Recenzje

Zaobserwuj nas
WESPRZYJ NAS

Wyszukaj recenzję:

Cocteau Twins - Garlands

Cocteau Twins - Garlands
1982 4AD

1. Blood Bitch    4:37
2. Wax And Wane    4:02
3. But I'm Not    2:49
4. Blind Dumb Deaf    3:46    
5. Shallow Then Halo    5:15
6. The Hollow Men    5:03
7. Garlands    4:31
8. Grail Overfloweth    5:23

Debiutancki album "Garlands" często traktowany jest jedynie jak wstęp do dalszej twórczości Cocteau Twins, dzieło jeszcze mało oryginalne, zestawiane z dokonaniami Siouxsie and the Banshees. Rzeczywiście, trudno zaprzeczyć temu, że sposób śpiewania Elizabeth Fraser ma sporo wspólnego z Siouxsie a samo brzmienie płyty jest bliskie post-punkowej charakterystyce the Banshees. "Garlands" to zarazem jedyna płyta nagrana z basistą Willem Heggie'm, który wraz z Robinem Guthrie'm założył w 1979 roku Cocteau Twins. Elizabeth Fraser dołączyła do grupy dopiero w 1981 roku na zaproszenie obu panów. Z czasem okaże się, że obok pogłosów gitarowych Guthriego, jej śpiew będzie znakiem rozpoznawczym Cocteau Twins. Zanim jednak to nastąpi trio Fraser, Guthrie, Heggie czyni ćwiczenia na "Garlands" z grania muzyki typowo post-punkowej i nowofalowej. Dopiero na następnym albumie zespołu pt. "Head over Heels" (1983), nagranym już bez basu Heggiego, w duecie Fraser i Guthrie, zacznie się kształtować charakterystyczne brzmienie Cocteau Twins. Swoją pełnię osiągnie ono na słynnym "Treasure" (1984) już z nowym basistą Simonem Raymondem. 

Już pierwszy utwór na "Garlands" pt. "Blood Bitch" rozpoczyna się od pulsującego basu, który razem z czysto brzmiącym automatem perkusyjnym tworzy sekcję rytmiczną. Charakterystyczny dla późniejszego Cocteau Twins rozmyty dźwięk gitary Guthriego wchodzi dopiero w dalszej kolejności i nie jest jeszcze dominujący. Do tego dochodzi śpiew Fraser, który również nie jest jeszcze tak wysublimowany i odrealniony, jak na kolejnych wydawnictwach zespołu. Muzyka na "Garlands" do tego stopnia wydała się w 1982 roku zwyczajna i mało oryginalna, że część krytyków odrzuciła zespół jako kolejnych naśladowców Siouxsie and the Banshees. A jednak od początku słychać przecież różnice. Na pewno jest nią brak żywego perkusisty i zastosowanie automatu perkusyjnego. Samo brzmienie automatu, które otrzymaliśmy na płycie nie jest jednak w pełni świadomą decyzją zespołu. Cocteau Twins, wchodząc do studia jako debiutanci, nie mieli pełnej kontroli nad sposobem nagrywania i produkcji płyty. Po pierwsze, wszystkiego dopiero uczyli się i nie mieli argumentów, żeby przekonać realizatorów dźwięku do swojej koncepcji nagrywania. Uzyskane brzmienie automatu Roland TR-808 wynikało z narzuconych przez techników w studiu zasad realizacji dźwięku, którzy stosowali ogólnie przyjęty standard nagrywania automatu perkusyjnego. Sam Guthrie chciał zastosować inną technikę podłączenia automatu, by uzyskać dźwięk brudniejszy i mniej klarowany, ale nie udało mu się tego przeforsować*. Czy jednak naprawdę odbyło się to ze szkodą dla płyty? To kwestia gustu. Mnie np., jako zwolennikowi brzmień elektronicznych i mechanicznych, ale nie nadmiernie mrocznych, zawsze podobało się to na albumie "Garlands". Mimo tego, że płyta jest mroczna, to dzięki klarowności dźwięku automatu perkusyjnego jej brzmienie jest bardziej rozjaśnione i od strony sekcji rytmicznej zbliżone do grup typowo syntezatorowych stosujących automat perkusyjny.

W "Wax And Wane", po początkowych szumach, słyszymy miarowe dźwięki automatu perkusyjnego i ponownie bas Heggiego, ale tym razem rozmyte dźwięki gitary Guthriego są wyraźniejsze i wysuwają się czasami na pierwszy plan, tworząc charakterystyczne plamy dźwiękowe. W krótkim, niespełna trzyminutowym "But I'm Not" gitara Guthriego jest jeszcze bardziej słyszalna. Kolejne utwory mają mniej lub bardziej podobny schemat - bas Heggiego, rozmyte tło gitarowe Guthriego, automat perkusyjny i niepokojący sopran Fraser. Płyta jest wciągająca dzięki motoryce automatu perkusyjnego a pogłosy gitarowe Guthriego i odrealniony śpiew Fraser, urozmaicone samplowanymi, innymi dźwiękami jak np. w czwartej minucie "Shallow Then Halo", sprawiają, że mamy do czynienia z nową jakością w muzyce. To nie jest jedynie naśladownictwo Siouxsie and the Banshees. Do tego dochodzi wyrazista gitara basowa Heggie'ego. 

W połowie lat 80., gdy poznawałem Cocteau Twins, bardzo lubiłem "Garlands". Wtedy byłem przede wszystkim fanem prostszego synth-popu/new romantic i muzyka na "Treasure" wydawała mi się zbyt trudna, choć fascynująca. Ale debiut Cocteau Twins przemawiał do mnie od razu. Choć "Garlands" nie jest najwybitniejszym osiągnięciem zespołu, to pozostaje płytą bardzo ciekawą, udaną i wciągającą. Na pewno przypadnie do gustu tym, którzy lubią muzykę zimnofalową i nowofalową. Ze względu na pierwszoplanowy udział automatu Roland TR-808 może też być punktem zaczepienia dla sympatyków brzmień electro-popowych. Mniej pewnie będzie podobać się miłośnikom muzyki typowo gitarowej. [9/10]

* czytaj wywiad Guthrie'go dla "Penny Black Music" w 2006 roku, dostępny na stronie internetowej Cocteau Twins.

Andrzej Korasiewicz
31.03.2025 r.