Siermięga PRL i polska muzyka lat 80.

Do napisania tekstu zainspirowały mnie komentarze na facebooku pod recenzją płyty Anny Jurksztowicz "Dziękuję, nie tańczę" [czytaj recenzję >>] . W tekście użyłem frazy: ""Dziękuję, nie tańczę" w wykonaniu Anny Jurksztowicz, to bardzo przyzwoita płyta pop, jak na warunki polskiej siermięgi lat 80. nawet więcej niż dobra." W efekcie pojawiło się kilka wypowiedzi czytelników, którzy kwestionowali słowo "siermięga". Bo przecież polska muzyka lat 80. była super. Też tak uważam! To nie znaczy jednak, że na tle muzyki ogólnoświatowej byliśmy rzeczywiście oryginalni i gdyby nie "żelazna kurtyna" podbijalibyśmy wtedy światowe rynki. Na pewno "żelazna kurtyna" przeszkodziła kilku wykonawcom w karierze. Być może mielibyśmy "swoje" A-ha. Na pewno szerzej znana byłaby wtedy polska muzyka alternatywna, którą dzisiaj po latach odkrywają słuchacze na świecie - patrz casus płyty Siekiery "Nowa Aleksandria". Na pewno na tle całej historii polskiego rocka, lata 80. prezentują się niezwykle korzystnie, ale zdecydowanie sprzeciwiam się utożsamianiu tego w sensie pozytywnym z ówczesną rzeczywistością społeczno-polityczną i podtrzymuję określenie tego czasu mianem "siermięgi". Poniżej kilka zdań więcej na ten temat. Pisząc je opieram się na własnej pamięci (rocznik 1973), ale także korzystam z "pomocy naukowych" w postaci książek m.in.:
- "Grunt to bunt - rozmowy o Jarocinie", tom 1-4, Grzegorz K. Witkowski
- "Spowiedź menadżera", Jacek Sylwin
- "Marek Jackowski - historia twórcy Maanamu", Anna Kamińska
- "Marek Piekarczyk - zwierzenia kontestatora", Leszek Gnoiński
- "Republika - nieustanne tango", Leszek Gnoiński
- "My lunatycy - rzecz o Republice", A.Sztuczka, K.Janiszewski
- "Kombi - Słodkiego miłego życia. Prawdziwa historia", S.Łosowski, W.Korzeniewski
- Wywiady rzeki Rafała Księżyka z Robertem Brylewskim, Kazikiem Staszewskim i Muńkiem
Są w nich wspomnienia zarówno muzyków najważniejszych grup polskiego rocka mainstreamowego (Republika, Maanam, TSA, Kombi) a z drugiej strony wyłania się obraz sceny alternatywnej. Są też wspomnienia fanów oraz "menadżerów" zarządzających ówczesnym mainstreamem muzycznym. Dzięki temu można wyrobić sobie opinię o tamtych czasach i to nie tylko na temat samej muzyki, ale również szerzej rozumianej rzeczywistości społeczno-kulturalnej lat 80.
PRL - kultura i popkultura w latach 50., 60. i 70.

W czasach słusznie minionych dla większości obywateli Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej otaczająca rzeczywistość była duszna, siermiężna, przaśna i ciężka. To nie znaczy, że wszystko było złe i nie było chwil radości i normalnego życia. Ono się toczyło, było też życie kulturalne, które miało swoje wzloty i upadki. Tworzyło w tym czasie wielu utalentowanych artystów, którzy pozostawili po sobie skarby kultury narodowej, ale przecież nie działo się to dzięki ówczesnemu ustrojowi, ale dzięki samym twórcom, ich talentowi, często wbrew Cenzurze i komunistycznym zakazom.
Władza "ludowa" w różnych okresach miała odmienne podejście do sfery kultury. Najgorszym czasem były lata 50., kiedy panował socrealizm. Wielu twórców było łamanych moralnie, inni sami pisali peany pochwalne na cześć Stalina, w tym gronie znalazła się również przyszła noblistka Wisława Szymborska, a także tacy wybitni polscy poeci jak: Julian Tuwim czy Konstanty Ildefons Gałczyński.
W latach 50. jazz, jako twór "amerykańskich imperialistów", był traktowany niechętnie i starano się ograniczać jego wpływ na młode pokolenie. W latach 60., gdy rządził towarzysz Gomułka równą niechęcią cieszyła się muzyka rockowa. Termin "rock", podobnie jak wcześniej jazz, uchodził za twór "imperialistyczny". Dlatego muzykę, którą tworzyli wykonawcy z kręgu zespołów młodzieżowych ochrzczono mianem "big beatu".
Były też pozytywne aspekty działalności kulturalnej "socjalistycznej ojczyzny". Do nich zaliczam m.in. finansowanie z kasy państowej orkiestr polskiego radia. Wprawdzie nie była to twórczość, którą zainteresowana była ówczesna młodzież, uznająca ją za "obciach", ale z dzisiejszego punktu widzenia niewątpliwie należy docenić kulturotwórczy aspekt działalności orkiestr radiowych. Wszystkie one zostały zlikwidowane po "upadku komuny". Zabrakło wtedy pieniędzy a ich model funkcjonowania nie wpisywał się w ideologię liberalnego kapitalizmu.

