Recenzje

Zaobserwuj nas
WESPRZYJ NAS

Wyszukaj recenzję:

Cocteau Twins - Head Over Heels

Cocteau Twins - Head Over Heels
1983 4AD

1. When Mama Was Moth    3:06
2. Five Ten Fiftyfold    5:01
3. Sugar Hiccup    3:41
4. In Our Angelhood    3:00
5. Glass Candle Grenades    2:45
6. In The Gold Dust Rush    3:40
7. The Tinderbox (Of A Heart)    4:57
8. Multifoiled    2:37
9. My Love Paramour    3:40
10. Musette And Drums    4:38

Cocteau Twins, po wydaniu debiutanckiej płyty "Garlands" [czytaj recenzję >>]  i zagraniu kilku koncertów jako support... Orchestral Manoeuvres in the Dark, rozstał się ze swoim basistą Willem Heggie'm. To spowodowało zwrot w muzyce Cocteau Twins, który okazał się brzemienny w skutkach. Na "Garlands" bas Heggiego był istotną częścią składową muzyki zespołu, czasami wręcz napędzając niektóre kompozycje. Gdy Guthrie i Fraser zostali sami, musieli przemyśleć swoje dalsze postępowanie jeśli chodzi o tworzenie muzyki. Podczas sesji nagraniowej debiutanckiej płyty projektu This Mortal Coil, w której oboje uczestniczyli nagrywając m.in. cover utworu Tima Buckleya "Song to the Siren", poznali Simona Raymonde'a, który pod koniec 1983 roku dołączył do zespołu jako nowy basista. Drugi album Cocteau Twins pt. "Head Over Heels" przygotowali jednak jeszcze bez niego. Na basie zagrał sam Guthrie, który oprócz tego obsługiwał gitarę rytmiczną, automat perkusyjny i instrumenty klawiszowe. Guthrie nie tylko nie był wybitnym gitarzystą i nie potrafił grać solówek, ale wcale nie zamierzał się tego uczyć. Najbardziej interesowało go uzyskanie "właściwego" brzmienia gitary, które zadowoli jego wyobrażenia o tym jak ma brzmieć muzyka Cocteau Twins. Dlatego intensywnie pracował nad uzyskaniem odpowiedniej barwy brzmienia gitary, stosując efekty gitarowe i technikę nakładania partii gitary jedna na drugą. W wyniku tego narodziła się charakterystyczna dla Cocteau Twins gitarowa ściana dźwięku z pogłosem. Ten element brzmienia zespołu uzupełniał automat perkusyjny, ale tym razem jego dźwięk nie był tak mechaniczny i wyrazisty jak na albumie "Garlands". Gitara basowa na "Head Over Heels" stała się mniej zauważalna a nad wszystkim rozpościerał się śpiew Elisabeth Fraser. Grupa Cocteau Twins odchodziła od post-punkowych korzeni w rejony bliżej nieokreślone, ale dotarła do nich dopiero na następnej płycie "Treasure". Nagrywanie "Head Over Heels" okazało się jednak ważnym krokiem w kształtowaniu indywidualnego charakteru formacji.

"Head Over Heels" stało się albumem pośrednim między zimnofalowo-postpunkowym debiutem a stylem, które w latach 80. nazywano od nazwy wytwórni "4AD". 4AD to była wtedy swoista marka muzyki niesamowitej, wyjątkowej, odrealnionej, czasami baśniowej, pochodzącej jakby z innego świata. Jego istotę najlepiej określały albumy projektu This Mortl Coil, a także trzeci album Cocteau Twins pt. "Treasure" (1984). "Head Over Heels" z kolei okazało się istotnym albumem dla narodzenia się estetyki "shoegaze". To właśnie tutaj tekstury gitarowe Guthriego stały się tak ważne, co słychać już w otwierającym płytę utworze "When Mama Was Moth", w którym od początku dominuje gitarowe rzężenie. W jego tle rozwija się melodyjny motyw klawiszowy a śpiew Fraser przenosi słuchacza do innej rzeczywistości. "Five Ten Fiftyfold" rozpoczyna lekki śpiew Fraser i o dziwo subtelnie pulsujący bas. W tle słychać delikatne partie grane na saksofonie, co jest pierwszym tego typu urozmaiceniem muzyki zespołu. Rzężąca gitara z pogłosem pojawia się dopiero w czwartej minucie, w której przejmuje niemal kontrolę nad kompozycją, ale w końcówce nagrania wraca rozmarzony, niemal anielski śpiew Fraser urozmaicony lekką partią na saksofonie i delikatnym basem.

