, z której wiedza o podbijających, przed dwoma tysiącami lat Europę i część Azji oraz Afryki, legionami rzymskimi, wydaje się czymś bardziej doniosłym, niż informacja o tym w jaki sposób Elvis Presley podbił serca młodzieży w latach 50. XX wieku, nie jest jedyną z możliwych.

Retromania - powielanie, remiksowanie i kompilowanie

Nostalgia, obok tendencji do kolekcjonowania starych płyt, ale też przedmiotów z historii rozwoju muzyki, czy szerzej popkultury, przejawia się również w inny sposób. Jednym z nich jest próba odtworzenia przez muzyków, brzmienia stworzonego w przeszłości - jak wspomniana moda retro w latach 40. XX wieku na jazz nowoorelanński. Może się to wiąząc czasem wręcz z odtworzeniem całego stylu, wraz z wizerunkiem i modą, która kiedyś panowała. Sama moda, niezależnie od muzyki, w zakresie ubioru też zresztą podlega podobnym fluktuacjom - powracając sukcesywnie co kilka lat. Bardzo szeroko, w sposób niezwykle erudycyjny i kompetentny pisze o tym Reynolds. Niesamowite powiązania i relacje, które przytacza autor robią wielkie wrażenie i często otwierają w głowie wiele klapek. 

Retromania objawia się też w nowej muzyce, która mimo że powstaje współcześnie, przeważnie nowa nie jest. Od wielu lat, w większości stylistyk - od muzyki jazzowej, przez rockową po elektroniczną - nie mamy do czynienia z powstaniem nowych trendów z oryginalną muzyką, ale raczej z nawiązaniami do starszych trendów, próbą łączenia różnych stylistyk, albo wprost nawiązywaniem do wybranych przez siebie styli z przeszłości muzyki i próbą ich odtwarzania. Na największą oryginalność można liczyć w przypadków łączenia różnych stylistyk z przeszłości, jak to miało miejsce np. w przypadku muzyki grunge (miks hard rocka i punk rocka) czy nu metalu (rap i metal). Możliwości łączenia różnych stylistyk jest sporo, choć liczba kombinacji jest jednak ograniczona i powoli się wyczerpuje. Jednymi z bardziej oryginalnych były w ostatnich latach próby łączenia free jazzu i black metalu.

Z drugiej strony, rozwój muzyki rockowej, od początku następuje w wyniku nawiązania do innej stylistyki i przerobienia jej po swojemu. Rock'n'roll był przecież w latach 50. odpowiedzią białych na czarnego rhythm and bluesa. Rock z lat 60. był rozwinięciem rock'n'rolla z większą domieszką bluesa. Fusion to połącznie jazzu i rocka. I można tak dalej wymieniać. Czy nie można więc uznać, że retromania to tak naprawdę całkiem naturalna cecha rozwoju popkultury i bez niej ona zwyczajnie nie miałaby się szans rozwijać?

Moim zdaniem tak właśnie jest. Jednak muzyka rockowa ze swojej natury jest uboższa strukturalnie, chociażby od muzyki "klasycznej" ("poważnej"), ma mniejsze możliwości kombinacji wewnątrzgatunkowej od niej właśnie. Dlatego zjawisko retromanii występuje szybciej i jest lepiej widoczne niż np. w przypadku muzyki klasycznej. Bo przecież możliwości rozwoju muzyki klasycznej również się wyczerpały. W przypadku muzyki klasycznej nastąpiło to po kilkuset latach, w przypadku muzyki rockowej po kilkudziesięciu.  Obecnie żyjemy w epoce, gdy tego rozwoju, w rozumieniu powstania całkowicie nowych styli, nie ma. Nie znaczy to jednak, że nie powstaje nowa, ciekawa muzyka a także, że to jest naprawdę ostateczny koniec jej rozwoju.

Całe zjawisko powstania nowej muzyki, zarówno w obrębie popkultury, jak i kultury wysokiej sprowadza się jednak dzisiaj raczej do wspomnianych już przeze mnie sposobów - kopiowania, kompilowania, remiksowania, wykorzystania historycznych nagrań, styli i metod twórczych, by wlać w nie współczesne emocje. 

Czy są możliwe nowe trendy w muzyce?

