
Lombard - Anatomia
1985 Savitor
str. A
A1. Anatomia - ja płynę, płynę 3:50
A2. Ckliwy melodramat 4:45
A3. Gołębi puch 4:20
A4. Mam dość 3:35
A5. Wstęga Möbiusa 4:05
str. B
B1. Kryształowa 3:20
B2. 5 lipca 3:40
B3. Anka 4:35
B4. Zaklęty sejf 3:25
B5. Spal go 3:25
"Anatomia" Lombardu, czyli pół bardzo dobrej płyty. Przesadzam? Trochę tak, ale tylko po to, żeby podkreślić jak świetna jest strona A oryginalnego winyla z niewielkim dodatkiem strony B. Gdy "Anatomia" ujrzała światło dzienne w połowie 1985 roku zespół miał już od dawna ugruntowaną pozycję w świecie mainstreamowego rocka. Ale sytuacja wtedy zmieniała się. Do głosu zaczęły dochodzić formacje wyrosłe na pierwszej fali nowofalowo-punkowej przemiany festiwalu w Jarocinie. Lombard, choć stał się topowym zespołem polskiego rocka ledwie trzy lata wcześniej, w 1985 roku nie był już uważany za jego nadzieję. Byli młodsi, prężniejsi, mroczniejsi. Aya Rl, Madame, Rendez Vous, Tilt, Roxa, Kult - wydawało się, że idzie kolejna fala polskiego rocka, choć niektórzy jej przedstawiciele zaczynali jeszcze pod koniec lat 70. w grupach punkowych. Ale Lombard nie dawał za wygraną i ledwie rok po świetnej "Szarej maści" [czytaj recenzję >>] nagrał kolejną bardzo dobrą płytę.
Tym razem album został wyraźnie podzielony na część kobiecą i część męską. Choć autorem wszystkich kompozycji jest Grzegorz Stróżniak, to na stronę A składają się utwory śpiewane wyłącznie przez Małgorzatę Ostrowską a na stronę B przez Stróżniaka. W dodatku Ostrowska śpiewa własne teksty. To była nowość, bo choć wcześniej Ostrowska pisała już teksty do kilku nagrań, które znalazły się na płycie "Wolne od cła" [czytaj recenzję >>] , to jednak Lombard stawiał przede wszystkim na autorów zewnętrznych. Wszystkie teksty na poprzedniej płycie "Szara maść" napisał Jacek Skubikowski. On też jest autorem tekstów na stronie B "Anatomii". W ten naturalny sposób płyta podzieliła się na część "męską" i "kobiecą". Na stronie A śpiewa kobieta kobiece teksty, na stronie B śpiewa mężczyzna frazy napisane przez innego mężczyznę.
Większe wrażenie robią kompozycje ze strony A i to one odniosły również większy sukces komercyjny. Z wyjątkiem przestrzennej, swoiście balladowej kompozycji "Wstęga Möbiusa" wszystkie nagrania śpiewane przez Ostrowską stały się przebojami. Ze strony B dużym hitem stał się tylko utwór "Kryształowa". To nie znaczy, że nagrania śpiewane przez Stróżniaka są złe, ale mimo wszystko więcej polotu mają utwory wykonywane przez Ostrowską. Na stronie A nie ma żadnych mielizn, a na stronie B jest np. banalny, nieco infantylny "Zaklęty sejf". To moim zdaniem najsłabszy moment płyty. Pozostałe kompozycje śpiewane przez Stróżniaka są rzemieślniczo poprawne, ale nie mają tej nutki prawdziwości, którą czuć w śpiewie Ostrowskiej. Najwyraźniej ważne jest nie tylko to kto jest autorem kompozycji, ale czasami wpływ na jej jakość ma również samo wykonawstwo. W końcu głos to poniekąd również jeden z instrumentów i nie da się go łatwo zastąpić innym.
Płytę rozpoczyna balladowy utwór tytułowy "Anatomia - ja płynę, płynę". Od początku słychać soczyste partie syntezatorowe oraz "noworomantyczną" otoczkę całości. Śpiew Ostrowskiej jest delikatny a tekst to subtelna opowieść o męsko-damskim przyciąganiu ciał. Nagranie zostało umiarkowanym przebojem docierając do 14. miejsca listy przebojów w radiowej Trójce. Dynamiczny "Ckliwy melodramat" list przebojów też nie zawojował. Może dlatego, że lansowany był już na sam koniec, gdy wielkimi hitami zostały wcześniej: "Gołębi puch", "Mam dość" i "Kryształowa". Utworowi "Ckliwy melodramat" niczego przecież nie brakowało i miał wszelkie zadatki na przebój. Problem był tylko taki, że niewiele różni się w charakterystyce od "Mam dość" czy "Kryształowej". W grudniu 1986 roku, gdy lansowano "Ckliwy melodramat", słuchacze szukali już innych dźwięków. Można nawet zaryzykować tezę, że Lombard ostatnim rzutem na taśmę wylansował kilka nagrań z "Anatomii" w 1985 i na początku 1986 roku, gdy publiczność w Polsce jeszcze była wygłodniała syntezatorowej muzyki z rockowym pazurem. Lombard idealnie wpisał się w to zapotrzebowanie. Ale pod koniec 1986 roku również w Polsce taka muzyka zaczęła wychodzić z mody.
