Recenzje

Zaobserwuj nas
WESPRZYJ NAS

Wyszukaj recenzję:

Ure, Midge - A Man Of Two Worlds

Midge Ure - A Man Of Two Worlds
2026 Chrysalis

World One: Music

1. A Different View
2. The Space In Between
3. Hearing The invisible
4. Just Below The Surface
5. The Dimming Light
6. The Other Side
7. Blues and Greys
8. The Pictures You Carry With You

World Two: Songs

1. Just Words
2. World Away
3. Shouting To The Moon
4. Caught In The Middle
5. Ordinary Man (Precious Moments)
6. Somewhere Out There
7. The Man Who Stole Your Soul
8. Fan The Flame

Na tę płytę czekaliśmy dwanaście lat. Tyle minęło od chwili wydania ostatniego albumu Midge Ure'a z autorską muzyką pt. "Fragile" (2014) [czytaj recenzję >>]. W tym czasie Midge Ure dał niezliczoną ilość koncertów grając zarówno repertuar solowy, jak i wracając do grania muzyki Ultravox. W 2017 roku ukazał się album "Orchestrated" [czytaj recenzję >>] , na którym Midge Ure zaprezentował orkiestrowe aranżacje zarówno solowych nagrań, jak i tych współtworzonych przez niego w czasach Ultravox. Ukazała się też wartościowa składanka "Soundtrack: 1978–2019" [czytaj recenzję >>]  podsumowująca dorobek muzyka od początku kariery. Midge Ure udzielał się też na płytach innych wykonawców, jak ostatnio na nowym albumie Kim Wilde ("Closer", 2025) [czytaj recenzję >>] . To wszystko nie spełniało jednak ambicji Ure'a, by stać się szanowanym autorem piosenek na miarę Petera Gabriela. Czy nowa, podwójna płyta "A Man Of Two Worlds" realizuje te oczekiwania? Oczywiście na to jest już za późno. Midge w październiku tego roku kończy 73 lata i jest już u schyłku swojej kariery, której szczytem była połowa lat 80. Wtedy na fali popularności Ultravox zdobył rozpoznawalność solową, a współpraca z Bobem Geldofem przy tworzeniu Band Aid a następnie Live Aid zapewniła mu wysoką pozycję w brytyjskim show-biznesie. Midge Ure'owi nigdy nie udało się jednak uzyskać rozpoznawalności w Stanach Zjednoczonych a jego solowa kariera w Wielkiej Brytanii i Europie kontynentalnej szybko przygasła. W połowie lat 90. muzyczny show-biznes przestał wiązać z Midge Urem jakiekolwiek nadzieje. Na początku XXI wieku muzyk stał się w praktyce artystą niszowym, którym interesują się jedynie dawni fani Ultravox. Nowa płyta tego nie zmieni, ale warto po nią sięgnąć, szczególnie, gdy należy się do grona sympatyków Ultravox.

Album podzielony jest na dwie części. Na pierwszym krążku "World One: Music" Midge Ure prezentuje nagrania instrumentalne. To zestaw ośmiu subtelnych kompozycji głównie fortepianowych wzbogaconych o partie skrzypcowe i tła orkiestrowe, które dodają utworom patosu i podniosłości.  Słucha się tego przyjemnie, ale w tej recenzji skupię się na drugiej części wydawnictwa pt. "World Two: Songs". Tutaj również mamy osiem nagrań, ale w przeciwieństwie do pierwszej części otrzymujemy kompozycje wokalne, w których większą rolę odgrywa elektronika. 

"World Two: Songs" otwiera znany już wcześniej z singla "Just Words". Wersja albumowa jest dłuższa od tej singlowej o prawie dwie minuty. Kompozycja jest rodzajem łącznika z pierwszą częścią "A Man Of Two Worlds", ponieważ słyszymy tutaj zarówno partie fortepianowe, jak i przede wszystkim smyczkowe tła. Do tego dołącza perkusja, bas, gitara i śpiew Midge Ure'a. Utwór ma w sobie charakterystyczną dla twórczości Midge Ure'a patetyczną melancholię, która wznosi do góry. Ten tęskny, emocjonalny głos Ure'a zawsze chwyta mnie za serce. Końcowe kilkadziesiąt sekund nagrania to niemal ambientowe tło, w którym słyszymy subtelne partie smyczków i delikatne klawisze, które przechodzą w następną kompozycje "World Away". Tutaj mamy już do czynienia z kompozycją mocno elektroniczną, w której dominuje mechaniczny, jednostajny bit i wiele warstw syntezatorowych. Słychać zarówno przestrzenne partie klawiszowe, które bardzo kojarzą mi się z Ultravox, jak i chwilami gęste, basowe a przy tym wirujące syntezatory, które wprowadzają niepokój. To moja ulubiona kompozycja z najnowszej płyty Ure'a. Miałem nadzieję, że pozostała część płyty będzie się rozwijać w podobnym klimacie, ale tak nie jest. Począwszy od "Shouting To The Moon" mam wrażenie, że słucham kontynuacji poprzedniego albumu "Fragile", co nie jest zarzutem. Kompozycja jest spokojniejsza i przywraca muzyce Ure'a patos. Słychać ponownie smyczkowe tła i delikatne motywy fortepianowe, choć we wstępie również delikatny elektroniczny bit. W dalszej części nagranie nabiera rozmachu a subtelne smyczki przeradzają się w potężniejszą orkiestrową aranżację. Pewnym kontrapunktem są gitarowe riffy, ale w utworze dominuje patos. Ten nastrój kontynuuje "Caught In The Middle", choć oprócz aranżacji orkiestrowej słychać również przestrzenne partie syntezatorowe.

