
Chris Rea - The Road To Hell
1989 WEA
1. The Road To Hell (Part I) 4:52
2. The Road To Hell (Part II) 4:30
3. You Must Be Evil 4:20
4. Texas 5:09
5. Looking For A Rainbow 8:20
6. Your Warm And Tender Love 4:32
7. Daytona 5:04
8. That's What They Always Say 4:27
9. I Just Wanna Be With You 3:39
10. Tell Me There's A Heaven 6:00
Wczoraj przyszła przykra informacja o śmierci Chrisa Rea. Artysta, który od wielu lat chorował, zmarł 22.12.2025 r. w wieku 74 lat. Obszerna twórczość Chrisa nie była mi szczególne bliska, ale mam w pamięci kilka jego przebojów z lat 80. oraz dwie płyty, które przyniosły mu międzynarodową sławę. O pierwszej z nich wspomnę w niniejszej recenzji.
Z muzyką Chrisa zetknąłem się w połowie lat 80., gdy usłyszałem takie przeboje jak: "Fool (If You Think It's Over)" (1978), "I Can Hear Your Heartbeat" (1983), "Josephine" (1985), czy szczególnie "On the Beach" (1986). Ten ostatni, promowany na liście Trójki przez Marka Niedźwieckiego, bardzo przypadł mi do gustu, ale cała płyta o tym samym tytule już nie podobała mi się tak mocno. Poza utworem tytułowym, w którym na plan pierwszy wysuwają się "pływająca" partia gitary Rea oraz jego śpiew okraszony lekką chrypką, zwróciły moją uwagę jeszcze "It's All Gone" i "Hello Friend". Przemówiły do mnie zatem te najbardziej przebojowe fragmenty płyty, które wydano jako single, pozostałe nagrania były dla mnie zbyt wolne i nie przekonywały mnie. To była twórczość z kategorii pop rocka wywodzącego się z bluesa i klasycznego rocka. Chris Rea miał jednak talent, by tworzyć utwory, które zainteresują nawet kogoś spoza kręgu muzyki, którą grał.
Już na samym początku swojej kariery muzycznej w 1978 roku nagrał przebój "Fool (If You Think It's Over)". Singiel dotarł wtedy do 12. miejsca listy Billboardu i okazał się największym amerykańskim przebojem Brytyjczyka w całej jego karierze. Choć jego twórczość miała potencjał, by bardziej zaistnieć na rynku amerykańskim, to Ameryki nie podbił. Nic dziwnego jednak, że tak się stało, skoro nigdy nie zagrał tam ani jednego koncertu. Najważniejsze dla Chrisa Rea było jednak życie rodzinne i nie poświęcił go dla rozwoju swojej kariery muzycznej. Wyjazd na koncerty do USA kolidował z jego planami rodzinnymi i mimo dużego potencjału swojej twórczości nie zdecydował się na wyjazd do Stanów. A przecież międzynarodowy sukces, który Rea osiągnął w swoim życiu i tak był duży. To pokazuje przede wszystkim moc jego twórczości i skalę talentu. Mimo tego, że nie stawiał na karierę za wszelką cenę i tak osiągnął wiele.
Po pierwszym przeboju "Fool (If You Think It's Over)", który w 1978 roku zaznaczył również swoją obecność na liście brytyjskiej docierając do top 30 listy singli, jego popularność stanęła w miejscu. Mimo regularnego wydawania kolejnych płyt oraz singli, dopiero w 1985 roku wraz z siódmą płytą pt. "Shamrock Diaries" sprzedaż jego muzyki zaczęła wyraźniej rosnąć. Album dotarł do 15. miejsca brytyjskiej listy sprzedaży albumów oraz do 3. podobnej listy w Holandii. Jeszcze lepiej było w przypadku następnej płyty "On the Beach", która osiągnęła 11. miejsce w Wielkiej Brytanii, 2. w Niemczech oraz szczyt listy sprzedaży w Holandii. Album dobrze radził sobie też w innych krajach europejskich a od tej chwili popularność Chrisa zaczęła jeszcze przyśpieszać. Pomógł w tym singiel "Let's Dance" (1987), który był pierwszym w karierze Chrisa utworem w top 20 brytyjskiej listy singli docierając do 12. miejsca. Popularność zdobył również w pozostałych krajach, nie tylko europejskich, w Nowej Zelandii utwór dotarł do 2. miejsca listy singli. Dzięki temu wystrzeliła również sprzedaż albumu "Dancing with Strangers" (1987), z którego nagranie pochodziło. Wydawnictwo dotarło do 2. miejsca brytyjskiej listy sprzedaży. W kolejnym roku, dzięki świątecznemu przebojowi "Driving Home for Christmas" (1988) artysta po raz pierwszy osiągnął top 10 brytyjskiej listy singli. Był też w czołówce list w Austrii, Niemczech i Holandii, gdzie utwór dotarł do 3. miejsca. To wszystko okazało się dopiero przedsmakiem, bo prawdziwy przełom przyszedł wraz z albumem "The Road To Hell" wydanym w 1989 roku.