Czwarty na płycie "Mam dość" stał się jednym z największych przebojów nie tylko z tej płyty, ale Lombardu w ogóle. Pojawił się na liście Trójki w lipcu 1985 roku, by po kilku tygodniach w sierpniu dotrzeć do pierwszego miejsca. To był zaledwie drugi numer jeden Lombardu na liście Trójki. Wcześniej dokonał tego "Stan gotowości" z "Szarej maści". "Mam dość" ma wszelkie cechy charakterystyczne stylu zespołu: energiczny, drapieżny śpiew Ostrowskiej z przebojowym refrenem, soczyste syntezatory, dynamiczny bit perkusyjny oraz domieszka gitary. Gitara nie jest jednak tak wyrazista jak na poprzednich płytach. Nie tylko w "Mam dość", ale na całej "Anatomii" na pierwszym planie są syntezatory i elektronika, gitary są bardziej schowane, szczególnie na stronie A. W "Mam dość" słyszymy w trzeciej minucie pulsujący bas syntezatorowy, który dopełnia obrazu zmian, jakie nastąpiły w porównaniu do wcześniejszych dokonań Lombardu. Przed "Mam dość" jest na płycie inny wielki hit z "Anatomii". "Gołębi puch" dotarł do drugiego miejsca trójkowej listy, mimo to stał się nie mniejszym klasykiem niż "Mam dość". Choć jego tempo jest wolniejsze od "Mam dość", to słychać tu bardziej wyraziste partie gitarowe. W tym względzie można byłoby powiedzieć, że bardziej przypomina synth-rockowe nagrania z "Szarej maści". Mimo wszystko ogólny klimat kompozycji pozostaje w specyficzny sposób "noworomantyczny". Stronę A kończy wspomniana już "Wstęga Möbiusa", która przywołuje bardziej refleksyjną atmosferę.
Stronę B zaczyna dynamiczna "Kryształowa". To drugi numer jeden Lombardu z tej płyty na liście przebojów Trójki, a trzeci w ogóle w historii pobytów zespołu na liście. Nagranie zbudowane jest wokół znanego już schematu: syntezatory, gitara, dynamiczna perkusja. Zamiast Ostrowskiej energicznie śpiewa Stróżniak. Niewiele od tego odbiega następny numer "5 lipca", który również mógłby stać się przebojem. Stróżniak śpiewa tutaj bardziej subtelnie a ciekawą kontrą do tego są mocne riffy gitarowe. "Anka" to delikatna ballada. Stróżniak śpiewa nieco w stylu "Przeżyj to sam", choć tematyka jest inna, a nagranie jest bardziej elektroniczne. Zauważalna jest też solowa partia gitarowa Zandera. O kompozycji "Zaklęty sejf" już wspominałem. Płyta dużo zyskałaby, gdyby jej na niej nie było. Album kończy przebojowy utwór "Spal go", który zaczyna się od dźwięków elektronicznych oraz tytułowego wersu "Spal go" śpiewanego przez Stróżniaka. Po chwili nagranie przekształca się w typowy "lombardowy" schemat. W nagraniu miło pobrzmiewają transowe bębny a elektroniczne ozdobniki dobrze skontrowane są partiami gitarowymi.
Uwielbiam brzmienie "Anatomii", ale płyta jest moim zdaniem mniej równa niż "Szara maść" i summa summarum stawiam ją niżej w hierarchii płyt zespołu. Synth-rockowa muzyka z "Szarej maści" na "Anatomii" nabiera większej miękkości i melodyjności. Szczególnie jest to słyszalne na stronie A. Płyta przynosi też ponadczasowe przeboje: "Mam dość", "Gołębi puch", "Kryształowa", ale ma słabsze momenty i jeden wyraźny zakalec. Mimo wszystko warto do niej wrócić, a jeśli ktoś nie zna - poznać. [8.5/10]
Andrzej Korasiewicz
12.09.2026 r.