"Ordinary Man (Precious Moments)" zaczyna się od narastających dźwięków smyczkowych, za chwilę gasnących i tworzących patetyczne tło nagrania. Na nie nakłada się elektroniczny bit, a następnie partie syntezatorowe oraz najpierw przetworzony śpiew Midge Ure'a a następnie w jego zwykłej tonacji. Śpiew Ure'a jest emocjonalny i ma większą siłę, by za chwilę powróciła jego wersja przetworzona. Kompozycja w bardzo interesujący sposób łączy elektronikę i elementy muzyki klasycznej a przy tym nie jest przeładowana patosem. To bardzo udane nagranie, które również jest w czołówce moich ulubionych z "A Man Of Two Worlds". W "Somewhere Out There" wracamy do fortepianu, rzewnego śpiewu Ure'a a następnie orkiestrowego tła. Dopiero pod koniec słyszymy basowe, nieco rozstrojone dźwięki syntezatorowe, które stanowią kontrast do dominującego w nagraniu patosu. "The Man Who Stole Your Soul" to drugi utwór singlowy, który poznaliśmy przed wydaniem nowej płyty. Podobnie jak w przypadku "Just Words" wersja albumowa jest dłuższa niż singlowa. "The Man Who Stole Your Soul" od razu przypadł mi do gustu. Choć również w nim słychać partie smyczkowe, to utwór ma o wiele prostszą, piosenkową konstrukcję, w której słyszymy dynamiczną perkusję, mocniejsze riffy gitarowe, pulsujący bas a także intensywne, przestrzenne partie syntezatorowe. Śpiew Ure'a jest bardziej konkretny, choć nie gubi swojego nieuchwytnego piękna. Mamy też chwytliwy refren. Nagranie ponownie na końcu przybiera charakter ambientowy - smyczkowo-klawiszowo-fortepianowy - i staje sią łącznikiem z kończącym album utworem "Fan The Flame", który rozpoczyna się tak jak kończy się "The Man Who Stole Your Soul". Na tą instrumentalną warstwę wchodzi spokojny, chwilami wręcz szeptany śpiew Ure'a. "Fan The Flame" zamyka album w nastroju podniosłym. Słyszymy dzwoneczki, przestrzenne partie syntezatorowe, orkiestrowe, patetyczne tła i delikatne gitarowe akordy. Gdy wydaje się, że kulminacją będą partie orkiestrowe, na koniec pojawia się śpiew Ure'a, który wieńczy płytę. 

Czy "A Man Of Two Worlds" to udany album? Na pewno nie jest to muzyka, która odkrywa cokolwiek nowego. Nie wydaje mi się również, żeby mogła przekonać do twórczości Midge Ure'a kogoś, kto wcześnie już jej nie cenił. Artysta w ciekawy sposób łączy elementy elektroniki i muzyki klasycznej. Brakuje mi tutaj czasami bardziej soczystych motywów elektronicznych, które w wyraźniejszy sposób z jednej strony nawiązywałyby do twórczości Ultravox, z drugiej były mocniejszym kontrapunktem dla dominujących na płycie motywów smyczkowych i orkiestrowych, które nadają muzyce charakter podniosły. Mimo wszystko "A Man Of Two Worlds" to płyta zwyczajnie piękna, która z pewnością spodoba się tym, których przekonywała wcześniejsza płyta "Fragile". "A Man Of Two Worlds" jest według mnie rozwinięciem tej drogi i z pewnością wszyscy sympatycy twórczości Midge Ure'a nie powinni pozostać obojętni wobec jego najnowszej propozycji. To jedna z tych tegorocznych płyt, do których często będę wracać. [8/10]

Andrzej Korasiewicz
10.05.2026 r.


Postaw mi kawę na buycoffee.to