Popkultura to nie tylko muzyka rockowa. Współczesna muzyka elektroniczna, którą na łonie popkultury stworzył Kraftwerk, nie narodziła się w na bazie żadnej wcześniejszej stylistyki, tylko dzięki poszukiwaniom i eksperymentom formalnym. Wprawdzie Kraftwerk zaczynał jako grupa rockowo-jazzująca, ale od początku poszukiwał nowego brzmienia a instrumentarium, które Niemcy używali w danym momencie wynikało z ograniczeń technologicznych. Muzycy cały czas szukali jednak zarówno swojego stylu, jak i narzędzi do ich wyrażania, budując własne instrumentarium. To, co stworzyli było czymś całkiem nowym i odrębnym w ramach ówczesnej popkultury, jednocześnie początkowo było czymś tylko lokalnym, niemieckim. Popkultura rozwijała się wtedy głównie w USA i przetwarzana była w Wielkiej Brytanii. Udział innych krajów był wyraźnie mniejszy, choć nie można powiedzieć, że całkowicie go nie było. Jednak dopiero powstanie Kraftwerk spowodowało stworzenie muzyki tak innej i nowej, co przeobraziło popkulturę na całym świecie, w tym dotychczas dominującą anglosaską.

Z czasem muzyka elektroniczna stworzona przez Kraftwerk, została włączona w obieg anglosaskiej popkultury i za jej pomocą upowszechniona na całym świecie. Zresztą równolegle do Kraftwerk, w innych miejscach również pracowano nad rozwojem muzyki elektronicznej (np. Francja), ale palmę pierwszeństwa ma w tym względzie Kraftwerk, który muzykę połączył również z ideą człowieka-robota, tworząc swoistą filozofię tej muzyki, dzięki czemu wykreował nowy trend popkulturowy. To dowodzi, że jest możliwe stworzenia czegoś nowego, w oparciu o nowe możliwości technologiczne i eksperyment. Czy ma szansę się powtórzyć w przyszłości? Na pewno będzie trudniej, ale nie jest to całkowicie niemożliwe. W obecnej formie jednak wydaje się, że również muzyka elektroniczna osiągnęła kres swojego rozwoju. Nowa muzyka, która powstaje w tej dziedzinie, to głównie kopiowanie, kompilowanie i remiksowanie. Przede wszystkim muzyka elektroniczna przeniknęła w bardzo silnym stopniu do innych gatunków muzycznych i je przeobraziła.

Alternativepop.pl jako przejaw retromanii

W tym miejscu dorzucę dygresję i wspomnę, że powstanie strony Alternativepop.pl w 2001 roku również było, w opisywanym przez Reynoldsa sensie, przejawem retromanii. [Zobacz artykuł: Alternativepop.pl - czyli zamiast wstępniaka >>]

Widmontologia postmarksizmu Reynoldsa

Simon Reynolds poświęca w końcowych rozdziałach swojej książki sporo miejsca kolejnemu elementowi, który zalicza do szeroko rozumianego zjawiska retromanii i nazywa to widmontologią. Idea widmontologii została stworzona na gruncie francuskiej filozofii postmodernistycznej i przedstawiona w 1993 przez Jacques'a Derridę w książce "Widma Marksa". Nazwa wywodzi się ze wstępu do Manifestu Komunistycznego, w którym można przeczytać: "po Europie krąży widmo, widmo komunizmu". Derrida twierdził, że duch Karola Marksa po 1989 jest jeszcze bardziej obecny i będzie on nawiedzał zachodnie społeczeństwa, przyczyniając się do odrodzenia zainteresowania komunizmem. Choć tezy Derridy krytykował m.in. niemiecki postmarksistowski filozof Jürgen Habermas, twórca teorii krytycznej, to Simon Reynolds buduje analogię tego paradygmatu w sferze popkultury. Opisuje w ten sposób m.in. twórczość szkockiej grupy Boards of Canada, która rzeczywiście w swojej twórczości używa klisz przeszłości a muzyka Szkotów przypomina senne marzenie.

To spojrzenie jest moim zdaniem główną wadą całego wywodu Reynoldsa w Retromani. Jego niezwykle erudycyjna, wielowątkowa opowieść przynosi wiele wartościowych spostrzeżeń, czasami genialnych analogii, które wcześniej trudno było dostrzec, jednak jego całościowe spojrzenie na popkulturę jest skażone postmarksistowską teorią krytyczną, której używa do opisywania zjawisk, o których opowiada. 

