Recenzje

Zaobserwuj nas
WESPRZYJ NAS

Wyszukaj recenzję:

Eurythmics - Savage

Eurythmics - Savage
1987 RCA

1. Beethoven (I Love To Listen To)    4:48
2. I've Got A Lover (Back In Japan)    4:25
3. Do You Want To Break Up?    3:38
4. You Have Placed A Chill In My Heart    3:50
5. Shame    4:23
6. Savage    4:10
7. I Need A Man    4:21
8. Put The Blame On Me    3:44
9. Heaven    3:28
10. Wide Eyed Girl    3:29
11. I Need You    3:22
12. Brand New Day    3:42

Druga połowa lat 80. to był czas, w którym nie było jeszcze do końca wiadomo, w którym kierunku pójdzie muzyka pop. Z jednej strony moda na "new romantic" i wczesny synth pop wyraźnie wygasła około roku 1985, z drugiej strony aktywni byli cały czas niektórzy wykonawcy z tego kręgu. Popularność Depeche Mode nawet wzrosła. Pojawili się też nowi przedstawiciele tego nurtu, tacy jak Pet Shop Boys czy Norwegowie z A-ha. Grali trochę inaczej niż gwiazdy sceny z pierwszej połowy lat 80., bardziej mainstreamowo, ale jednak w dużym stopniu byli ich kontynuatorami. Od połowy lat 80. wzrastała jednak wyraźnie popularność muzyki rockowej, w tym "glam metalu" dzięki przede wszystkim wykonawcom takim jak Bon Jovi czy Europe. Ten ostatni podbił w 1986 roku cały świat przebojem i płytą "The Final Countdown". W USA rozwijał się rap i r'n'b. Ale najbardziej widocznym trendem był powrót do rockowych korzeni. Nie było to jednak czyste organiczne granie, bo w produkcji nadal dominowało zastosowanie elektroniki, ale trend był wyraźny, zarówno w popowym mainstreamie, jak i muzyce niezależnej. Niektórzy wykonawcy, np. Eurythmics, już w połowie lat 80. zaczęli "urockawiać" swoje brzmienie. Tym większe zaskoczenie wywołał w październiku 1987 roku singiel "Beethoven (I Love To Listen To)", który zapowiadał nową płytę zespołu. Mechaniczny beat i elektroniczna stylistyka wskazywały na to, że Eurythmics wraca na ścieżkę, która zapewniła grupie największy sukces w pierwszej połowie lat 80.

Okazało się jednak, że ten zwrot w stronę synth popu nie był tym, na co czekała szersza publiczność. Singiel "Beethoven (I Love to Listen To)", ani kolejne z płyty "Savage", ani sama płyta nie nawiązały do największych sukcesów zespołu z lat 1983-1985. Album sprzedał się nawet gorzej niż poprzedni "Revenge", który miał bardziej rockowe, stadionowe brzmienie.

Problemem Eurythmics zawsze było to, że choć mieli świetne single a płyty dobrze się sprzedawały, to nie miały one wystarczającej jakości i siły rażenia jako całościowe propozycje artystyczne. Albumy Eurythmics były zwyczajnie nierówne i stanowiły bardziej dodatek do genialnych singli. Mimo że płyta "Savage" nie odniosła wielkiego sukcesu komercyjnego, to paradoksalnie okazała się jednym z najrówniejszych wydawnictw zespołu. Po latach, gdy albumu można słuchać w oderwaniu od ówczesnego kontekstu kulturowego, okazuje się jednym z najbardziej udanych wydawnictw płytowych w dyskografii zespołu. Nie ma tutaj wprawdzie wielkich kompozycji na miarę "Sweet Dreams" czy "Here Comes the Rain Again", ale nagrania, które znalazły się na "Savage" tworzą zgrabny zestaw, który dobrze słucha się jako całość. 