To co najlepsze dla popkultury zaczęło się w latach 70. Nastąpił wtedy niezwykły rozwój talentów jazzowych, co zaczęło się już w latach 60. Władza ludowa postawiła również na rozwój rozrywki telewizyjnej. W Polsce gościły m.in. Abba i Boney M. a także inne gwiazdy popu i disco. Słabo wyglądała za to scena rockowa, stłamszona jeszcze w latach 60. terminem "big beat" i niechęcią rządzących. Poza SBB i Budką Suflerą nie było wielkich gwiazd polskiego rocka. Oczywiście działały również inne zespoły: Klan, Anawa, Romuald & Roman, Nurt, Stress, ale najbardziej popularne były gwiazdy estrady: Maryla Rodowicz, Krzysztof Krawczyk, Anna Jantar, Urszula Sipińska a także wykraczający poza opisane schematy Marek Grechuta.
Muzyka Młodej Generacji oraz boom polskiego rocka w latach 80.
Przełom lat 70. i 80. przyniósł ożywienie muzyki rockowej. Wówczas pod szyldem Muzyki Młodej Generacji zebrano rozproszone w różnych stronach Polski zespoły takie jak: Kombi, Krzak, Exodus, Kwadrat, Mech i zaczęto je promować. To była indywidualna inicjatywa "menadżerów kultury" wychowanych w PRL, takich jak: Jacek Sylwin, Marcin Jacobson, Wojciech Korzeniewski, Walter Chełstowski. Muzyka Młodej Generacji nie była zaplanowaną polityką kulturalną władz komunistycznych, ale własnym pomysłem "działaczy kultury", którzy chcieli się sami wypromować przy okazji promocji muzyki rockowej. W 1980 roku narodził się festiwal w Jarocinie. Z lokalnej imprezy pn. Wielkopolskie Rytmy Młodych, która odbywała się tam wcześniej powstał ogólnopolski festiwal, który początkowo miał promować grupy z kręgu Muzyki Młodej Generacji.

Niezależnie od Muzyki Młodej Generacji na początku lat 80. nastąpił boom muzyki rockowej. Za jego symboliczny początek można uznać występ Maanamu na festiwalu w Opolu w 1980 roku. Za nim poszli kolejni: Perfect, TSA, Republika, Lombard, Oddział Zamknięty. Znaczną część tych grup tworzyli muzycy grający już w latach 70. (Maanam, Perfect, Res Publika), przeważnie pozostający poza nurtem Muzyki Młodej Generacji. Wprost z niej wywodził się natomiast zespół Kombi, który w 1981 roku przeszedł przemianę z grupy funkowo-rockowej na synth popową.
Od powstania "Solidarności" do wprowadzenia stanu wojennego
Rozwojowi sceny rockowej na początku lat 80. sprzyjały przez chwilę wydarzenia polityczne. W drugiej połowie lat 70. gierkowska stabilizacja a wraz z nią iluzja dobrobytu zaczęły sypać się jak domek z kart. Polska pogrążała się w kryzysie gospodarczym. W wyniku masowych protestów w 1980 roku narodził się wielomilionowy ruch związkowy NSZZ "Solidarność". Po podpisaniu porozumień sierpniowych i zarejestrowaniu NSZZ "Solidarność" Polacy poczuli większą swobodę. To sprzyjało również rozwojowi polskiej sceny rockowej. Niestety trwało to krótko. 13 grudnia 1981 roku wprowadzono stan wojenny. Na ulice polskich miast wyjechały czołgi i wojskowe pojazdy opancerzone. Żołnierze "ludowego wojska polskiego" ogrzewali się przy koksownikach pilnując porządku. Odcięto Polakom połączenia telefoniczne, wprowadzono godzinę milicyjną, czasowo zawieszono funkcjonowanie telewizji, zwolniono dziennikarzy, którzy należeli do "Solidarności". Aresztowano tysiące działaczy "Solidarności", nieliczne strajki zduszono siłowo, strzelając do protestujących górników w kopalni Wujek. W sumie w wyniku wprowadzenia stanu wojennego zginęło około 100 osób, tysiące aresztowano, złamano życia wielu ludzi.

