
Armia - Czas i byt
1992/1993 SPV Poland
1. W niczyjej sprawie 2:41
2. Archanioły i ludzie 3:06
3. Sędziowie 2:17
4. Nigdzie teraz tutaj 3:02
5. Wojny bez łez 2:59
6. Krótka forma czadowa 2:37
7. Aguirre 6:10
8. Niewidzialna armia 1 + 2 5:03
9. Podróż na wschód 3:37
10. Exodus 5:05
11. Trzy znaki 1:54
12. Święto rewolucji 2:57
13. Niezwyciężony 3:32
bonus CD 1993
14. Sygnał 0:12
15. Wiatr wieje tam gdzie chce 2:01
16. Hej szara wiara 1:43
17. Zostaw to 4:04
"Czas i byt" to album szczególny w dyskografii Armii, ale nie dlatego, że jest jakimś wyjątkowym i wybitnym osiągnięciem artystycznym. To nie znaczy, że dzisiaj w takich kategoriach również nie można go rozpatrywać. Gdy jednak ukazał się na przełomie 1992 i 1993 roku, był dla mnie zawodem. Wtedy nie rozumiałem po co taka płyta powstała. Większość materiału stanowiły ponownie nagrane utwory z pierwszej płyty, singli ("Aguirre", "Trzy znaki") oraz inne starsze kompozycje, które nie zmieściły się na dwa pierwsze wydawnictwa ("Niezwyciężony", "Podróż na wschód" - oba stanowiły bonusy do "Legendy" [czytaj recenzję >>]). Oprócz tego był nowy, świetny według mnie numer "Archanioły i ludzie" (tekst na podstawie wiersza Józefa Czechowicza „Przemiany”) a także drugi, instrumentalny pt. "Krótka forma czadowa" oraz studyjna wersja coveru Boba Marleya "Exodus", znana z koncertowej płyty "Exodus", wydanej w tym samym 1992 roku. Płyty "Czas i byt" słuchało się całkiem dobrze, ale wtedy nie rozumiałem sensu nagrywania ponownie znanych mi już wcześniej nagrań. W dodatku niektóre ("Aguirre"!) brzmiały gorzej od wersji pierwotnych. Czekałem na następcę genialnej "Legendy" (1991) a zamiast tego otrzymałem zbiór nagrań poddanych recyklingowi.
W 1993 roku nie wiedziałem jednak, że "Czas i byt" będzie ostatnią płytą klasycznej Armii z Robertem Brylewskim, nagrywaną w dodatku w kultowym studiu Złota Skała. Wówczas mieściło się ono już nie na mazurskiej wsi, ale w pomieszczeniu warszawskiego klubu „Riviera-Remont”. Nie wiedziałem też, że brzmienie debiutanckiej płyty Armii (1987) zostało zmasakrowane przez Pronit i muzycy chcieli poprawić tę wpadkę, dzięki ponownemu nagraniu niektórych utworów i wydaniu w lepszej jakości. Przyznam, że debiutancka płyta, którą miałem na winylu rzeczywiście brzmiała jakoś cicho i dziwnie. Nigdy jednak nie należałem do audiofili, szczególnie, że mówimy o muzyce rockowej, a nie kompozycjach Chopina. W zupełności wystarczyło mi odpowiednie "podkręcenie" potencjometru "volume", dodanie na maks basu i "dało się" tego słuchać :). Oczywiście dzisiaj doceniam naprawienie brzmienia debiutanckiej płyty Armii na kompaktowych reedycjach po 1999 roku. Ale w 1993 roku ponowne nagrywanie materiału z debiutu i wydanie go w postaci, niby nowej, ale jednak nie całkiem nowej płyty pt. "Czas i byt" było dla mnie pomysłem złym. Chciałem więcej nagrań w rodzaju "Archanioły i ludzie" a nie odgrzewanych kotletów.
Mój negatywny stosunek do albumu "Czas i byt" wzmocnił się tylko, gdy światło dzienne ujrzał następnym album Armii z premierowym materiałem. Płyta "Triodantne" odrzuciła mnie po pierwszym przesłuchaniu. I nie chodziło mi o chrześcijańskie przesłanie wydawnictwa, bo sam też szedłem w tym kierunku, ale o brzmienie samej muzyki. To nie miało wiele wspólnego z Armią, którą pokochałem na dwóch pierwszych płytach! Zamiast uduchowionego punk rocka z indiańsko-mistyczną otoczką, otrzymałem jakieś ciężkie, metalowe riffy tworzące ociężałą muzykę idącą w kierunku progresywnego punk-metalu. Do dzisiaj nie jest mi po drodze z "Triodante", choć doceniam próbę wymyślenia się na nowo po odejściu z zespołu Roberta Brylewskiego.
Na "Czas i byt" patrzę dzisiaj właśnie z powyższej perspektywy. Po latach, gdy słucham płyty bez kontekstu oczekiwania na następcę "Legendy" i wiem co wydarzyło się muzycznie dalej z Armią, znacznie bardziej doceniam "Czas i byt". To przecież najlepszy muzyczny okres Armii. Są tutaj dwa świetne nowe numery i cover "Exodusu". Pozostałe nagrania traktuję jak raz lepsze, raz gorsze auto covery. Ale to, co jest największą zaletą albumu, to obecność na niej charakterystycznej, gitarowej ściany dźwięku Roberta Brylewskiego i klimat, który jest tym samym charakterystycznym staro-armijnym klimatem znanym z "Legendy".
Piszę o płycie, ale wydawnictwo najpierw ukazało się na kasecie, a dopiero rok później, wzbogacone o cztery nagrania dodatkowe, w formacie CD. Sprzedaż płyt CD była wtedy w Polsce nadal w powijakach. Płyty winylowe przestały się ukazywać a podstawowym formatem wydawniczym stały się kasety. Dlatego "Czas i byt" najpierw ukazał się na kasecie (prawdopodobnie jeszcze w 1992 roku), później na CD (1993) a na winylu dopiero po latach (2020), gdy winyl z powrotem stał się popularny wśród kolekcjonerów.
Dzisiaj bardzo lubię wracać do "Czasu i bytu". Moje dawne krytyczne spojrzenie na to wydawnictwo uleciało wraz z upływem czasu. Pozostała jedynie rozkosz obcowania z oryginalnym brzmieniem Armii, do którego nigdy nie udało się zespołowi wrócić. To nie znaczy, że nie cenię niektórych późniejszych wydawnictw zespołu, ale tego specyficznego brzmienia pierwotnej Armii nic nie przebije. A ono tutaj jest. Dlatego po latach "Czas i byt" oceniam wysoko. [9/10]
Andrzej Korasiewicz
10.01.2026 r.