Płyta "The Road To Hell" ukazała się w październiku 1989 roku i została poprzedzona na początku tego samego miesiąca singlem "The Road to Hell (Part 2)". Początkowo wydawca był niechętny wydaniu tego utworu na singlu. Nagranie wydawało się niezbyt chwytliwe. Utwór był inspirowany frustracją związaną ze staniem korku w godzinach szczytu na autostradzie, dzięki czemu bohater ma czas na przemyślenia na temat swojego życia. Niezbyt wesoły śpiew Rea oraz motywy gitarowe przywodzące na myśl Dire Straits spodobały się jednak słuchaczom. Nagranie stało się międzynarodowym przebojem docierając jako drugi i ostatni utwór artysty do top 10 brytyjskiej listy singli. Utwór był też największym przebojem w historii polskiej listy przebojów Trójki osiągając na niej w grudniu 1989 roku siódme miejsce. To wszystko nakręciło sprzedaż albumu "The Road To Hell", który stał się pierwszym w karierze artysty numerem jeden na brytyjskiej liście sprzedaży. Chris Rea powtórzył ten sukces z następnym albumem "Auberge" (1991) a później jego popularność zaczęła słabnąć. Zaczęły się też jego kłopoty ze zdrowiem. W XXI wieku Chris Rea odszedł od grania pop rocka i zwrócił się w stronę bluesa rocka.
Album "The Road To Hell" wyniósł Chrisa Rea na szczyt popularności. Nie tylko okazał się sukcesem na rynku brytyjskim, ale świetnie sprzedawał się w całej Europie i poza nią. Artyście nie udało się tylko podbić Ameryki, mimo że muzyka, którą grał była niemal skrojona pod rynek amerykański. Chris Rea ze swoją charakterystyczną chrypką i pop rockiem osadzonym w tradycji bluesowej miał wielką szansę na sukces na tym rynku. Nie mógł go jednak osiągnąć, gdy nie promował swojej twórczości w Stanach. Z wywiadów, których udzielał wynika, że czuł z tego powodu pewien żal, ale najważniejsza był dla niego rodzina a nie popularność. Nigdy nie zabiegał o nią, jego celem nigdy nie była ona sama w sobie. Tworzył muzykę taką, jaką chciał i nie oglądał się za siebie. Gdy okazywało się, że piosenki i płyty, które nagrywał stawały się popularne, tym lepiej dla nich. Ale Chris Rea nigdy nie kierował się tym, żeby być gwiazdą. I mimo sukcesu, który osiągnął nigdy nie zachowywał się jak gwiazda.
Album "The Road To Hell" przyniósł muzykę bardziej zwartą i dynamiczną w porównaniu do niektórych jego wcześniejszych płyt. O ile np. na płycie "On the Beach" było kilka bardziej wyrazistych utworów a resztę stanowiły spokojne, niemal folkowe pieśni, to na "The Road To Hell" otrzymujemy zestaw dziesięciu nagrań, które tworzą zwartą całość. Płyta rozpoczyna się od dwóch części "The Road To Hell", z której druga osiągnęła sukces komercyjny. W kolejnym utworze "You Must Be Evil" muzyka nie zwalnia a śpiew Rea jest nawet bardziej dynamiczny, refren chwytliwy i choć nagranie nie stało się singlem, to mogłoby się nim stać. Mimo że śpiew Rea w "Texas" jest bardziej zrównoważony, to nagranie ma przyjemny, miarowy bit perkusyjny a robotę robią solówki gitarowe Chrisa. W najdłuższym na płycie, ponad ośmiominutowym "Looking For A Rainbow" najbardziej słychać korzenie Chrisa Rea, bo gitara brzmi bardzo bluesowo, jak i cały utwór. "Your Warm And Tender Love" jest spokojniejszy i bujający. Ważną rolę odgrywają w nim partie klawiszowe (prawdopodobnie Fender Rhodes) oraz typowe dla Chrisa Rea pływające zagrywki gitarowe. "Daytona" to miły pop rock osadzony w korzeniach bluesowych, co zresztą można byłoby powiedzieć o większości nagrań na płycie. "That's What They Always Say" jest bardziej zadziorny i dynamiczny, "I Just Wanna Be With You" to miękki pop z subtelnymi zagrywkami gitarowymi w tle i tradycyjnymi, klawiszowymi akordami, które ubarwiają nagranie. Wszystkich kompozycji na albumie słucha się z uwagą i przyjemnością, nawet jeśli pop rock osadzony w tradycji bluesowej nie jest gatunkiem, który słuchacza najbardziej interesuje. Płytę kończy piękna ballada "Tell Me There's a Heaven", którą rozpoczyna subtelna gra na pianinie. Utwór wzbogacony jest klimatyczną aranżacją smyczkową oraz delikatną partią basu. Na tle tego instrumentarium Chris Rea śpiewa o pragnieniu istnienia nieba. Wspaniała kompozycja, która zamyka piękną klamrą płytę.
"The Road To Hell" to jedna z najbardziej udanych pozycji w dyskografii artysty, która przyniosła mu zasłużoną, międzynarodową sławę. Album do dzisiaj zachowuje swoją moc, która jest w stanie oddziaływać nie tylko na słuchaczy, którzy lubią muzykę tworzoną przez artystę. A to świadczy o prawdziwej sile "The Road To Hell". [9/10]
Andrzej Korasiewicz
23.12.2025 r.