Teoria krytyczna dała Reynoldsowi, z jednej strony, narzędzia intelektualne do tak szerokiego i wielonurtowego spojrzenia na zagmatwaną naturę popkultury a następnie uporządkowania tego w dosyć logiczny wywód i zbudowania tez, które następnie autor broni. Z drugiej strony, metodologia, którą stosuje ogranicza i powoduje, że Reynolds nie godzi się na wnioski, o których nawet sam pisze, ale przez to, że kieruje się progresywistycznym światopoglądem, nie przyjmuje ich do wiadomości. Niewątpliwie główna teza Reynoldsa jest niezwykle trafna, ale przecież nie wyczerpuje tematu. Autor stara sie za wszelką cenę zachować obiektywizm w przedstawianiu zjawisk, którym poświęca swoją książkę, ale nie może przekroczyć ograniczeń, które narzuca mu metodologia, którą stosuje, co jest zresztą bardzo ludzkie.

Fizyczne ograniczenia homo sapiens a popkultura

Człowiek jest ograniczony przez wiele uwarunkowań, nie tylko kulturowych, ale również biologiczno-naturalnych. Człowiek jest śmiertelny, podlega biologicznej degradacji a to łączy się nierozerwalnie z ograniczeniami fizycznymi, ale i duchowymi, które będą istnieć zawsze. Dlatego wszystkie wytwory ludzkie, w tym również popkultura podlegają ograniczeniom, które są wpisane w naturę ludzką. To z tego wynika ograniczona liczba możliwości w zakresie określonego typu twórczości, jak i ograniczona liczba kombinacji wykorzystania przedmiotu X. Nawet jeśli w człowieku drzemią jeszcze niewykorzystane możliwości, to jednak finalnie i tak są one ograniczone. Dlatego za każdym razem, gdy człowiek stworzy coś nowego, eksploracja tej nowości trwa przez jakiś czas - to jak długo, zależy od złożoności tej rzeczy/działania - ale zawsze następuje jej kres. Tak jak nastąpił kres wymyślania nowych rzeczy w muzyce rockowej. Co nie znaczy, że nie może powstać wybitna muzyka rockowa, nawet za pięćdziesiąt lat. To samo zresztą można napisać o każdym innym gatunku muzyki.

Ale oczekiwanie, że będą powstawać coraz to nowsze style muzyczne, jak liczy Reynolds, który cały czas wspomina z nostalgią postpunkową kreatywność z przełomu lat 70. i 80. oraz rozwój muzyki rave/techno na przełomie lat 80. i 90. jest marzeniem ściętej głowy. Możliwe, że jeszcze w ramach popkultury powstanie coś, czego obecnie nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, ale póki co, tworzenie w oparciu o nostalgię i nawroty do przeszłości - czy to w formie bezpośredniego naśladownictwa, albo wręcz rekonstrukcji, lub luźnego nawiązania - jest czymś normalnym, koniecznym i jedynie możliwym. Nie oznacza to, że nie należy szukać i eksperymentować. Przeciwnie, należy i to przecież muzycy robią, ale nie da się jednocześnie uciec od przeszłości i wpływów. I nie ma w tym nic złego, ani destruktywnego dla duchowości. Tak samo jak nie ma nic złego w tym, że to samo robią odbiorcy muzyki/popkultury, którzy szukają brzmień/trendów, które kiedyś pokochali i które nadal są im bliskie.

Pop hypnagogiczny, vaporwave, chillwave, sztuczna inteligencja (AI)

Oneohtrix Point Never to jeden z twórców opisywanej przez Reynoldsa "muzyki widmowej" (widmontologii), zwanej też popem hypnagogicznym. Z tego pnia wyrosły też nazwy podstyli, używane jako zamienniki określenia pop hypnagogiczny - vaporwave, chillwave. Ta psychodeliczna muzyka elektroniczna oparta głównie na samplach, to kontynuacja widmowej muzyki Boards of Canada, ale w znacznie bardziej poszatkowanej i pokręconej postaci. Pełna jest udziwnionych sampli i pętli. Nazwy "styli" są tak naprawdę czysto umowne a odseparowanie różnic między nimi to zadanie dla prawdziwie wtajemniczonych. 