Zapaść kultury a następnie "normalizacja"
Po wprowadzeniu stanu wojennego nastąpiła kilkumiesięczna zapaść życia kulturalnego. Zabroniono organizowania jakichkolwiek imprez masowych, w tym koncertów, wprowadzono wojskowy nadzór nad mediami (działalność radiowej Trójki zawieszono w ogóle) bardziej intensywnie działała Cenzura. Powszechne było poczucie beznadziei. Już jednak na wiosnę 1982 roku władze komunistyczne rozpoczęły "normalizację" sytuacji społeczno-politycznej. W jej ramach w kwietniu 1982 wznowiono działanie radiowej Trójki w nowym sładzie dziennikarskim. Z nadania władz junty wojskowej Jaruzelskiego redaktorem naczelnym Trójki został Andrzej Turski. Okazało się jednak, że Turski to nie twardogłowy funkcjonariusz komunistyczny. Nowy naczelny Trójki miał dużo dobrych pomysłów na funkcjonowanie rozgłośni. Wtedy powstała m.in. radiowa Lista Przebojów Programu Trzeciego. Do Trójki ściągnięto byłego dziennikarza Radia Łódź oraz prowadzącego listę przebojów w I programie PR Marka Niedźwieckiego, który został prowadzącym nowej listy w Trójce. Ta decyzja okazała się brzemienna w skutkach. Czym byłyby lata 80. w Polsce bez trójkowej listy? Czy była to próba kanalizacji nastrojów młodzieży? Pewnie w zamyśle tak, ale przyniosła wiele prawdziwej radości słuchaczom i fanom muzyki. Istnienie listy przyczyniło się też do popularyzacji polskiej muzyki rockowej.
Festiwal w Jarocinie - punk i nowa fala

Nie wszystkim jednak podobała się konformistyczna postawa, która przejawiała się w śledzeniu popularności zespołów mainstreamowego rocka królujących na liście przebojów Trójki. Część młodych, swój bunt m.in. przeciwko władzy komunistycznej oraz szarej, brudnej i depresyjnej rzeczywistości Polski ludowej lat 80. wyrażała poprzez muzykę. Narzędziem, którego użyli była muzyka punkowa. Na zachodzie punk wymierzony był w kapitalizm, religię i wartości mieszczańskie, w Polsce główne ostrze skierowane było przeciwko władzy, którą uosabiali działacze parti komunistycznej, socjalistycznych organizacji młodzieżowych (ZSMP) a także przedstawiciele służb porządkowych "socjalistycznej ojczyzny": milicja, ZOMO, ORMO i oczywiście Cenzury.
Istniejący od 1980 roku festiwal w Jarocinie coraz bardziej stawał sie festiwalem, który kanalizował nastroje tej bardziej zbuntowanej części młodych Polaków. Ten kierunek nadał festiwalowi Walter Chełstowski, który przekształcił go w imprezę, na której zaczęły dominować grupy z kręgu punk rocka i nowej fali. Pasem transmisyjnym takiej twórczości okazała się Rozgłośnia Harcerska i tamtejsza lista przebojów. Począwszy już od 1984 roku jarocińska muzyka zaczęła również docierać do Trójki. Na liście pojawiły się grupy: Aya Rl, Made in Poland, Madame czy Roxa. Jednak dopiero od 1986 roku scena polskiego rocka rozpoczęła głębsze przeobrażenia. Do czołówki polskiego rocka dołączyli: Kult, Kobranocka, Sztywny Pal Azji, Formacja Nieżywych Schabuff, T.Love, Róże Europy, Chłopcy z Placu Broni. W drugiej połowie lat 80. powstała tzw. Krajowa Scena Młodzieżowa, która stała się kanałem promocyjnym tych formacji. Pod tym szyldem zorganizowano serię koncertów nowych grup "sceny młodzieżowej". To była łagodniejsza, bardziej popowa część muzyki, która wywodziła się z Jarocina.
Upadek socjalizmu i Krajowa Scena Młodzieżowa