Trzeci utwór na płycie "Sugar Hiccup" to niemal protoplasta dream popu lub późniejszych dokonań Sugarcubes i Björk. Z jednej strony mamy wolniejsze tempo, delikatne partie gitary z pogłosem, z drugiej strony słychać całkiem zdecydowany, pewny siebie i "zakręcony" śpiew Fraser, co nadaje muzyce charakter zwariowany, ale przy tym optymistyczny. Bardziej rzężąca partia gitary pojawia się tylko na chwilę pod koniec trzeciej minuty kompozycji. Kolejne nagrania to wariacja wokół motywów określonych we wstępie płyty. "In Our Angelhood" rozpoczyna się zdecydowanie i dynamicznie, od razu z gitarą na pierwszym planie, która "zabrudza" kompozycję. "Glass Candle Grenades" jest bardziej neurasteniczny, skutecznie wciągając w świat Cocteau Twins. "In The Gold Dust Rush" otwiera mechaniczny dźwięk automatu perkusyjnego wzmocniony basem, ale szybko przykrywa te dźwięki śpiew Fraser. W dalszej części nagrania zmienia się schemat rytmu, słychać też gitarę Guthriego. W "The Tinderbox (Of A Heart)" ponownie na pierwszym planie jest transowy rytm automatu perkusyjnego, w którego tle słychać subtelny śpiew Elizabeth Fraser. Atmosfera robi się tajemnicza i niepokojąca. Niespełna trzyminutowy "Multifoiled" brzmi o dziwo nieco jazzowo. "My Love Paramour" znowu zaczyna wyraźnie zaznaczona mechaniczna partia automatu perkusyjnego i basu. Szybko dołącza ze swoim śpiewem Fraser a w tle pobrzmiewają warstwy gitarowe Guthriego. Dobrze się tego słucha, ale sama kompozycja nie ma w sobie nic zapamiętywalnego. W kończącym album "Musette and Drums" od samego początku słychać rozległe warstwy gitarowe Guthriego. Nagranie jest niemal przytłaczające, śpiew Fraser chwilami rozpaczliwy, gitary są ciężkie i masywne a w czwartej minucie słychać nawet coś na kształt solówki. Potężne nagranie kończy przygodę z "Head Over Heels".

Dzięki "Head Over Heels" Cocteau Twins rozwinęli swój indywidualny styl opierając się na warstwowych partiach gitary Guthriego z pogłosami i odrealnionym wokalu Fraser. Na kolejnym albumie zespół zabierze nas w nieco subtelniejszy świat, ale doświadczenia wyniesione z sesji nagraniowej "Head Over Heels" stały się bazą dla dalszej twórczości zespołu a także inspiracją dla innych artystów, szczególnie tych z kręgu shoegaze. Mimo że grupa w dalszym ciągu używa automatu perkusyjnego, to jego brzmienie jest bardziej stłumione, a na plan pierwszy muzyki wysuwa się gitara Guthriego. Album powinien spodobać się sympatykom brzmień gitarowych, ale fanom muzyki opartej o dźwięk automatu perkusyjnego też może przypaść do gustu. Świetna płyta, bo tylko takie sygnowane były nazwą Cocteau Twins. [9.5/10]

Andrzej Korasiewicz
01.04.2025 r.