Kolejnym krokiem w "postępie" tej muzyki jest zastosowanie sztucznej inteligencji. Ten temat nie został poruszony w książce Reynoldsa, bo w 2011 roku problem jeszcze nie istniał. W 2023 roku użycie AI staje się coraz bardziej powszechne, a wspomniany Oneohtrix Point Never jest jednym z muzyków, który zaczął ją stosować. W związku z tym powstaje pytanie, czy użycie sztucznej inteligencji do tworzenia muzyki, nie prowadzi do jej śmierci jako dziedziny sztuki? Nie do śmierci samej muzyki, bo AI bez problemu poradzi sobie z tworzeniem muzyki, ale czy to będzie jeszcze forma sztuki? Pojęcie sztuki nierozerwalnie wiąże się z aktem twórczym człowieka. A gdy AI całkowicie przejmie produkowanie muzyki, przestanie ona być twórczością w rozumieniu sztuki. Nie znaczy to, że zastosowanie elementów AI do wygenerowania jakiejś partii instrumentalnej, czy aranżacji w stworzonym przez kompozytora utworze, musi być czymś złym. Ale zastosowanie AI na szerszą skalę, również do komponowania, stwarza niewątpliwie duże zagrożenie dla istoty twórczości. I to zagrożenie jest poważniejsze niż opisywany przez Reynoldsa problem stagnacji popkultury w postaci retromani. Retromania jest zjawiskiem normalnym i moim zdaniem pozytywnym, o ile jest oparta na nostalgii lub naśladownictwie człowieka przez człowieka. Gorzej jeśli odbywa się to przy pomocy algorytmu zastosowanego przez AI. Naśladownictwo może prowadzić do stworzenia czegoś nowego i/lub ciekawego i o ile jest to bezpośredni akt twórczy homo sapiens a nie AI, to nadal mamy do czynienia ze sztuką.

Retrofuturyzm, nostalgia za przyszłością i nowy futuryzm

Kolejnym elementem narzekań Reynoldsa jest narodzenie się nostalgii za dawnymi wizjami przyszłości obecnymi w dawnych filmach, książkach czy komiksach science fiction. Autor jest zawiedziony tym, że przepowiadana przyszłość nie ziściła się w postaci obecnej teraźniejszości. To spojrzenie jest z pewnością bliskie wielu ludziom, szczególnie miłośnikom science fiction. Prawdą też jest, że przyszłość pokazywana w dzisiejszych filmach SF jest mało porywająca - albo przedstawia wizje katastroficzne, albo niewielkie udogodnienia życia codziennego w bliskiej przyszłości. Ten rodzaj nostalgii może być szczególnie deprymujący z modernistycznego punktu widzenia, w którym przyszłość powinna rysować się jako ciągły postęp, parcie do przodu i zmiany, które w szybkich krokach przeobrażają rzeczywistość. 

W tym miejscu znowu chciałbym przypomnieć, że człowiek jest bytem ograniczonym z natury i żadna wizja przyszłości oraz postęp technologiczny tego nie wyeliminują. Wbrew rojeniom fantastów, człowiek nigdy nie stanie się biologicznie nieśmiertelny. Z kolei "zgranie ludzkiej świadomości", nawet jeśli technologicznie kiedyś stanie się to możliwe, w celu przeniesienia jej do innej formy życia, nie przedłuża życia człowieka, ale tworzy coś na kształt dr. Frankensteina, o którym dwieście lat temu pisała Mary Shelley. Czy będziemy żyć na Ziemi czy w kolonii na Marsie, ludzkie problemy pozostaną takie same. Zawsze trzeba będzie coś jeść, pić, trzeba będzie się rozmnażać, dbać o rozwój potomstwa, a później zestarzejemy się i umrzemy. 

Te, denerwujące dla budowniczych Nowego Wspaniałego Świata, fakty są na tyle nie do przyjęcia, że co chwilę pojawiają się nowi prorocy przyszłości, chcący jednak przełamać fizyczne ograniczenia ludzkiej fizyczności. Najnowszym takim prorokiem jest Juwal Noach Harari, który bryluje na salonach, opisując stan obecny rozwoju homo sapiens i rysując jego niedaleką świetlaną przyszłość w książce "Homo Deus". Jego główną tezą jest to, że obecnie obserwujemy przejście homo sapiens na wyższy etap rozwoju ewolucyjnego, roboczo nazwanym "homo deus". W skrócie, człowiek staje sie bogiem, który będzie sterował swoim losem, odrzucając, dzięki postępowi technologicznemu, wszystkie ograniczenia fizyczno-biologiczno-kulturowe, które dotychczas nas hamowały. Harari jest częstym gościem Światowego Forum Ekonomicznego w Davos a jego przemyślenia o transhumanizmie i wyzwoleniu się z okowów dawnych ograniczeń fascynują wielkich tego świata. 