W latach 1988-89 Polaków zelektryzowały wydarzenia politycznie.Wkrótce przełożyły się one również na sferę kultury i popkultury. W 1988 roku miały miejsce kolejne strajki. Permanentny kryzys gospodarczy, niewydolność socjalizmu i jej gospodarki niedoboru - niemal wszystko w Polsce wtedy było na kartki a i tak zdobycie czegokolwiek w sklepie, często nawet papieru toaletowego, graniczyło z cudem - skłoniło władze komunistyczne do rozmów z działającą w podziemiu, zdelegalizowaną w 1981 roku "Solidarnością". Doszło do rozmów przy tzw. Okrągłym Stole i w efekcie do podzielenia się przez komunistów władzą z częścią środowisk antykomunistycznych. W 1989 roku ruszyła prawdziwa lawina, która doprowadziłą do upadku nie tylko komunizmu w Polsce, ale w całym bloku wschodnim a na sam koniec, już w 1991 roku, do upadku źródła całego Zła, które w 1944 roku przybyło do Polski, czyli Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich.
Koniec lat 80., początek "kapitalizmu" i nowa rzeczywistość muzyczna
Tak kończyły się w Polsce lata 80. Oznaczały one nie tylko zmiany polityczne, ale również zmiany w branży muzycznej. W upadającej socjalistycznej Polsce ludzie przestali chodzić na koncerty. Brakowało pieniędzy, gospodarka była w permanentnym kryzysie, słabła też komunistyczna władza. Ledwo co narodzone gwiazdy Krajowej Sceny Młodzieżowej zaczęły masowo wyjeżdżać na tzw. "zmywak" na Zachód, bo otworzyły się nowe możliwości pod tym względem a sytuacja wewnętrzna nie sprzyjała działalności muzycznej. Na tzw. "zachodzie" można było trochę zarobić, by później wrócić do Polski i rozpocząć od nowa. Niektórym to się udało. Tak np. stało się z formacją T.Love, która odrodziła się na początku lat 90. stając się jedną z polskich gwiazd muzyki rockowej lat 90. W branży utrzymał się też Kazik Staszewski i Kult, który stał się prawdziwą instytucją rockową. Na początku lat 90. zaszły głębokie przemiany społeczno-ekonomiczne i polityczne, które całkowicie przeobraziły polską branżę muzyczną. Ale to już temat na inną historię. Dobrze opowiedział ją Tomasz Lada w książce "Wszystko jak leci. Polski pop 1990-2000". [czytaj recenzję >>]
Podsumowanie - czy polski rock lat 80. zawdzięcza coś PRL?

Czy polska muzyka lat 80. była tak dobra, bo sprzyjały temu okoliczności PRL? Z jednej strony oficjalne czynniki państwowe dopuściły muzykę rockową, by rozładować i skanalizować emocje społeczne związane z wszechogarniającą biedą i beznadzieją. Dzięki temu swój rozkwit przeżywał polski rock mainstreamowy (m.in. Lady Pank, Maanam, Republika, Oddział Zamknięty, TSA, Banda i Wanda, Lombard). To wszystko mimo brakujących instrumentów, Cenzury, utrudnień związanych z tym, że muzycy rockowi nie byli uznawani przez władzę ludową w ogóle za muzyków. To skutkowało tym, że nie byli w stanie dorobić się na swojej twórczości. M.in. dlatego najpopularniejsze grupy grały po 300 koncertów rocznie. Stawki za granie dla muzyków-amatorów były tak niskie, że tylko dzięki temu muzycy rockowi mieli stały dopływ większej gotówki.
Z drugiej strony część młodych zespołów stworzyła alternatywę wobec oficjalnego nurtu rocka. Dezerter, Siekiera, Śmierć Kliniczna, 1984, Milion Bułgarów i inni wykonawcy z kręgu punk rocka i nowej fali nie uznawali oficjalnego rocka za muzykę oddającą prawdziwe emocje. W swojej twórczości wyrażali bunt m.in. wobec socjalistycznej dyktatury oraz mainstreamowego rocka, który był według nich ekspozyturą tej dyktatury. Grali po swojemu i na własnych zasadach. A przynajmniej tak im się wydawało, bo w państwie totalitarnym, jakim była Polska Rzeczpospolita Ludowa jego macki dosięgały również tych "niezależnych" i "alternatywnych" muzyków. To dlatego niektórzy uważają festiwal w Jarocinie pod rządami Chełstowskiego za próbę skanalizowania tej najbardziej zbuntowanej części młodzieży. Czy tak w rzeczywistości było? Zdania na ten temat są podzielone. Ale sądząc z rozmów, które można znaleźć w kolejnych tomach wydawnictwa "Grunt to bunt - rozmowy o Jarocinie" przeważa opinia, że Chełstowski nie wykonywał żadnego zadania zleconego. Lubił muzykę i miał dobre czucie zmieniających się trendów. Wykorzystał to do tego, by samemu się wypromować. To było swoiste sprzężenie zwrotne. Chełstowski promował muzykę nowofalową, dzięki czemu stał się ważną personą w historii polskiego rocka. Podobnymi motywami wcześniej kierował się Jacek Sylwin współtworząc koncepcję Muzyki Młodej Generacji.
Andrzej Korasiewicz
13.09.2026 r.