Na "Savage" mamy dynamiczne otwarcie w postaci "Beethoven (I Love To Listen To)", jest równie syntetyczny "I've Got A Lover (Back In Japan)" oaz wolniejszy, ale nadal z wyrazistym beatem elektronicznym, przebojowy "You Have Placed A Chill In My Heart". Następnie jest podobny w wyrazie "Shame" z pulsującym basem oraz piękna ballada tytułowa "Savage", która kończy oryginalną winylową stronę A. Stronę B winyla otwiera dynamiczny, bardziej rockowy "I Need A Man". Mimo dominujących, mocniejszych riffów gitarowych i dynamicznego, rockowego śpiewu Annie Lennox, nadal słyszymy jednak mechaniczny beat perkusyjny. Na całym albumie za programowanie perkusji odpowiada szwedzki producent Olle Romo. W niektórych utworach perkusja brzmi bardziej organicznie, np. właśnie w "I Need A Man", w innych niemal jak automat, np. w kolejnym "Put The Blame On Me". W następnym utworze "Heaven" słychać od początku tłustą partię basu syntetycznego, który nadaje klimat całemu nagraniu. Delikatne wokalizy Annie Lennox stanowią ciekawy kontrast dla pulsującego basu. "Wide Eyed Girl" nie należy do wyróżniających się utworów, ale utrzymuje elektroniczny klimat płyty, choć słychać tutaj zarówno gwałtowny śpiew Lennox oraz ostrzejsze riffy gitarowe Davida A. Stewarta. "I Need You" to akustyczna ballada zagrana na klasycznej gitarze z niemal countrowym wokalem Lennox. To najbardziej organiczny fragment płyty, pozbawiony beatu perkusyjnego i elektronicznej otoczki. Kończący album "Brand New Day" zaczyna się od wokalizy a capella Annie Lennox, na którą nałożono wiele głosów samej Lennox. Pod koniec drugiej minuty kompozycji dochodzą syntetyczne "dzwoneczki" a następnie delikatne perkusjonalia, które ulegają wzmocnieniu i zwiększają swoją dynamikę aż do zwieńczenia nagrania. W ten sposób płyta dobiega końca. 

"Savage" trudno uznać za płytę wybitną, ale na tle całej dyskografii zespołu prezentuje się bardzo solidnie. Choć album nie jest pozbawiony rockowej dynamiki i momentów bardziej organicznych, to dominuje tutaj elektroniczna produkcja i słychać, że obficie korzystano z syntezatora Synclavier. Utwory, z których zestawiono płytę pasują do siebie, choć są przecież różnorodne. W przeciwieństwie do niektórych wcześniejszych albumów Eurythmics nie ma tutaj chwili, gdy słuchacz natrafia na moment całkowicie nie korespondujący z resztą nagrań. Inna sprawa, że brakuje tutaj niekwestionowanych hitów. Za taki trudno uznać promujący album utwór "Beethoven (I Love To Listen To)". Od początku nie podobał się wszystkim. Wtedy, gdy ukazał się nie przystawał do aktualnych trendów w mainstreamie, ale i poszukiwań muzycznego "undergroundu", który właśnie zwrócił się w stronę rockowych brzmień lat 60. Sama kompozycja też nie jest tej miary co wcześniejsze przeboje zespołu. Mimo wszystko mnie od początku numer przekonywał, do dzisiaj mam do niego spory sentyment i nie przeszkadza mi jego prostota. Jeśli nie "Beethoven (I Love To Listen To)", to za najbardziej charakterystyczne momenty kojarzące się z albumem można uznać "You Have Placed A Chill In My Heart" i "Shame". Wyróżniłbym też tytułową balladę. Warto sięgnąć po "Savage", bo Eurythmics prezentuje tutaj swoje najbardziej charakterystyczne, "ejtisowe" brzmienie i robi to na dobrym, równym poziomie, co w przypadku zespołu nie zawsze było regułą. To rekompensuje brak wielkich kompozycji na płycie. [8/10].

Andrzej Korasiewicz
09.11.2025 r.