Na szczęście są też krytycy tej mocno ryzykownej wizji, która musi prowadzić do takiej samej katastrofy, do jakiej doprowadził marksizm. Amerykański magazyn "Current Affairs" opublikował w 2022 roku artykuł pt. „The Dangerous Populist Science of Yuval Noah Harari”, w którym zwrócono uwagę na brak wsparcia naukowego w jego książkach: „Autor bestsellerów to utalentowany gawędziarz i popularny mówca. Ale on poświęca naukę dla sensacji, a jego twórczość jest pełna błędów."

Retrofuturystyczna nostalgia jako próba przezwyciężenia szoku przyszłości

Amerykański futurolog Alvin Toffler wydał w 1970 roku książkę pt. "Szok przyszłości". Książka wprowadziła termin "szok przyszłości" określający stan psychiczny jednostek i grup - nawet całych społeczeństw - w okresie przyśpieszenia zmian społecznych, które następowały m.in. w wyniku postępu technologicznego, opisywany m.in. jako „szarpiący nerwy stres i dezorientacja, które wzniecamy w ludziach poddając ich zbyt wielkim zmianom w zbyt krótkim czasie”. 

W mojej interpretacji, ten stres i dezorientację, człowiek w jakiś sposób uzewnętrznia. Np. przy pomocy kultury i sztuki. A że stan "stresu i dezorientacji" objął większe partie społeczne, stał się masowy, to efektem było narodzenie się nowego rodzaju wrażliwości i odreagowania. Dzięki rozwojowi nowych technologii, narodziły się też nowe sposoby wyrażania tej wrażliwości i odreagowywania - współczesna popkultura (film, rock'n'roll, komiks, dyskoteki). Moim zdaniem cała współczesna kultura to właśnie odpowiedź na ten "szok przyszłości".

Simon Reynolds zwraca uwagę na, paradoksalne jego zdaniem, zjawisko nostalgii za wytworami modernizmu i futuruzmu - np. budynkami o charakterze modernistycznym i brutalistycznym, awangardową muzyką konkretną tworzoną w latach 40., 50. i 60. i w końcu nostalgią za niespełnionym podbojem Kosmosu. Te wszystkie elementy, które ten szok przyszłości powodowały a jednocześnie były nań odpowiedzią - brutalistyczne budynki, podbój Kosmosu, postęp technologiczny - nagle stały się obiektem uczuć sprzecznych ze swoją istotą.

Zamiast futurystycznego dążenia do zbudowania nowej przyszłości, ludzie zaczęli odczuwać nostalgię za obiektami niespełnionego (lub nie całkiem spełnionego) futuryzmu. Tutaj znowu mogę odwołać się do faktu, że człowiek jest bytem fizycznym i przez to ograniczonym. Ma swoje potrzeby biologiczne i emocjonalne. Retrofuturystyczna nostalgia może być zwyczajnie próbą pełnej inkorporacji duchowej, swoistym oswajaniem się na poziomie emocjonalnym, z dawniej futurystycznymi wytworami ludzkiego ducha a dzisiaj czymś, co zaczynamy, właśnie dzięki tej retronostalgii, postrzegać jako zwyczajną codzienność. To naturalny etap rozwoju człowieka, konieczny do tego, żeby po jego pełnym przetworzeniu, pójść naprzód.

Upadek modernizmu, cywilizacji Zachodu i nadzieja na przyszłość

Simon Reynolds to niepoprawny modernista, o czym sam pisze w kończącym książkę rozdziale. Nie może się pogodzić z tym, że wokół niego jest tylko szara rzeczywistość, nieznacznie modyfikowana jedynie nowinkami technologicznymi, a nie ma nowej, porywającej wizji przyszłości. I to dotyczy zarówno muzyki, popkultury, jak i innych form działalności współczesnego człowieka Zachodu. Pierwsze dziesięciolecie XXI wieku, o którym pisze, jest dla niego rozczarowujące. Można dodać, że drugie dziesięciolecie jest w tym podobne a trendy, które zaistniały na masową skalę w pierwszej dekadzie XXI wieku jedynie pogłębiły się.

