Breadcrumbs

Recenzje

Zaobserwuj nas
WESPRZYJ NAS

Wyszukaj recenzję:

Biliński, Marek - E≠mc²

Marek Biliński - E≠mc²
1984 Polton

1. Porachunki z bliźniakami    4:55
2. Sen mistrza Alberta    4:53
3. Po drugiej stronie świata    10:05
4. E≠mc²    21:08
4.1 Cześć I / Part 1    
4.2 Cześć II / Part 2    
4.3 Cześć III / Part 3    

Marek Biliński, czyli polska odpowiedź na twórczość Jean Michel-Jarre'a. W rzeczywistości Biliński to wykształcony muzycznie multiinstrumentalista, który podczas studiów w klasie kontrabasu zainteresował się muzyką rockową i jazzową. W wyniku tego założył w 1975 roku rockowy zespół Heam, w którym grał razem z Henrykiem Tomczakiem, byłym muzykiem grupy Stress, jednej z pierwszych hard rockowych formacji w Polsce, Wojciechem Hoffmannem, przyszłym liderem heavy metalowego Turbo i perkusistą Przemysławem Pahlem, który również zaczynał w Stressie a później grał m.in. w Lombardzie. Najbardziej kojarzony jest jednak z grupą Bank, z którą występował w latach 1980-83 i nagrał z nią dwie, najbardziej rozpoznawalne z punktu widzenia zespołu płyty. Już jednak w 1982 roku rozpoczął próby z twórczością solową, w dodatku całkowicie porzucając muzykę rockową. Dużą popularność przyniosły mu fragmenty płyty "Ogród króla świtu" prezentowane przez Jerzego Kordowicza w radiowej Trójce. Dzięki temu w październiku 1982 roku utwór "Fontanna radości" znalazł się na trójkowej liście przebojów docierając w listopadzie do 13. pozycji. Całkowicie instrumentalna kompozycja, oparta na rytmicznym bicie generowanym przez automat perkusyjny była pierwszym zwiastunem wielkiej popularności, którą Biliński solo miał za chwilę osiągnąć. 

W 1983 roku ukazała się debiutancki album "Ogród króla świtu", który zdobył duży rozgłos i status Złotej Płyty. Biliński zdyskontował to nagrywając singiel "Dom w dolinie mgieł" / "Ucieczka z tropiku". Szczególnie ten drugi utwór stał się odtąd znakiem firmowym Bilińskiego. Telewizja Polska intensywnie prezentowała atrakcyjny wideoklip do nagrania, które zdobyło wielką popularność. Obie kompozycje znalazły się na liście przebojów Trójki, ale rozpoznawalność hitu "Ucieczka z tropiku" daleko wykroczyła poza nawet tak znaczącą listę przebojów, jaką wówczas była lista Trójka. W szczycie swojej popularności Marek Biliński przygotował materiał na drugi album "E≠mc²".

Album rozpoczyna kompozycja "Porachunki z bliźniakami", która jest wręcz bratem bliźniakiem, nomen omen, hitu "Ucieczka z tropiku". Słyszymy dynamiczny bit automatu perkusyjnego Rolanda, soczyste, melodyjne partie syntezatorowe grane na syntezatorach Moog. Nagranie jest krótkie, singlowe i rzeczywiście kompozycja ukazała się na singlu. Mimo to, co dziwne, nagranie nie weszło na trójkową listę przebojów. Po tej przebojowej kompozycji następuje równie krótki, ale całkowicie inny w charakterze "Sen mistrza Alberta". Zamiast bitu i dynamiki są ambientowe, syntezatorowe plamy dźwiękowe ubarwione piszczącymi akordami syntezatorowymi. Nagranie przypomina  trochę muzykę filmową. Mnie kojarzyło się zawsze z Akademią Pana Kleksa. Może dlatego, że wtedy na ekrany wszedł ten film a płytę Bilińskiego usłyszałem mniej więcej w tym samym czasie. Stronę A płyty winylowej zamyka dziesięciominutowa kompozycja "Po drugiej stronie świata". Ponownie słyszmy automat perkusyjny Rolanda, który wytycza szkielet nagrania. Wokół niego Biliński dokłada różnorodne plamy syntetyczne oraz syntezatorowe melodie. Jednostajny bit automatu o średnim tempie sprawia, że kompozycja staje się transowa, "płynąca" a główna melodia grana na syntezatorze największą intensywność uzyskuje w połowie nagrania. To właśnie ona przykuwa uwagę i sprawia, że tej instrumentalnej, długiej przecież kompozycji słucha się jak popowego przeboju. Talent Bilińskiego do tworzenia melodii na syntezatorze jest niezaprzeczalny i właśnie w tym względzie twórczość artysty można porównywać do Jarre'a.

