
Anna Jurksztowicz - Dziękuję, nie tańczę
1987 Tonpress
1. Video - Dotyk 3:39
2. Hej, Man! 3:46
3. Dziękuję, nie tańczę 3:40
4. Stan pogody 3:29
5. Niech spadną gwiazdy (życzenie) 4:56
6. Życzenie 4:24
7. To obojętność 5:06
8. Przenikam 4:14
9. Diamentowy kolczyk 4:26
"Dziękuję, nie tańczę" w wykonaniu Anny Jurksztowicz, to bardzo przyzwoita płyta pop, jak na warunki polskiej siermięgi lat 80. nawet więcej niż dobra. W ostatnich latach została jednak wylansowana przez niektóre środowiska jako prawdziwe objawienie polskiej muzyki. Z taką wizją wybitnie się nie zgadzam. Przyznaję, że w drugiej połowie lat 80. piosenki śpiewane przez Jurksztowicz korzystnie wypadały na tle gwiazd ówczesnej estrady, ale nigdy jej twórczość nie była zaakceptowana przez ówczesną młodzież jako "własna". Od początku muzyka, która znalazła się na "Dziękuję, nie tańczę" wyglądała jak produkt, który miał przyciągnąć uwagę szerszej publiczności. Z tego powodu przeboje Jurksztowicz trafiły nieco w próżnię. Były zbyt nowoczesne dla ówczesnego estradowego mainstreamu i zbyt uładzone dla tej części młodzieży, która szukała bardziej ambitnej i drapieżnej muzyki. Z kolei dla tych młodych, którzy szukali prostych przebojów, kompozycje Krzesimira Dębskiego były zbyt inteligentne. Choć kilka utworów stało się umiarkowanymi przebojami, to Jurksztowicz nigdy nie stała się prawdziwą gwiazdą. Czy zasługiwała na coś więcej?
Anna Jurksztowicz niewątpliwie miała głos i potrafi śpiewać, ale była jedynie produktem muzycznego, estradowego mainstreamu a nie wokalistką, która miał coś prawdziwego do zaproponowania. Jej przyszły - obecnie już były - mąż Krzesimir Dębski postanowił pomóc Jurksztowicz w osiągnięciu sukcesu komercyjnego i napisał kilka popowych kompozycji, które trzeba przyznać zapewniły żonie rozpoznawalność. Jak przyznawał po latach Dębski nigdy nie interesował się muzyką pop, nie znał tej sceny i nie słuchał "zachodnich" gwiazd. Pisząc nagrania dla Jurksztowicz kierował się tylko własną intuicją oraz warsztatem wykształconego muzyka. Patrząc z tego punktu widzenia niewątpliwie należy docenić robotę, którą wykonał. Do tego dochodzi programowanie dźwięków elektronicznych za które odpowiadali na "Dziękuję, nie tańczę" Marceli Latoszek (Omni) i Rafał Paczkowski. Wyszedł kawał porządnej płyty, która ma jednak swoje mielizny. Niewątpliwie nowocześnie zaaranżowane hity takie jak: "Video - Dotyk", "Hej, Man!", "Stan pogody", "Przenikam", "Diamentowy kolczyk" do dzisiaj robią świetne wrażenie. Te ponadczasowe nagrania w niczym nie ustępujące przebojom, które wówczas lansowała Madonna. W podobnym duchu utrzymany jest też utwór tytułowy, który przebojem nie został. Ale już takie balladowe przystanki jak: "To obojętność" czy "Życzenie" zdradzają, że mamy do czynienia z wykonawczynią, którą można postawić w jednym szeregu z muzyką estradową i to nie jest komplement.
Dodatkowym felerem tego albumu jest podwójnie wytłoczony numer "Życzenie", który kończy stronę A i rozpoczyna stronę B, mimo że na stronie A powinien być utwór "Niech spadną gwiazdy". Taki tytuł znajduje się na okładce, ale w większości tłoczeń omyłkowo znalazła się drugi raz piosenka "Życzenie". Winylowe egzemplarze, które rzeczywiście zawierają "Niech spadną gwiazdy" są drogimi białymi krukami. W dodatku ten błąd powielono przy wydaniu płyty w wersji CD a żeby było jeszcze gorzej, to nawet w streamingu mamy do czynienia z podwójną obecnością kompozycji "Życzenie". Amatorszczyzna pełną gębą.
"Dziękuję, nie tańczę" zasługuje na uwagę i uznanie, ale nie przeceniałbym tej płyty. To solidny album pop, który w latach 80. nie zdobył szerokiego uznania słuchaczy. Po latach większość kompozycji nadal prezentuje się atrakcyjnie, ale są tutaj słabsze momenty a sposób wydania płyty z błędem powoduje, że trudno traktować poważnie wydawcę. [7.5/10]
Andrzej Korasiewicz
06.09.2026 r.