Dzięki temu modernistycznemu zacietrzewieniu autora, książka w sposób ostry i jednoznaczny potwierdza tezy, które sami odczuwamy od wielu lat. Tezy o regresie muzyki i stagnacji popkultury. Świadczą o tym nie tylko muzyka, ale np. ciągłe powroty do kin dawnych hitów albo w formie kontynuacji (np. "Indiana Jones", "Gwiezdne Wojny") albo remaków (np. "Batman"). I to jest niewątpliwa wartość książki. Z drugiej strony, ta sama - mocno ideologicznie sprofilowana - perspektywa powoduje, że autor gubi z horyzontu szerszy kontekst ludzkiej aktywności. Na dzisiejszą popkulturę nie można przecież patrzeć jedynie z perspektywy lat przełomowych dla współczesnej muzyki pop - 1963 roku, gdy symbolicznie narodził się współczesny rock, 1977 roku, gdy narodził się punk i postpunk, czy końca lat 80., gdy eksplodowała kultura rave - jak robi to Reynolds. Współczesna popkuktultura to tylko jeden z przejawów działalności człowieka w kontinuum jego rozwoju. Z szerszej perspektywy rozwoju homo sapiens, współczesna popkultura wcale nie wygląda tak źle. Faktem jest, że znajduje się obecnie na innym etapie rozwoju - postprodukcji, przetwarzania tego, co stworzono wcześniej - niż na początku drogi, ale to nie znaczy, że nie można liczyć na nowości w przyszłości.

Oprócz zafiksowania na tendencji modernistycznej, Reynolds prezentuje typową anglosaską perspektywę, w której na obrzeżach istnieje wprawdzie jeszcze Francja, Niemcy czy Włochy, a czasami pojedynczy przedstawiciele innych państw Zachodniej Europy, ale wszystko inne to już dla niego drugi świat, terra incognita. Paradoksalnie dla swojego wąsko zakrojonego okcydentalizmu, Reynolds prezentuje pesymizm jeśli chodzi o dalszy rozwój "kultury zachodniej", a optymizmu poszukuje w rozwoju innych części świata, tu wymienia Chiny, Indie, "Europę Wschodnią", Brazylię czy Iran. Nie wiadomo co rozumie pod pojęciem "Europy Wschodniej, choć podejrzewam, że cały dawny blok państw wchodzących w składu Układu Warszawskiego. A przecież takie kraje jak: Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Chorwacja czy Słowenia to z pewnością część Europy Środkowej a nie Wschodniej, które zostały siłą wciągnięte na kilkadziesiąt lat w obszar wpływów Europy Wschodniej. Niemal tysiącletnie tradycje w tych krajach są zachodnie a nie wschodnie i kilkadziesiąt lat terroru, który zastosowali tutaj rosyjscy komuniści nie zmienia tego. Poza tym wszystkie wymienione przez Reynoldsa obszary - w mniejszym stopniu dotyczy to totalitarnych, z rodzajem hybrydowego komunizmu Chin - tak naprawdę podlegają wpływom popkultury anglosaskiej i ich własna popkultura w wielkim stopniu jest najczęściej naśladownictwem tejże. 

Podsumowanie

Mimo paru słów krytycznych, nie zmieniają one tego, że książka, którą Reynolds popełnił w 2011 roku jest kopalnią wiedzy o popkulturze i każdy kto się nią interesuje, powinien ją przeczytać. Lektura "Retromanii" jest niezwykle inspirująca, otwiera wiele klapek w głowie i to nie tylko z zakresu popkultury. Autor, opisując wszystkie powiązania i zjawiska popkulturowe, stara się zachować dystans i obiektywizm. Wnioski, które wyciąga są często bardzo zaskakujące i oryginalne. Osobne pochwały należą się tłumaczowi Filipowi Łobodzińskiemu, dzięki któremu polskie tłumaczenie, które ukazało się w 2018 roku, czyta się potoczyście a tłumacz w licznych przypisach stara się przybliżyć polskiemu czytelnikowi wiele pojęć doskonale znanych Brytyjczykom, ale które niekoniecznie są jasne dla Polaków. Świetna lektura.

A jaka jest przyszłość muzyki, popkultury, czy w ogóle homo sapiens? Pewne jest jedno. To my tę przyszłość tworzymy. I tylko od nas zależy jak będzie wyglądała.

Andrzej Korasiewicz
14.10.2023 r.