Z punktu widzenia artystycznego najciekawsza jest strona B albumu. Znalazła się na niej tytułowa kompozycja "E≠mc²" w wersji winylowej podzielona na trzy części. Łącznie nagranie trwa dwadzieścia jeden minut i zajmuje całą stronę B. Marek Biliński puszcza w niej wodze fantazji i improwizuje na syntezatorze wydobywając z niego różne, często bardzo drapieżne dźwięki. Pisząc wprost to eksperymentalna część płyty, która do dzisiaj robi spore wrażenie. Mimo niekomercyjnego charakteru, nagranie już w pierwszych minutach zaciekawia syntezatorowymi dysonansami, które Biliński wydobywa z klawiatury. Szkielet kompozycji tworzy jednostajny, synkopowany rytm automatu perkusyjnego. Cała pierwsza część to agresywne dźwięki generowane przez Bilińskiego, które przypominają riffy gitarowe a kończą się burzą i chaosem elektroniki. W drugiej części, przez chwilę słychać tylko miarowy bit automatu i po dynamicznych, przesterowanych akordach syntezatorowych przychodzi uspokojenie. Z chaosu syntezatorowych riffów i kosmicznych, przestrzennych plam, które słychać w tle powoli w połowie kompozycji wyłania się subtelniejsza melodia syntezatorowa. W jedenastej minucie pojawia się miarowy, syntetyczny bas, który wydaje się, że zaczynać dominować rytmicznie nad automatem Rolanda. Obok niego słychać piszczałkowe syntezatory a także zręby melodii. W trzeciej części "E≠mc²" przenosimy się w bardziej dostojne miejsce, przez chwilę można odnieść wrażenie, że słychać kościelne organy, które gasną, by później znowu wrócić. Powracają też piszczałkowe akordy syntezatorowe. W dalszym ciągu w tle brzmi, ale ciszej, automat perkusyjny i rytmiczny dźwięk syntezatora basowego. Zbliżając się do końca kompozycji, Biliński dodaje inne dźwięki elektroniczne, bardziej niepokojące. Słychać pulsującą elektroniczną magmę a także bardziej chropawe akordy syntezatorowe. W ostatniej minucie rytm gaśnie a pulsująca magma wraz z innymi, subtelniejszymi dźwiękami syntezatorowymi zostaje wyciszona.

"E≠mc²" to świetny przykład instrumentalnej twórczości elektronicznej z lat 80. Moim zdaniem do dzisiaj płyta nic nie straciła ze swojej wartości. Są tutaj dwa nagrania wyraźnie przebojowe: "Porachunki z bliźniakami", "Po drugiej stronie świata", mniej pasujący do całości ambientowy przerywnik "Sen mistrza Alberta" i eksperymentalna kompozycja tytułowa. Mimo swojej długości słucha jej się z wypiekami na twarzy. "E≠mc²" to według mnie najlepsza płyta Bilińskiego, która jest jednocześnie jedną z najważniejszych płyt w historii polskiej elektroniki a także muzyki pop lat 80. [9.5/10]

Andrzej Korasiewicz
06.09.2026 r.

Postaw mi kawę na buycoffee.to